8.
Mniej więcej o siedemnastej do mieszkania przyjechał menadżer chłopaków. Byłam przerażona. Na pewno będzie mnie obwiniał o zaistniałą sytuację, a już na pewno o część problemów. Yuu unikał mnie od momentu, gdy wyszedł z mojego pokoju, co dało mi do myślenia. Nie chciał mnie widzieć najwidoczniej. Słyszałam krzyki dochodzące z salonu. Kłócili się. Co chwilę było słychać głośne przekleństwa menadżera, a Yuu wcale nie był lepszy. Krzyczał tak głośno, że pewnie sąsiedzi go słyszeli.
Siedziałam na środku łóżka wpatrując się szeroko rozwartymi oczami w zamknięte drzwi. Nie chciałam, żeby przeze mnie się pokłócili. Nie chciałam, żeby tak głośno wrzeszczeli. To wszystko mnie przerażało. W pewnym momencie wszystko ucichło, rozległy się szybkie kroki w kierunku drzwi i głośny trzask oznajmił wyjście jednego z mężczyzn. Podejrzewałam, że był to menadżer. Bo chyba Yuu by mnie nie zostawił z tym szaleńcem…
Drzwi otworzyły się gwałtownie i stanął w nich rozeźlony Yuu. przestraszyłam się jeszcze bardziej i cofnęłam odruchowo. Mężczyzna patrzył na mnie wściekle zranionym wzrokiem.
- Do. Mnie. Natychmiast! – warknął i wymaszerował do swojej sypialni. Nie śmiałam mu się sprzeciwić. Zsunęłam się z łóżka i powędrowałam do jego sypialni. Stał przy oknie paląc papierosa. w jego postawie było coś co wręcz krzyczało do mnie, że będą kłopoty. Stał nienaturalnie wyprostowany. Sztywny. Przełknęłam ślinę stając w drzwiach. Bałam się wejść dalej.
- Wyjaśnij mi coś – zaczął w miarę spokojnie lecz jego głos był napięty niczym struna. – Dlaczego w swojej historii ominęłaś coś bardzo istotnego?
- Istotnego? – pisnęłam zastanawiając się o co, do cholery, chodzi. Nie rozumiałam i nie miałam pojęcia o co chodzi.
- Tak, istotnego. Czemu, kurwa, nie powiedziałaś, że z nim spałaś?! – ruszył na mnie pełną parą, jego oczy ciskały błyskawice, a dłoń w której trzymał zapalonego papierosa drżała od hamowanej furii. – Powiedziałaś, że się całowaliście, a nie, że pieprzyliście! I to na dodatek od bardzo dawna!
- C-co? – jeśli powiedziałabym, że jestem zszokowana to bym skłamała. Byłam tak wmurowana w podłogę tym co usłyszałam, że to po prostu niewiarygodne. Jezus Maria, skąd on wytrzasnął takie bzdury. Splotłam drżące dłonie za sobą.
- Mów, kurwa, natychmiast! Od ilu tygodni, miesięcy jesteście ze sobą!? No, od ilu, kurwa?! A może od samego początku!? Może udawałaś tylko taką przerażoną, co!? – krzyczał na mnie, a ja z otwartymi ustami nie wiedziałam co mam powiedzieć. Mój boże, co on wygaduje? To było tak absurdalne, że aż zabawne. Miałam ochotę się roześmiać, ale wiedziałam, że to tylko pogorszyłoby sprawę. Więc co miałam robić? Jego zarzuty w stosunku do mnie były kompletnie bezsensu.
- Shiroyama… nie wiem o czym mówisz – powiedziałam zgodnie z prawdą. – Przecież mnie znasz!
- Obawiam się, że nie znam aż tak dobrze, jak mi się wydawało. Powiedz mi, jak możesz mi to robić? – wydyszał wyrzucając papierosa przez otwarte okno. Wcisnął dłonie w kieszeni spodni i patrzył na mnie. – Nie mogłaś chociaż wybrać kogoś obcego? Musiałaś akurat być z Uruhą!?
- Shiroyama! – krzyknęłam oburzona. – Nie spałam z nim! Jak możesz… tak mówić!?
- Uruha był u menadżera. Wszystko mu powiedział. Kazał mu pozbyć się… ciebie, żeby zespół się nie rozsypał.
Oparłam się o komodę stojącą przy drzwiach. Oddychałam tak szybko, że miałam wrażenie, że za chwilę się uduszę. Zimny pot spływał mi po plecach.
