sobota, 30 lipca 2011

5.
Siedziałam nieruchomo obok Uru w samochodzie w czasie kiedy on prowadził niczym diabeł wcielony. Silnik warczał głośno, opony na zakrętach piszczały. Byłam nieswoja. Bałam się takiej jazdy jednocześnie czerpiąc z niej jakąś chorą przyjemność. W myślach popędzałam Kouyou by jechał jeszcze szybciej niestety nim odważyłam się poprosić go oto zajechaliśmy pod wieżowiec w którym znajdowało się mieszkanie basisty. Uruha zgasił silnik i wysiadł z samochodu nawet na mnie nie patrząc. Podążałam za nim w ciszy aż na osiemnaste piętro. Uruha bez wahania nacisnął klamkę gdy tylko znaleźliśmy się pod drzwiami Reity i, o dziwo, było otwarte. Weszliśmy szybko do mieszkania.
- Poczekaj tu – nakazał mi Uru widząc rzuconą kurtkę w korytarzu. Pobiegł do sypialni basisty. – Ja pierdolę! – nie namyślając się podążyłam za nim. Wciągnęłam z sykiem powietrze na widok Reity leżącego na łóżku – pokrwawionego, jęczącego i zapłakanego. Nie, tego na pewno nie spodziewałam się ani ja ani Uru. Bez namysłu znalazłam się na łóżku.
- Przynieś mi ręczniki, co najmniej trzy, miskę z ciepłą wodą, pustą miskę, albo wiadro, waciki, wodę utlenioną i jakiś alkohol – mówiłam szybko przyglądając się twarzy Reity. Odgarnęłam mu włosy z czoła. – No, dalej! – popędziłam chłopaka który stał i wpatrywał się we mnie zszokowany. Nie wiem czy był zaskoczony tym, że dotykałam i znajdowałam się tak blisko basisty z którym nigdy nie znajdowałam się aż tak blisko czy tym co powiedziałam.
- A jaki alkohol? – spytał, gdy wszystko położył na łóżku po kilku minutach.
- Jakiś mocny, żeby go ocucić – odparłam nie patrząc na gitarzystę. Sprawdziłam skąd wzięła się krew. Wzięłam ręcznik, namoczyłam go w wodzie i zaczęłam delikatnie obmywać twarz mężczyzny z zaschniętej krwi. Robiłam to jak najdelikatniej byle tylko nie sprawić mi bólu jeszcze większego niż czuł. Później zaczęłam odkażać rankę na jego wardze. Wszystkie brudne waciki wyrzucałam do wiaderka. Na koniec wzięłam wacik i nalałam na niego trochę jakiegoś dziwnie wyglądającego trunku i podsunęłam pod nos Reity. Mężczyzna poruszył nozdrzami, jęknął donośnie i jego powieki zatrzepotały. W ostatniej chwili podsunęłam mu pod usta wiadro. Uru jęknął odwracając się. Najwidoczniej źle to na niego działało, a ja starałam się nie zwracać uwagi ani na zapach ani na to co wylądowało w wiadrze.
Akira otworzył oczy. Wzrok miał trochę mętny i nieobecny. Pochyliłam się nad nim.
- Akira, jak się czujesz? – spytałam spokojnie pozbywając się waty, a wiadro odstawiłam na bok z dala od Uruhy. Zamrugałam powiekami, bo łzy zaczęły zbierać mi się pod powiekami. Uruha znalazł się tuż przy nas.
- Źle… - wydusił. Popatrzyłam na Uruhę, który patrzył nie na Suzukiego tak jak mi się wydawało tylko na mnie. w jego oczach było pełno uznania i… czułości? Nie, proszę, niech mi się to przyśni!
- Co ci się stało?
Zapadła cisza przerywana głośnym oddechem Akiry. Chłopak zamknął oczy odcinając się od nas. Zmarszczył brwi i skrzywił się, a spod jego powiek wypłynęły pojedyncze łzy. Zdusiłam w sobie chęć płakania razem z nim. Jego ból był wręcz namacalny. Poczułam szturchnięcie w ramię. zdziwiona podniosłam wzrok na Uru, który powiedział bezgłośnie „Kai”. Skinęłam potakująco. Też się tego domyślałam, zwłaszcza po zachowaniu lidera nabrałam pewności, że między nimi dwoma doszło do solidnego spięcia.
