4.
Uruha wyszedł już od nas ponad cztery godziny temu, a Yuu wrócił wkrótce po wyjściu tego pierwszego. Nie odzywał się do mnie. Patrzył tylko na mnie beznamiętnym wzrokiem marszcząc brwi. Gdy o cokolwiek go pytałam burczał coś pod nosem. Nie mogłam zrozumieć o co mu chodzi. Od chwili gdy wyszedł… poprawka, wystrzelił, jak z procy z mojego pokoju zachowywał się jak… nie on. Było mi przykro z tego powodu, ale co ja mogłam zrobić? Owszem, trochę się dzisiaj przełamałam, ale nie doszłam do takiego punktu w swoim życiu bym w tej chwili coś z tym zrobiła. Boże, to nie było aż takie skomplikowane, wystarczyło podejść do niego i przytulić się do jego ciepłego ramienia pytając co się dzieje. jasne, mogłam to zrobić, ale obawiałam się jego reakcji. Nie miałam pojęcia jak się zachowa, zwłaszcza po tym, jak zareagował na mój uścisk z Uruhą. Kouyou znów uważał, że Shiroyama się „nie określił” (cokolwiek to miało znaczyć) i dlatego tak się zachował. Może i Uru miał rację, ale i tak czułam się nieswojo. Nie zwracając na niego uwagi zostawiłam mu kolację na stole w kuchni i poszłam do siebie. Najpierw trochę czytałam książkę, starając się nie myśleć o Yuu, a potem włączyłam telewizor, bo lektura nie za wiele mi pomogła. Trafiłam na jakiś program o zwierzętach… zabijanych dla zabawy. Oglądając reportaż miałam łzy w oczach, a pod koniec cicho płakałam wpatrując się załzawionymi oczyma w ekran telewizora. Zdjęcia, filmiki, komentarze to wszystko sprawiło, że znowu zaczęłam płakać. To było chore. Jak można zabić niewinne zwierzę tak dla zabawy?! Przecież to nienormalne! Gdy napisy końcowe oznajmiły finał programu, wyłączyłam odbiornik i rzuciłam pilotem w ścianę na której pojawił się odprysk, a pilot rozpadł na kilka części.
- Jesteście chorzy! – krzyknęłam ukrywając twarz w dłoniach. Chwilę później poczułam oplatające się dokoła mnie ramiona Yuu, który szepcząc słowa pocieszenia kołysał mnie w swoich ramionach. Nawet nie zauważyłam kiedy wszedł. Ba, nie słyszałam. Obróciłam się w jego ramionach wtulając twarz w materiał pachnącej koszuli, a ramiona zaplotłam na jego karku. Łzy przestały płynąć, ale w dalszym ciągu było mi strasznie źle po tym co obejrzałam. Ciepło i siła ramion mężczyzny sprawiło mi nie małą przyjemność i poczucie bezpieczeństwa. Nie mogłam i nie chciałam się od niego odsuwać. Jego kojący głos docierał do każdego zakątka mojej duszy. Uwielbiałam go słuchać niezależnie od tego czy był smutny, zły, chory, wściekły, rozbawiony, szczęśliwy… jednak jego cichy, wręcz mruczący głos był moim ulubionym. Czułam ciepło jego oddechu we włosach i mogłabym się założyć, że delikatnie się uśmiechał.
- Już lepiej? – spytał odgarniając z mojego czoła splątane kosmyki włosów. Ten gest spowodował dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa. Jezu, to było cudowne.
- T-tak – odparłam lekko łamiącym się szeptem i podniosłam wzrok na jego oczy. – Już nie jesteś na mnie zły? – spytałam wzdychając cicho.
- Zły? Nie byłem na ciebie zły – popatrzyłam na niego znacząco. – Okej, byłem, ale nie na ciebie!