- Nie spałam z nim – wyszeptałam kręcąc głową. – Nie spałam! – spojrzałam na Yuu, który patrzył na mnie nieprzychylnie. – Błagam, uwierz mi! – na trzęsących się nogach zbliżyłam się do niego choć bałam się to zrobić. zatrzymałam się tuż przed nim i podniosłam głowę by popatrzeć w jego zimne oczy. – Shiroyama, nie spałam z Kouyou… nie spałam, nie spałam, nie spałam! – z każdym kolejnym „nie spałam” uderzałam pięściami w klatkę piersiową chłopaka. Złapał mnie za ramiona potrząsając mną.
- Uruha twierdzi coś innego – parsknął. – A ja nie wiem komu mam wierzyć. Jeśli tak dalej pójdzie The Gazette przestanie istnieć. – odepchnął mnie od siebie. – Wyjdź. Muszę zostać sam.
Z cichym płaczem wybiegłam z jego sypialni. Gdy drzwi zamknęły się za mną z hukiem wybuchłam głośnym. W swojej sypialni chwyciłam niewielką torbę podróżną, jedyną jaką miałam jeszcze za czasów życia mamy ją kupiłam, wrzuciłam do niej tyle ubrań ile się zmieściło, zabrałam dokumenty i komórkę. W szufladzie miałam odłożone pieniądze – tak na wszelki wypadek. Uzbierało się tego tyle, że… wystarczy na bilet lotniczy i przeżycie kilku dni. Moje serce krwawiło, gdy po raz ostatni obrzuciłam wzrokiem sypialnię w której spędziłam trzy cudowne lata. Już nigdy więcej tu nie wrócę. Sama się stąd wyniosę nim mnie wyrzucą i potraktują jak śmiecia. Nawet Yuu wątpił we mnie. nie miałam tu już nikogo. Wyszłam na korytarz razem z torbą. Czułam się fatalnie, przez łzy prawie nic nie widziałam.
Ciche kliknięcie zamka zadzwoniło w moich uszach niczym syreny alarmowe. Właśnie coś się skończyło.
Z płaczem wsiadłam do windy wpadając na kogoś.
- Prze-przepraszam – bąknęłam nie zwracając uwagi na to, kogo potrąciłam.
- Sheila? – usłyszałam znajomy głos, ale nim podniosłam głowę i odpowiedziałam drzwi windy się zasunęły. Wdusiłam przycisk z parterem i starałam się uspokoić skołatane nerwy. Gdy tylko zajechaliśmy na dół wybiegłam z budynku i intensywnie zaczęłam szukać taksówki. W końcu kierowca się zlitował i zatrzymał przy krawężniku. Wsiadłam do samochodu zamykając za sobą drzwi.
- Dokąd? – spytał taksówkarz spoglądając na mnie w lusterku wstecznym.
- Na lotnisko, proszę – szepnęłam i po raz ostatni spojrzałam na apartamentowiec, który był moim domem. Był…
Punkt widzenia Rukiego
Wbiegłem do mieszkania Aoia krzycząc na całe gardło „gdzie jesteś?!”. Mężczyzna nie odpowiadał, więc przeczuwałem, że stało się coś złego. Po dzisiejszym telefonie menadżera byłem cały rozdygotany. Powiedział mi, że Reita z Kaiem się pożarli i ten pierwszy wylądował w szpitalu, a potem powiedział, że Uruha z Aoiem też mieli spięcie i to przez Sheilę. Wierzyć mi się nie chciało, ale widząc na korytarzu zapłakaną i załamaną dziewczynę wiedziałem, że coś jest nie w porządku. Cholera, trzeba ją załapać! Wyglądała tak jakby chciała uciec. Kurwa, co im odwaliło? Jesteśmy przyjaciółmi, do cholery! A tylko ja jestem niepobity. Cudownie po prostu.
- Aoi, kurwa! – wrzasnąłem na całe gardło wpadając z impetem do sypialni gitarzysty. Siedział na łóżku, opierając łokcie o kolana i ukrywał twarz w dłoniach. Szarpnąłem go za ramię, a gdy nie zareagował zacząłem krzyczeć: - Stary, Sheila, wyszła z domu z walizką! Musisz ją złapać! Przecież coś jej się może stać. Kurwa, Aoi, rusz dupsko! – spojrzał na mnie, a ja się skrzywiłem. Nie wyglądał ciekawie, ale to teraz nie było ważne. Yuu patrzył na mnie, jakby nie dotarło do niego co powiedziałem. – Sheila, baranie! Twoja dziewczyna cię zostawia! – warknąłem starając się, żeby coś do niego dotarło, bo jakoś nie widziałem by był inteligentny w tym momencie.
