7.
Nie miałam serca go budzić, ale z drugiej strony wymagał natychmiastowej interwencji lekarza, więc pobiegłam poprosić o pomoc i chwilę później dwóch sanitariuszy razem z wózkiem przybyli pod samochód. Jeden z nich zagwizdał na widok auta, ale nie skomentował i byłam mu za to wdzięczna. Yuu stękał coś, gdy wieźli go na izbę, a mnie nie pozwolili z nim wejść i musiałam czekać w poczekalni. Nie mogłam tego znieść. Chciałam natychmiast wiedzieć czy Shiroyama nie ma jakichś większych uszkodzeń. W końcu wyszła do mnie ta sama lekarka, o zgrozo, która przyjmowała go ostatnim razem. Obrzuciła mnie uważnym spojrzeniem.
- Nic mu nie będzie. Pozbyliśmy się resztek szwów i założyliśmy nowe. Warga nie wymagała szycia. Na podbite oko wystarczą zimne okłady. Może go pani zabrać do domu… i bardziej pilnować. Może się zdarzyć osłabienie czy wymioty. – odeszła nie zwracając na mnie uwagi. Nie była zadowolona z tego, że Yuu ponownie znalazł się w szpitalu. W końcu miałam go pilnować, a poległam na całej linii. Zawiodłam go…
- Yuu – podbiegłam do niego, gdy jeden z sanitariuszy pomógł mu wyjść z gabinetu. – Lepiej?
- Tyci – mruknął i oparł się o mnie. Podziękowałam cichutko pielęgniarzowi i pomogłam dojść Yuu z powrotem do Range Rovera. Ale zanim mężczyzna do niego wsiadł odwrócił się do mnie, a w jego oczach nie pozostało nic z łagodności, jaką miał w nich w łazience i w drodze do szpitala. Zasłużyłam na to.
- W domu musimy poważnie porozmawiać.
- Dobrze – przytaknęłam cicho i pomogłam mu wejść do samochodu. Droga do apartamentu zajęła nam mniej więcej tyle samo czasu, co dojazd do szpitala. Trochę już opanowałam to zwierzę, które kryło się pod maską.
Jednakże nie chciałam iść z Yuu do domu. Bałam się tego, co mogę jeszcze usłyszeć. Byłam przerażona. Przecież… mógł mnie wyrzucić z domu. Slbo poprosić o wyprowadzenie się, a przecież ja straciłam pracę o czym nie miałam okazji mu powiedzieć. Boże, po prostu byłam tchórzem, dlatego nic mu nie powiedziałam. I tak już go zawiodłam jak tylko mogłam, więc co mi szkodzi jeszcze bardziej się pogrążyć? Nic. Kompletnie, totalnie nic.
Bez słowa dał się poprowadzić do wind, a potem do mieszkania. Pomogłam mu usiąść na łóżku, bo coraz bardziej chwiejnie szedł.
- Yuu, musisz się rozebrać, dasz radę? – popatrzyłam na niego uważnie. Wyglądał strasznie. Mam tylko nadzieję, że to wszystko mu zejdzie do trasy koncertowej. I reszcie chłopaków też i że jakoś się pogodzą. Podejrzewam, że najgorzej będzie z Yuu i Uruhą. A to wszystko przeze mnie. Zagryzłam wargę.
- Mhm… nie bardzo. Wszystko mnie boli – zamknął oczy i skrzywił się. – Uruha mocno wali – dodał pół żartem pół serio, ale mnie to wcale nie rozbawiło. Nic nie mówiąc zbliżyłam się do Shiroyamy z głośno bijącym serce i rozpięłam mu bluzę po czym niepewnie zsunęłam z ramion. Mężczyzna co chwilę krzywił się i syczał, ale nic nie powiedział. Było mi go naprawdę żal i miałam ochotę i odwagę go przytulić, ale wiedziałam, że on teraz sobie tego w ogóle nie życzy. A już na pewno nie chce bym to ja go dotykała.
- Umm, coś jeszcze chcesz… zdjąć? – spytałam niepewnie nie wiedząc, co robić dalej. Podniósł głowę i popatrzył mi w oczy błyszczącymi oczami. Nie było w nich złości, żalu. Ale nie chciałam widzieć takiego wyrazu jego oczu po tym, co zrobiłam.
- Wszystko… prawie – wyszeptał patrząc spod przymrużonych powiek. Poczułam się troszeczkę nieswojo. Znowu czułam się w towarzystwie Yuu tak, jak wcześniej przed tą całą chorą sytuacją z Uruhą.