- Na Kouyou. – odgadłam. - Ale czemu? – spytałam ściągając ramiona z jego karku. – Przecież nic ci nie zrobił – dodałam wzruszając ramionami. Yuu ścisnął mnie i przyciągnął do siebie. Ponownie wtuliłam się w jego ramiona tak, jakby to nie było coś nowego.
- Zdenerwował mnie… bo… cholera, to nie dotyczy ciebie? To znaczy… dotyczy, ale nie w takim sensie… - plątał się mężczyzna szukając wzrokiem moich oczu. – Nie wtrącaj się, okej? To jest sprawa między mną, a Uru.
Patrzyłam na niego chwilę w skupieniu. W jego oczach mogłam dostrzec błyski, te same, które widziałam wcześniej, ale teraz się nie obawiałam. Wyciągnęłam dłoń i palcami pogładziłam jego policzek. Miał przyjemną w dotyku skórę – ciepłą, aksamitną.
- Jestem przecież twoją przyjaciółką, prawda? Powiedz mi – nalegałam nieśmiało sunąc palcem po policzku, aż do ucha i z powrotem. Yuu przymknął oczy, mruknął coś pod nosem, jego ciało się napięło i nim się zorientowałam znalazłam się pod nim – dosłownie. Leżałam na poduszkach, a on pochylał się nade mną i, słodki Jezu, cholernie mi się to podobało!
- Nie rób tak – szepnął podnosząc się, ale zarzuciłam ramiona na jego szyję i przyciągnęłam go do siebie. Skoro sam zaczął to teraz niech się tak nie wykręca. Ta chwila sprawiła, że poczułam się o wiele lepiej niż jeszcze chwilkę wcześniej. Boże, czułam się zajebiście!
- Czemu? – szepnęłam spoglądając na niego spod przymrużonym oczu. W końcu naoglądałam się różnych filmów, no nie? Znaczy nie żadnych pornosów, ale takie… trochę dla dorosłych. Uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Co ci się dzisiaj stało? – spytał ze śmiechem, jednak wyczuwałam w nim nutkę zdenerwowania. Próbował uśmiechem ukryć zmieszanie pomieszane z czymś co bałam się określić.
- Hmm – zamruczałam mrugając niewinnie oczami. – Masz coś przeciwko? – spytałam zaczepnie i niewiele się zastanawiając oplotłam się nogami dookoła bioder chłopaka. Gdy przyciągnęłam go do siebie poczułam jego… męskość. Twardą niczym kamień. Momentalnie oboje spłonęliśmy rumieńcami, a Shiroyama zaczął się oswobadzać z moich ramion. Byłam tak zszokowana tym odkryciem, że ani myślałam go puścić. Mój boże, on mnie pragnął! Jego erekcja była tego dowodem! Namacalnym!
- Yuu… - szepnęłam nieśmiało. – Nie denerwuj się… to… to… - spłonęłam rumieńcem odwracając wzrok. Zamarł nade mną i westchnął.
- Nie… boisz się? – jego głos był prawie niesłyszalny, ale sprawił, że moje serce żywiej zabiło.
- Nie! – odparłam szybko ponownie zatapiając spojrzenie w jego oczach. Był tak blisko… tak cholernie blisko, a ja bałam się zbliżyć te kilka centymetrów by pocałować jego pełne wargi i possać kolczyk. Nie, nie mogłam tego zrobić, bo może Yuu podniecił się… bo tak?
- N-nie boisz się tego? – patrzył na mnie uważnie odsuwając swoje krocze od mojego, co nie było takie łatwe, zważając na moje nogi na jego biodrach. Mruknęłam, gdy jego biodra otarły się mocniej o moje. To było przyjemne.