- Ona… mnie… co? – wyjąkał patrząc na mnie i niedowierzając.
- Och, dalej! – pociągnąłem go za sobą. Co prawda przyszedłem do Aoia pogadać o zespole, ale teraz to nie było tak ważne, jak ta mała zwiewająca dziewczyna. Bardzo ją lubiłem i nie chciałem by stała jej się krzywda, a Uruha tak strasznie ją skrzywdził. I podejrzewam, że tak namieszał, że Aoi uwierzył menadżerowi w to co przekazał mu Uru i z tego wszystkiego wynikło niezłe bagno. Matko, przecież ten facet świata poza nią nie widzi. Może myśli, że tego nie widać, ale gdy o niej wspomina ma taki wyraz oczu, że to na pewno jest miłość. I to zdecydowanie nie jest miłość brata do siostry. Nie rozumiem dlaczego tak bardzo się wypiera i zapiera. Podejrzewam, że chodzi mu głównie o różnicę wieku. W końcu dwanaście lat to sporo, ale bez przesady! Dla miłości nie ma przeszkód. A już na pewno nie tak błahe jak wiek.
- Ruszaj! – warknąłem i Aoi wystartował. Jezu, jak on szybko biegł! Nie mogłem go dogonić, ale udało mi się wślizgnąć do windy w ostatniej chwili. Yuu niecierpliwie uderzał w przycisk parteru aż musiałam chwycić za ramię, żeby przestał.
- To przeze mnie – usłyszałem cichy głos Aoia. – Oskarżyłem ją o coś… czego nie zrobiła. Nie myślałem co mówię. Byłem taki wściekły i… zazdrosny – ostatnie słowo wypowiedział tak cicho, że musiałem się pochylić w jego stronę, żeby usłyszeć, co tam wymamrotał. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Spokojnie, Aoi, ona na pewno ci wybaczy. Jak już ją znajdziemy – poklepałem go po plecach. Jezu, on to naprawdę przeżywa. A cały czas się wypiera tego uczucia. I po co? Przysparza sobie i jej cierpienia. Och i jeszcze reszta się poprztykała. Koszmar. Jak dorwę Uruhę to nie wiem co mu zrobię.
- Masz jakiś pomysł, gdzie mogła się udać? – spytałem gdy siedzieliśmy już w moim samochodzie. Chłopak pokręcił głową.
- Żadnego – odparł. – Ja pierdolę, ale za mnie idiota!
- Nie da się ukryć – mruknąłem pod nosem tak, żeby mnie nie usłyszał. Aoi postukał się palcem wskazującym w dolną wargę i intensywnie nad czymś myślał.
- Może… może pojechała do Reity?
- Do szpitala? Szczerze wątpię – odparłem zgodnie z prawdą. Sam również nie miałem pomysłu dokąd ona mogła się wybrać. Jedno było pewne – jeśli szybko jej nie znajdziemy może zrobić straszną głupotę.
- To dokąd? – Aoi wydawał się być zdenerwowany. – Kurwa, gdybym się tak nie uniósł, nie słuchał menadżera to nie uciekłaby. Wcale się nie dziwię, że mnie zostawiła. Też bym tak zrobił na jej miejscu – ukrył twarz w dłoniach. – Ruki i co teraz? A jeśli ona wyjedzie…? – wychrypiał, a głos mu się łamał.
- Ty! Mam! – krzyknąłem odpalając silnik. – Na pewno chce wyjechać!
Aoi spojrzał na mnie kiwając głową.
- Szybko. Jedźmy na dworzec autobusowy.
- Czemu akurat dworzec? – uniosłem brwi wyjeżdżając z parkingu podziemnego.
- Bo Sheila nie lubi pociągów – odparł natychmiast Aoi nie zdając sobie nawet sprawy, jak bardzo się teraz zdradzał. Wiedział o niej właściwie wszystko: zaczynając od raportu prywatnych detektywów, których wynajął na samym początku by coś się dowiedzieć o przeszłości dziewczyny do najdrobniejszych spraw życia codziennego. Żal mi go było, bo przepuszczał okazję na wspaniałe uczucie…
eeee... końcówka jest z innego rozdziału - z poprzedniego. Mieli jechać na dworzec i co??
OdpowiedzUsuń