- Ekhm? – wykrztusiłam rumieniąc się choć nie powinnam. Koniec końców to, co robiłam z Uru w aucie powinno wyleczyć mnie z czerwienienia się, ale cóż…
- Buty, skarpetki, spodnie i koszulkę, dobrze? – poprosił i uśmiechnął się. Wyglądał słodko mimo siniaków, opatrunku i zadrapania. Boże, boże, boże… pomóż mi, co? Zagryzłam mocno wargę i mimo bólu w niej spowodowanym ranką, którą zrobił mi Uruha, starałam się opanować drżenie rąk. Chwyciłam brzeg koszulki odwracając wzrok.
- Patrz na mnie – powiedział Shiroyama, a ja niechętnie, ale spojrzałam mu w oczy. – Musisz na mnie patrzeć, bo inaczej możesz mi zrobić… krzywdę – uśmiechnął się krzywo. Podniosłam jego koszulkę trochę i gdy dostrzegłam kawałek nagiego brzucha w moim własnym stado motylków obudziło się do życia. Cholera, czemu on musi być tak cudownie przystojny?
- Sheila, zmęczony jestem – popędził mnie Yuu. Przełknęłam ślinę i podciągnęłam jego koszulkę aż pod szyję. Starałam się nie patrzeć na jego nagi tors, ale nie mogłam się powstrzymać, a gdy już spojrzałam nie mogłam oderwać oczu. Był idealnie umięśniony – nie za dużo, nie za mało. Jego skóra wyglądała na tak delikatną… aż mnie ręce świerzbiły by go dotknąć.
- Możesz w końcu ściągnąć ze mnie tę koszulkę? – usłyszałam zirytowany głos Yuu. Nie patrząc, co robię przeciągnęłam ją przez głowę chłopaka wywołując u niego głośny pisk. Przestraszona chciałam odskoczyć, ale położył dłonie na moich biodrach i przytrzymał mnie w miejscu. Siedział przede mną pół nagi, a mnie brakowało powietrza i czułam się prawie jak ryba wyjęta z wody. Jejku! Zacisnął powieki z bólu.
- Już? Popatrzyłaś sobie? – jego głos był nieprzyjemny, ale nie bałam się go. Nie, Yuu się nie bałam choć miałam ku temu wszelkie powody. Miał prawo się teraz na mnie wyżyć, ale cokolwiek by zrobił i tak bym go kochała. Po raz kolejny żałowałam, że pozwoliłam sobie na tą chwilę zapomnienia i słabości z Uruhą.
- Nie mów tak do mnie – poprosiłam słabym głosem odwracając wzrok od jego klatki piersiowej.
- A co? Uruha inaczej się do ciebie zwracał, co? Był milutki, słodziutki i czarujący? I mój Boże, Shelly, ty dałaś się na to nabrać, prawda? A on cię tak po prostu wykorzystał… - Yuu pokręcił ze złością głową i skrzywił się.
- Nie… rozumiem?
- Wiem. Ale… teraz nie mam siły ci tego wyjaśnić. – skinął głową na swoje spodnie, a dłońmi oparł się o łóżko. Zamknął oczy i jęknął. – Szybko, bo mi się niedobrze robi.
- Już – mruknęłam i drżącymi dłońmi zaczęłam rozpinać klamrę paska. Cichy brzdęk przerwał ciszę w pokoju. Za oknami było już właściwie jasno. No cóż… dochodziła szósta rano. Zarwaliśmy całą noc. – Czy… czy mógłbyś odpiąć sobie spodnie? Sam? – spytałam nieśmiało. Shiroyama otworzył oczy, zmrużył je, mruknął coś pod nosem o wstydliwych cnotkach, ale spełnił moją prośbę. Ja w tym czasie zajęłam się butami i skarpetkami. To było łatwe i szybkie. Yuu uniósł biodra, gdy klęczałam przed nim i jego krocze znalazło się w bardzo wyzywającej pozie, a gdy przypomniałam sobie wczorajszy już incydent, to spłonęłam rumieńcem. Nawet nie zauważyłam, że Yuu mi się przyglądał.
- Taak, też to pamiętam – wyszeptał chrapliwie. Spłonęłam rumieńcem tak gorącym, że czułam się jak pochodnia. Wsunęłam palce w szlufki spodni i pociągnęłam w dół. Chwila szarpaniny i Yuu siedział w samych czarnych bokserkach. Dech mi zaparło na jego widok, ale szybko odwróciłam wzrok.