- Zabierzemy cię teraz do szpitala, dobrze? – Uruha wtrącił swoje. – Musi cię obejrzeć lekarz. – Akira jedynie skinął głową. Pomogliśmy mu wstać i obejmując go w pasie przetransportowaliśmy do samochodu. ja zostałam na tylnim siedzeniu z Reitą, a Uru szybko zawiózł nas do szpitala. Boże, Reita, co się stało? Zastanawiałam się całą drogę. Podejrzewam, że Kai wygląda teraz równie podobnie. W końcu Uruha nieźle mu przyłożył.
W szpitalu zabrali Reitę na prześwietlenie i zrobili mu komplet innych badań. W tym czasie ja i Uruha siedzieliśmy w poczekalni. Oparłam się o jego ramię, a on objął mnie w pasie. Potrzebowałam jego bliskości, bo inaczej chyba bym się rozkleiła. Za długo się bez tego obywałam. Tyle wrażeń jak na jeden dzień to trochę za dużo.
- Tak w ogóle… nie chciałem być wścibski… ale co ci się stało w rękę? – Uruha dotknął zabandażowanego miejsca. Westchnęłam cicho przymykając oczy.
- Oparzyłam się – odparłam. Zaczęłam odczuwać zmęczenie. Chciało mi się spać i miałam ochotę głośno ziewnąć. Już prawie odpływałam, gdy najpierw poczułam wibracje komórki, a potem usłyszałam dzwonek. Niechętnie wyjęłam telefon z kieszeni nie patrząc na to kto dzwoni i odebrałam.
- Do cholery, gdzie ty jesteś!? – ruszył na mnie Yuu krzycząc tak głośno, że musiałam odsunąć aparat od ucha. Uru uniósł swoje idealne brwi i popatrzył na mnie.
- Umm… - myślałam szybko co by tu powiedzieć. – Jestem z… Kouyou – po drugiej stronie zapadła cisza, a po chwili usłyszałam dźwięk oznajmiający zakończenie połączenia. Schowałam telefon i bez namysłu wtuliłam się w Uruhę. Coś mi to zbyt łatwo przychodziło. Nawet do Yuu nie mogłam się dzisiaj przemóc, a do Uru tak po prostu… może to ta jego spokojna aura?
- Jak dowiemy się co z Reitą, to od razu cię odwiozę, dobra? I wejdę z tobą na górę, bo coś mi się wydaje, że Aoi jest trochę zdenerwowany. – pogładził mnie dłonią po plecach. Wyprężyłam się w jego stronę, jak kot pragnący miziania.
- Dobrze, dobrze – przytaknęłam wdychając jego zapach. – Ale nie wydaje mi się, żeby był tylko trochę zdenerwowany.
- Przejdzie mu – odparł Uru i po chwili dodał: - Jeśli chcesz to się zdrzemnij, obudzę cię, jak przyjdzie lekarz.
- Dzięki, Takashima – szepnęłam i nie minęło wiele bym zasnęła. Otaczał mnie zapach Uruhy i jego silne ramiona. Bluza w którą był ubrany była niesamowicie mięciutka. Nie śniło mi się nic, co wydało mi się strasznie dziwne, bo zawsze miałam jakiś sen. Czasami bardzo przyjemny, a czasami tak potworny, że budziłam się zlana potem. A teraz… pustka. Tak po prostu. To było dla mnie coś zupełnie innego. Tak, jakby Uruha odgradzał mnie od zagrożenia i marzeń. Dziwne. Naprawdę dziwne. Westchnęłam mocniej się wtulając w jego tors.
- Hej, Sheila, obudź się – usłyszałam przy uchu przyjemny głos. Tak bardzo nie miałam ochoty budzić się. Byłam zmęczona, a to trochę snu w szpitalnej poczekalni w dość niewygodnej pozycji na pewno nie było aż tak miłe. Najmilszym akcentem tego były chyba ramiona Uruhy.
- Mmm – pomruczałam i otworzyłam troszkę oczy szybko je zamykając. Światło lamp szpitalnych mnie poraziło swoim blaskiem.
- Jedziemy już – głos Uru wydawał się być rozbawiony.