- Nie boję się ciebie – odparłam patrząc mu prosto w oczy i podkreślając ostatnie słowo. – Nie mogłabym się bać… wiem, że mnie nie skrzywdzisz. Przecież… uratowałeś mnie – szeptałam cichutko wpatrując się w jego ciemne oczy otoczone długimi rzęsami, które rzucały cienie w kształcie półksiężyców na zaróżowione policzki. Pogładził mnie po policzku wierzchem dłoni, a drugą podparł się tuż obok mojej głowy. Pochylił się w moim kierunku jeszcze bardziej. Już czułam ciepło jego ust na swoich, gdy… zadzwoniła moja komórka. Drgnęliśmy i spojrzeliśmy w kierunku z którego dochodził dźwięk. Shiroyama raz dwa wyplątał się z moich objęć i stanął przy łóżku. Nie ukrywał wypuklenia w spodniach. Jednak jego rumieńce powiedziały mi resztę.
- Lepiej będzie, jak już… dobranoc, Shelly – prawie wybiegł z mojej sypialni, cicho zamykając za sobą drzwi. Patrzyłam za nim i ocknąwszy się sięgnęłam po telefon.
Uruha dzwoni.
- Cześć, Kouyou.
- Czy Reita się z wami kontaktował? – spytał bez żadnych wstępów gitarzysta.
- Umm, nie. A stało się coś? – spytałam zaniepokojona dziwnym tonem głosu mężczyzny.
- Cholera, właśnie nie wiem. Mieliśmy się spotkać godzinę temu. Wiesz, że Akira nigdy się nie spóźnia. A jeśli już to zawsze powiadamia, że będzie później. – przerwał na chwilę wzdychając po czym kontynuował: - Nie zjawił się na spotkaniu. Nie napisał mi smsa, maila, nie zadzwonił, nie odbiera telefonu ani nie otwiera drzwi. Dzwoniłem do Kaia, bo wiem, że dzisiaj byli razem. Strasznie się ciskał. Gdy spytałem o Reitę okropnie się wściekł, powiedział, że mam mu głowy nim nie zawracać i się rozłączył. – Uruha ponownie westchnął. – Martwię się. Kurwa, nie wiem co robić. Po raz pierwszy odkąd znam Reitę, nie odzywa się.
- Spokojnie, Kouyou – wymamrotałam w pośpiechu szukając jakiegoś ubrania w którym mogłabym wyjść. Chwyciłam bluzę z kapturem wkładaną przez głowę i jakieś jeansy poprzecierane. – Gdzie teraz jesteś? – wciągnęłam na siebie bluzę, a potem spodnie. Trochę się namotałam, ale udało się.
- Niedaleko was, a co? - w tle usłyszałam jakieś krzyki i trąbienie.
- Możesz po mnie przyjechać? – spytałam szeptem wyglądając na korytarz. W całym mieszkaniu było ciemno, a spod drzwi sypialni Yuu padało światełko. Cholera, nie śpi. Właściwie mnie to nie zdziwiło. Po tym co się stało…
- Aoi cię puści? – spytał Uru zdziwiony, ale z wyraźnie wyczuwalną ulgą w głosie.
- Wymknę się – odparłam cichutko zmierzając w kierunku drzwi wyjściowych.
- On cię zabije.
- Nie zabije. A po za tym po tym co powiedziałeś i tak nie zasnę, a ty jesteś zdenerwowany. We dwoje sobie poradzimy – wyargumentowałam szeptem i wyszłam szybko z mieszkania. Skierowałam się do wind. – To za ile będziesz?
- Jestem już pod wejściem – odparł rozbawiony Uru. Zaśmiałam się cicho.
- Już do ciebie biegnę – odrzekłam i rozłączywszy się, schowałam komórkę do kieszeni i wsiadłam do windy. Chwilę później biegłam w kierunku jaguara Uruhy. Zaparkował po przeciwnej stronie ulicy w cieniu jakiegoś dużego drzewa. Wsiadłam do auta zapinając pas.
- Najpierw jedźmy do Tanabe – zarządziłam wyciągając komórkę. Uru bez słowa włączył się do ruchu stukając palcami w kierownicę. Przeszukałam listę i gdy znalazłam Reitę wcisnęłam zieloną słuchawkę.