- Dasz sobie radę? – spytałam, gdy mężczyzna wczołgał się na środek łóżka, a jego pośladki kusząco się w trakcie tego poruszały.
- Yhy – stęknął i wtulił się nie obitym policzkiem w poduszkę. Nie minęło dużo czasu, a cicho pochrapywał. Ułożyłam jego rzeczy w kostkę i zostawiłam na krześle po czym wyszłam z sypialni nie zamykając drzwi. Wolałam słyszeć czy nic się nie dzieje. Sama nie miałam siły się rozebrać więc poszłam spać tak jak byłam ubrana. Jedynie spodni się pozbyłam. Przyłożyłam głowę do poduszki i odpłynęłam w krainę snów.
Obudziłam się wyczuwając podświadomie czyjąś obecność. Jęcząc z niezadowolenia i niewyspania otworzyłam oczy i o mało nie dostałam zawału, gdy zobaczyłam tuż przy sobie Yuu, który… spał? –przynajmniej tak mi się zdawało i tak wyglądał. Jej… poczucie winy wróciło do mnie ze zdwojoną siłą. Jak ja mogłam go zdradzić? Przecież jest taki kochany i cudowny! A ja zachowałam się, jak idiotka. Skończona idiotka. Mogłam jedynie liczyć na to, że nie stracę jego przyjaźni choć i to było wątpliwe.
Zamknęłam oczy by pocieszyć się tą chwilą, prawdopodobnie ostatnią, bliskości z Shiroyamą. Chciałam coś zachować w swojej pamięci. A wczorajszy incydent chciałam jak najszybciej usunąć z myśli, mimo, że wczoraj twierdziłam coś innego. Kobieta zmienną jest.
- Nie udawaj, że śpisz – wymamrotał Yuu i przeciągnął się. Złapał mnie w pasie, gdy chciałam wstać z łóżka i przycisnął do siebie. Wtuliłam się w niego ze szczerą radością.
- A teraz od początku. Co się wczoraj wydarzyło? – spytał spokojnie tak, jakby wszystkie zdarzenia w nocy nie miały miejsca.
- S-s-słucham? – wyjąkałam niepewnie. On naprawdę nie miał zamiaru na mnie wrzeszczeć? Chciał po prostu dowiedzieć co się wydarzyło? A gdzie haczyk? Jaki haczyk, idiotko, przecież to jest Yuu!
- Powiedz mi – odgarnął z moich oczu włosy splątane kosmykami – co się wydarzyło wczoraj po twoim wymknięciu się z domu. Chcę wiedzieć wszystko.
- Umm – zamruczałam cicho. – A mogę się najpierw ubrać? – dziwnie się czułam leżąc w łóżku w ramionach Yuu w bluzie i majtkach. Mimo, że moje niektóre spodenki w których mnie widywał były równie niewielkie jak moja bielizna to jednak to była bielizna. Och i właśnie spełniło się moje marzenie. Jedno z wielu, ale zawsze – byłam w łóżku w ramionach ukochanego mężczyzny. Problem w tym, że on nie zdawał sobie sprawy z moich uczuć i, cholera, byliśmy w moim łóżku, a nie jego. Ale zawsze coś…
- Mnie się tak bardzo podobasz – zachichotał cicho przesuwając opuszkami palców po moim udzie. Zadrżałam mocniej wtulając się w jego klatkę piersiową. Szkoda tylko, że był już ubrany w koszulkę i jakieś spodnie dresowe. Och, o czym ja znowu myślę? On chce pogadać o poważnych sprawach, a ja zachowuje się jak jakaś niewyżyta małolata. Ja pierdzielę. Przecież jestem niewyżytą małolatą.
- Ale…
- Szsz – uciszył mnie. – Mów. Wyszłaś z domu bo?
Westchnęłam z rezygnacją.
- Bo zadzwonił Takashima.
- Mów dalej. Słucham. – poprosił cicho, a jego palce delikatnie muskały moją nogę. Trudno było mi się skupić, bo od jego bliskości kręciło mi się w głowie, a jeszcze mnie dotykał…
- Powiedział, że Reita nie stawił się na spotkaniu i nie dał znaku życia. Zaniepokoiło mnie to, bo wszyscy wiemy, że Akira zawsze jest punktualny a przynajmniej informuje od razu o wszystkich zmianach. Kouyou powiedział, że kontaktował się z Kaiem, który był zły, gdy tylko wspomniał o Reicie, więc postanowiłam, że wspomogę Kouyou i pojechałam z nim najpierw do Tanabe, który się upił i był bardzo… nieprzyjemny – urwałam wzdychając. Nie chciałam sobie tego przypominać.