- A co z Akirą? – spytałam sennie podnosząc się trochę i opierając głowę na barku gitarzysty.
- Zostanie tutaj na dwie doby – odparł chłopak i pomógł mi wstać. Nogi mi ścierpły i odmówiły posłuszeństwa, bo gdy tylko stanęłam ugięły się pode mną. Gdyby nie refleks Uru poczułabym twardą podłogę. Chłopak trzymał mnie w ramionach trochę pochyloną do tyłu. W jego oczach pojawiały się na przemian błyski rozbawienia i czegoś bliżej nieokreślonego. A może to ja bałam się określić to uczucie?
- Dzięki – mruknęłam zarumieniona, gdy Uruha zaczął mnie prowadzić w stronę wyjścia. Mruknął coś pod nosem. Podniosłam głowę by na niego spojrzeć – wydawał się być jakiś nieobecny, jednak gdy poczuł mój wzrok na sobie popatrzył na mnie. Zmrużył oczy, a po chwili znów podniósł głowę odwracając wzrok. Właściwie wepchnął mnie do samochodu. Jakbym sama nie potrafiła wejść do niego, wściekłam się. Zaplotłam ręce na piersiach i wbiłam wzrok w przednią szybę postanawiając, że nie odezwę się do niego słowem i będę go ignorować. Zniweczył mój plan zaledwie dziesięć sekund po tym jak zdążyłam o tym pomyśleć.
- Zapnij pas – jego zaczepny ton jeszcze bardziej mnie rozeźlił. Cholera, nigdy nie zrozumiem mężczyzn. Najpierw Ruki pożarł się z liderem i Yuu został ranny. Później Reita i Kai dali sobie do wiwatu po drodze jeszcze ja z Shiroyamą się stuknęliśmy, a teraz Śliczny. Jasna cholera, mężczyźni!
- Zapnij pas – powtórzył jeszcze bardziej zaczepnym tonem. Nawet nie drgnęłam. Nie będzie mi rozkazywał, prawda? Nie miał do tego najmniejszego prawa, a ja mimo zmęczenia nie chciałam dać się zamieść pod dywaniku. Miałam już prawie dwadzieścia lat, a to, że on był rocznikowo ode mnie starszy o równe dziesięć nie dawało mu prawa mi rozkazywać.
Słyszałam jego głośny oddech, ale nie chciałam patrzeć w jego stronę. Czułam jego zapach, ale nie chciałam go czuć. Ciche skrzypnięcie skóry, którą obite były fotele samochodowe powinny mnie zaalarmować, ale nie zrobiły tego. poczułam gorący oddech Uru na policzku.
- Powiedziałem: zapnij pas – jego głos był dziwnie niski i wibrujący. Zadrżałam nieznacznie odwracając się do niego i zamarłam. Twarz Uruhy znajdowała się kilka centymetrów od mojej. Widziałam wszystkie plamki i plameczki na jego tęczówkach i rozszerzone źrenice. Dostrzegłam malutką bliznę tuż przy łuku brwiowym. Całą sobą musiałam się powstrzymać by nie wyciągnąć dłoni i nie pogładzić jej ledwie widocznego uwypuklenia. Powinnam się natychmiast od niego odsunąć, ale nie potrafiłam. Rozum zmuszał mnie od tego, serce powtarzało, że to jest Uruha, a ciało… ciało chciało być jeszcze bliżej niż znajdowało się w tej chwili. To co działo się w mojej sypialni z Shiroyamą miało zupełnie inne znaczenie – kochałam go. A właściwie… takie miałam wrażenie, jednak mimo, że czułam się przyjemnie, gdy znajdował się nade mną na łóżku to teraz… teraz miałam wrażenie, że nie mogę oddychać, a moje serce za chwilę dostanie zawału. Mimo, że Uruha nie dotykał mnie w żaden sposób, odczuwałam dużo większą przyjemność z tego niż z bliskość Yuu. Czy ze mną w takim razie było coś nie tak? Kochałam jednego… a pożądałam drugiego? I to na dodatek najlepszego przyjaciela mojego ukochanego!?

1 komentarz:

  1. Czyli Aoi z Uru nic tego, nie? a szkoda xD
    ja tam mówię, trójkącik będzie najlepszym rozwiązaniem ^^

    OdpowiedzUsuń