Pik…
Pik…
Pik…
Pik…
Pik…
Pik…
Pik…
Proszę zostawić wiadomość po sygnale… piiip!
- Cholera – zaklęłam rozłączając się. Spróbowałam jeszcze kilka razy, ale na nic się to zdało, a mnie w uszach zaczęło piszczeć. Kouyou nie odzywał się, był wyraźnie spięty. Nie dziwiłam mu się. Po tym co powiedział sama się zdenerwowałam i martwiłam o basistę. Lubiłam go, choć czasami wydawał się być agresywny i niespokojny. Taki życiowy buntownik. Jednakże mnie nigdy nie skrzywdził i ceniłam sobie go jako artystę i człowieka chociaż nie mieliśmy ze sobą tyle wspólnego co z Uruhą czy Yuu. Był raczej samotnikiem, który czasami nie potrafił odnaleźć się w tłumie. Ironia losu, co? Sławny muzyk nienawidzący tłumów wrzeszczących kobiet, które były jego fankami. To nie tak, że nie lubił swoich fanów. Po prostu nie tolerował ich, gdy zachowywali się jak dzikusy. Znaleźliśmy się pod drzwiami mieszkania lidera i nie mogliśmy zdecydować kto ma zapukać. W końcu Uru zadzwonił dzwonkiem. W mieszkaniu słychać było dziwne dźwięki, a gdy w drzwiach stanął wstawiony Kai, wiedzieliśmy, że coś złego się stało. Yutaka nigdy nie topił problemów w alkoholu. Uważał, że jest na to za stary.
- Jest tu Reita? – spytałam wysuwając się zza Uruhy, który całkowicie mnie zasłonił w obawie przed zachowaniem lidera. Perkusista spojrzał na mnie i upił łyk czegoś co miał w butelce.
- Mam go w dupie – wybełkotał i już miał zatrzasnąć drzwi, ale Uru wstawił w nie stopę. – Spierdalajcie, kurwa.
Nie, takiego Kaia nigdy nie widziałam. Ani nawet nie słyszałam o tym by tak się zachowywał, ale teraz autentycznie mnie wkurzył.
- Gdzie jest Reita? – poprawiłam swoje wcześniejsze pytanie wsuwając się pod ramię Uru. Byłam trochę przestraszona. Nie lubiłam pijanych mężczyzn, bo każdy z nich przypominał mi mojego ojca o którym chciałam zapomnieć.
- Ooo, jak ładnie – wysyczał Kai spoglądając na nas. – Dajesz się dotykać? No, to chodź tu do mnie, ślicznotko…
- Tanabe, gdzie jest Reita? Wiesz coś o nim? – patrzyłam na niego wyczekująco ignorując jawną zaczepkę. Jednak mężczyzna nie odpowiedział. Spojrzał na Kouyou.
- Pozwala ci się pieprzyć? – wymamrotał i ledwo skończył pięść Takashimy spotkała się z jego twarzą. Uru aż dygotał od hamowanej furii. Objęłam go w pasie w obawie, że będzie chciał jeszcze raz uderzyć Kaia. Przestraszył mnie jego atak, ale nie dziwiłam się, że tak zareagował. To co powiedział perkusista było… niesmaczne.
- Chodź, Kouyou – szepnęłam ciągnąc go w stronę wyjścia. Gdy się nie ruszył dodałam: - Proszę! – ruszył szybkim krokiem do wyjścia. Jego ramie oplotło moją talię i poczułam dreszcze. Boże. Przecież to jest Uruha! U-r-u-h-a! co się ze mną, do cholery, dzieje? dlaczego reaguję w ten sposób na Uruhę?! To pewnie przez ten stres. Tak, na pewno to przez stres.