- I wtedy Uruha przyłożył Yutace, prawda? – spytał rozbawiony Yuu. Moment, moment. Rozbawiony?!
- A co w tym zabawnego? – byłam kompletnie zbita z tropu. Spodziewałam się krzyków, pretensji i wszystkiego innego, ale nie tego, że Shiroyama będzie rozbawiony. I to czym? Bójką.
- Nie zrozumiesz tego. Może kiedyś ci opowiem. Mów dalej – zbył mnie Yuu i w dalszym ciągu muskał palcami moją nogę. Miałam łaskotki i całą sobą starałam się nie chichotać i nie ruszać.
- Potem… potem pojechaliśmy do Akiry. Yutaka mu dołożył.
- C-co? Kai pobił Reitę? Ale… jak? – Yuu wydawał się być bardzo przejęty. O wiele bardziej niż tym, że pobił się ze swoim najlepszym przyjacielem. Dziwne to.
- Nie wiem. Domyślam się tylko, że to on… żal mi Akiry. Nie zasłużył sobie na to cokolwiek zaszło między nim, a Tanabe – powiedziałam cicho przypominając sobie zapłakanego chłopaka leżącego na łóżku.
- O ile w ogóle coś zaszło – mruknął pod nosem Shiroyama znacząco podkreślając ostatnie słowo. Co proszę? Chyba się przesłyszałam!
- Coś ty powiedział? – spytałam zaskoczona, ale Yuu pokręcił głową. Nie chciałam myśleć o tym, że Kai i Reita… mój boże! Że oni… razem… coś teges… Nie chodziło o to, że mam coś przeciwko homoseksualistom, ale przecież… to oni!
- I jak on się czuje?
- Jest w szpitalu. Najpierw trochę go opatrzyłam u niego w domu, a potem razem z… Kouyou zabraliśmy go do szpitala. Jutro go wypiszą. – oparłam głowę o pierś Yuu i mocno się w niego wtuliłam. Nie chciałam stracić ani sekundy z jego bliskości. – A potem wróciłam… ehm… wróciliśmy tutaj. – dodałam cicho zamykając oczy. Yuu zamarł w bezruchu i westchnął ciężko.
- Shelly, to nie wszystko. Powiedz mi – nalegał Shiroyama, a ja poczułam rosnącą gulę w gardle. I co ja miałam mu powiedzieć? Że całowałam się z jego najlepszym przyjacielem? Że go pożądałam i nie myślałam o niczym i nikim innym? Że prawie dałam mu się przelecieć w samochodzie!? A potem jeszcze „zaatakował” mnie w windzie?!
- Po co py-ytasz skoro wiesz co się wydarzyło? – spytałam drżącym głosem mocno się w niego wtulając. Mój głos był stłumiony przez koszulkę chłopaka. – Po co mam ci to mówić? – prawie zaszlochałam. Nie chciałam o tym mówić. Nie, nie, nie!
- Musimy sobie wszystko wyjaśnić i ja muszę to wiedzieć. Muszę wiedzieć co się wydarzyło między wyjściem ze szpitala, a waszym przyjazdem tutaj. Shelly, powiedz to – odsunął się ode mnie i usiadł po turecku. Oparł łokcie o uda i pochylił się do przodu. Przyjęłam taką samą pozycję kładąc poduszkę na nogach (w końcu miałam na sobie tylko majtki) i siedzieliśmy naprzeciwko siebie wpatrując się sobie w oczy.
- On… - odwróciłam wzrok. – w samochodzie kazał zapiąć mi pas. Ale zrobił się jakiś taki dziwny. Oschły. Rozkazujący. Więc się obraziłam i nie posłuchałam. – przełknęłam ślinę. – Powtórzył jeszcze dwa razy, żebym zapięła, ale nie posłuchałam. I wtedy… odwróciłam się w jego stronę, a on był… tak blisko. Tak bardzo blisko – ponownie przełknęłam ślinę i wypuściłam powietrze z płuc. – Nie odsunęłam się. I on… ja… dotykał mnie… był czuły i delikatny, a ja chciałam jego bliskości. – w moich oczach pojawiły się łzy rozpaczy więc je zamknęłam, a kilka pojedynczych kropli spłynęło po moich policzkach. – Czułam się jakby rzucił na mnie jakiś czar. I, boże, pozwoliłam mu… - spojrzałam na Yuu, który wpatrywał się we mnie wzrokiem pełnym bólu. Zacisnął szczękę i mięsień drgał mu na policzku. – P-poc-całował mnie. Odwzajemniłam jego pocałunek i chciałam jeszcze… - z mojej piersi wyrwał się szloch. Objęłam się ramionami kołysząc w tył i przód. – A potem w windzie był brutalny i mnie zranił… dlatego wiedziałeś co między nami zaszło, prawda? – wycharczałam patrząc na niego załzawionymi oczyma.
- Między innymi – odparł cicho. – Miałaś opuchnięte usta – wyciągnął rękę w moim kierunku i przesunął kciukiem po mojej dolnej wardze dotykając małego zranienia. – Nie wiedziałaś? – spytał wpatrując się intensywnie w moje usta. Moje serce zaczęło żywiej bić. Nie, zdecydowanie nie wiedziałam, że miałam opuchnięte usta. Choć nie dziwię się, bo po tym co zrobił Uruha dziwne by było gdyby nie było żadnego śladu. Ale skąd mogłam to wiedzieć? Na filmach nigdy nie mili spuchniętych warg.
- Przepraszam, Shiroyama – załkałam, gdy zabrał rękę. – Nie chciałam tego… - trochę naciągana prawda, nie? Nawet całkiem trochę… ale nie chciałam mu mówić o tym wszystkim. To by mnie zabiło.
- Zawiodłaś mnie, Shelly. Myślałem, że jesteś odpowiedzialna, a zachowałaś się… jak dzieciak. Nie twierdzę, że to jest twoja wina. Nie. Winnym jest Uruha, bo cię wykorzystał. Może jest w tym też i moja wina, ale, Shelly, pamiętasz zasady? Nie wychodzisz sama wieczorem, a już na pewno nie wymykasz się z domu! – zmarszczył brwi lekko się krzywiąc. – Nie rób tak więcej. Pamiętaj, że odpowiadam za ciebie. Nie chciałbym, żeby ci się coś stało. Jesteś dla mnie bardzo ważna – spojrzał mi w oczy. – Obiecaj mi, że więcej tego nie zrobisz. Nie uciekniesz z domu i nie… zrobisz nic głupiego. – poprosił pochylając się w moim kierunku. Skinęłam szybko głową.
- Obiecuję, Yuu.
Patrzył na mnie uważnie. Wyglądał okropnie w pełnym znaczeniu tego słowa choć może to było zbyt łagodne określenie, jednakże nie obchodziło mnie to.
- Nie jesteś na mnie zły? Mówiłeś, że się powściekasz na mnie, jak odpoczniesz – wyszeptałam rumieniąc się jeszcze bardziej. Tak bardzo chciałam, żeby nie gniewał się na mnie, żeby zapomniał o tym wszystkim, ale wiedziałam, że to jest niemożliwe. Otarłam policzki z łez pociągając głośno nosem. Trzęsące się dłonie splotłam na poduszce. Serce było mi szybko, gdy czekałam na odpowiedź Yuu. Mężczyzna pochylił się w moją stronę i wyciągnął dłoń w kierunku mojego policzka. Prawie zamruczałam, gdy pogładził wierzchem dłoni moje lico. Jego twarz znajdowała się tuż przy mojej i czułam bijące od niego ciepło, jego zapach i zamarłam patrząc mu uważnie w oczy. Jego ciepły oddech owiewał moją buzię.
- A chcesz, żebym się na ciebie wściekał? – wyszeptał znacząco sunąc palcami po policzku aż do ust. Przesunął palcem po nich, a gdy się rozwarły pod naciskiem jego palców, odsunął się gwałtownie i wyszedł z mojej sypialni zostawiając mnie z mętlikiem myśli w głowie. Czułam jednak, że zbliża się katastrofa.
sprawy komplikują się coraz bardziej. Znowu rzuciło mi się w oczy coś gramatycznego, a może to było w poprzednim rozdziale? nie ważne.
OdpowiedzUsuńTo Aoi i Uruha powinni się zachowywać, jak na dorosłych przystało a są gorsi niż dzieci. Wymagają bóg wie czego od biednej dziewczyny, no!