- Pokaż – mruknęłam gdy zatrzymaliśmy się przy aucie. Kostki gitarzysty były lekko zadraśnięte, a ręka zaczęła puchnąć. – No i po cholerę go biłeś? Lepiej się poczułeś?! – naskoczyłam na niego.
- Obraził cię – burknął chowając dłonie do kieszeni spodni. Stanęłam przed nim, gdy odwrócił wzrok.
- To nie był powód! Mogłeś mu zrobić krzywdę. Zresztą… teraz to nie jest ważne, bo nadal nie wiemy co z Akirą. – odwróciłam się. – Cholera, ale się porobiło. – westchnęłam spoglądając w niebo.
- Przepraszam, Sheila – usłyszałam za sobą cichy głos Uruhy. – Bardzo cię wystraszyłem? – spytał i poczułam, że stoi za mną blisko. Za blisko… moje ciało znowu zaczęło na niego reagować. Ze zdwojoną siłą! O wiele bardziej niż na Shiroyamę. O kurwa…
- Szczerze mówiąc cholernie się wystraszyłam – odparłam szczerze odwracając się do niego przodem. Tak, jak czułam stał tuż przy mnie. podniosłam głowę by spojrzeć mu w oczy. – Niepotrzebnie to zrobiłeś. Zraniłeś swojego przyjaciela i samego siebie. – dodałam dotykając jego zranionej dłoni. Ujęłam ją w swoje drobne ręce i pogładziłam palcami opuchnięte kostki.
- Potrzebnie – zaprzeczył moim słowom. – Bronię osoby na których mi zależy. A on już nie jest moim przyjacielem. – dodał poważniejąc jeszcze bardziej. Wolną ręką pogładził mnie po policzku. Wzdrygnęłam się odruchowo. Odsunął ode mnie dłoń.
- Prze-przepraszam – wyjąkałam zawstydzona spuszczając głowę. Chłopak pokręcił głową, czego ja nie widziałam, ujął moją twarz w obie swoje dłonie i zmusił mnie do spojrzenia w swoje oczy. Oparłam dłonie na jego klatce piersiowej, która unosiła się i opadała znacznie szybciej niż zwykle. Czułam na policzkach jego urywany oddech. Oczy błyszczały mu niczym miliony gwiazd na niebie nad naszymi głowami, ludzie szli chodnikami, samochody pędziły jezdnią, a ja nie potrafiłam oderwać wzroku od jego twarzy. Odkąd go poznałam zawsze uważałam, że jest przystojnym mężczyzną. Niezależnie od tego czy był umalowany czy nie. Lubiłam jego poczucie humoru choć zdarzały się sytuacje, że mnie zawstydzał czy denerwował. Roztaczał wokół siebie taką aurę, że nie było nikogo kto mógłby mu się oprzeć. Uważałam, że jestem jedyną kobietą na którą nie działa jego urok osobisty, ale teraz zaczynałam w to wątpić. Moja pewność siebie w tej kwestii gwałtownie się zachwiała.
- Takashima? – wyszeptałam drżąc. Nagły podmuch wiatru zwiał moje włosy na policzek. Poczułam jego zapach, który wręcz był odurzający i zwalający z nóg. Taki męski… taki erotyczny… podniecający…
Nim się spostrzegłam wypuścił mnie ze swoich objęć. Popatrzyłam na niego lekko zdziwiona i rozczarowana. Moment… rozczarowana?!
- Pojedziemy teraz do Reity – powiedział trochę oschłym głosem wsiadając do auta. Zamknął drzwi trochę głośniej niż to było konieczne. Byłam jeszcze nie gotowa na to by rozmawiać z nim o tym co się stało i nie stało jednocześnie dlatego bez słowa również wsiadłam do auta. Uruha z piskiem opon ruszył.
eeee... gubię się
OdpowiedzUsuńOna z Yuu, ona z Uru, czy Uru z Aoim O_O
idę rozwiązywać tą zagadkę^^
takie mrau to było <3