3.
Dochodziło południe, a Yuu w dalszym ciągu spał. Wiem, bo sprawdzałam już kilka razy. Oj, no dobra, kilkanaście, ale kto by tam liczył? Westchnęłam mieszając zupę w garnku. Jej przyjemny zapach rozchodził się po całej kuchni wybiegając aż po za nią. Wiedziałam, że zapach ciepłego posiłku zbudzi Yuu z jego niedźwiedziego snu i przyjdzie za jej wonią. Na pewno będzie głodny. Uśmiechnęłam się pod nosem. Patrząc na to z boku można by powiedzieć, że byłam prawie jak jego żona.
- O Boże – upuściłam łyżkę na podłogę rozbryzgując na niej to co znajdowało się na sztućcu. O czym ja, do cholery, myślę!?
- Co się stało? – usłyszałam za sobą zaspany głos Yuu. Przestraszona drgnęłam i szybko odwróciłam się przodem do niego, nie patrząc co robię oparłam dłoń o kuchenkę w miejscu gdzie stał garnek z gotującą się wodą. Krzyknęłam głośno z bólu, gdy sparzyłam sobie rękę i odskoczyłam na bok. Palący ból palił moją dłoń. Yuu jakby natychmiast się przebudził przez mój krzyk i bez namysłu chwycił mnie za ramię ciągnąc do zlewu. Odkręcił zimną wodę i wsadził pod nią moją poparzoną rękę i dopiero wtedy zdał sobie sprawę co robi. Spojrzał na moją twarz szukając oczu, którymi uciekałam na wszystkie strony byle tylko na niego nie patrzeć. Drżałam lekko pod wpływem jego bliskości i dotyku. Nie chciałam by dowiedział się, że to nie ze strachu, a w tej chwili na pewno tak uważał.
- Już lepiej – wydyszałam odsuwając się od niego, zakręcając wodę. Yuu kiwnął niepewnie głową podnosząc łyżkę, którą upuściłam. Sama poszłam do łazienki założyć sobie opatrunek. Byłam do tego przyzwyczajona. Za każdym razem, gdy się zraniłam sama sobie radziłam. Nie chciałam się uzależnić od pomocy osób trzecich. Chociaż od Yuu i tak byłam uzależniona. Nic nie mogłam na to poradzić. A może po prostu nie chciałam.
- Wszystko w porządku?! – usłyszałam krzyk Shiroyamy. Och, Boże, przestań być tak cholernie słodki!
- Tak! – odkrzyknęłam kończąc bandażowanie. Wyszłam do niego, żeby nie myślał, że umarłam czy coś. Popatrzył na mnie, a w jego oczach znowu pojawił się ten dziwny błysk. Nie chciałam by tak na mnie patrzył… jak drapieżnik na swoją ofiarę. Czułam się wtedy obnażona i zagrożona. A on najwidoczniej nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Nałożyłem nam – mruknął siadając przy stole. Pochylił głowę nad miską i wciągnął zapach parującego jedzenia. – Ummm, uwielbiam twoją kuchnię – dodał uśmiechając się niewinnie.
- Miło mi – odparłam spokojnie, siadając przy stole. Zjedliśmy w ciszy. No, mniej więcej, bo Yuu co chwila mruczał z zadowolenia. Nie podniosłam wzroku znad swojej miski mimo, że czułam jego wzrok na sobie. Byłam rozbita i nie chciałam by zobaczył to w moich oczach. Musiałam się szybko ogarnąć. Zanim zaczęłam rozległ się dźwięk dzwonka u drzwi. Podniosłam zdziwiony wzrok na Yuu, który patrzył na mnie tak samo.
- Może Ruki przyszedł dokończyć dzieła – mruknął pod nosem Shiroyama. Parsknęłam śmiechem szybko zakrywając usta dłonią. Yuu pogroził mi łyżką. – Uważaj sobie. Ty będziesz następna, w końcu jesteś pod moją opieką. – uśmiech znikł z mojej twarzy. No tak, nie zapominajmy o tym ważnym szczególe. Zaraz, zaraz…
- Już niedługo – powiedziałam i wskazałam kalendarz ścienny wiszący obok lodówki. Yuu podążył za moim wzrokiem i uśmiech również zniknął z jego oblicza. Do moich dwudziestych urodzin zostało zaledwie kilka dni. A więc za kilka dni stanę się pełnoletnia i nie będę miała obowiązku mieszkać ze swoim opiekunem prawnym.
Dźwięk dzwonka rozległ się ponownie, bardziej natarczywie. Podreptałam otworzyć. Jakie moje zdziwienie było, gdy ujrzałam Uruhę. Ucieszyłam się na jego widok. Zaraz po Yuu gitarzysta był mi najbliższy. Choć i tak nie pozwalałam mu się dotknąć.
- Wróciłeś na pole bitwy? – spytałam z uśmiechem wpuszczając go do środka. Mężczyzna rozebrał się i zerknął na mnie.
- A co? Dalej jest w bojowym nastroju? – roześmiał się cicho. zerknęłam w kierunku kuchni.
- Cii, on nic nie wie – wyszeptałam pochylając się w kierunku Uru. Chłopak kiwnął głową uśmiechając się przyjaźnie.
- Wypomnę mu to kiedyś.
- A ja mu kiedyś oddam – rzuciłam sarkastycznie idąc z Uruhą do kuchni. Yuu przywitał przyjaciela uśmiechem i zaproponował kawę, którą ja miałam zrobić. W końcu Yuu jest poszkodowany, a Uru jest naszym gościem. Oboje usiedli przy stole kuchennym, a ja zajęłam się parzeniem pysznego napoju. Czułam na sobie wzrok chłopaków, ale nie mogłam się przemóc, żeby się do nich odwrócić. Gdy kawa w ekspresie zaczęła się parzyć, podeszłam do okna i wbiłam wzrok w widoki zanim zakładając ramiona na piersi.
Już tylko kilka dni…, pomyślałam smutno. Czy Yuu każe mi się wyprowadzić? Czy zerwie ze mną kontakt? I co ja teraz pocznę? Nie mam pracy, więc mieszkania też nie będę miała i wyląduje na ulicy, gdzie skończę jako prostytutka. Och, Boże, czy to właśnie tak ma się skończyć? Nie, nie, nie. Nie będę tak myśleć. Przecież to Yuu! Znam go i kocham! Nie pozwoliłby, żebym tak skończyła. Ale gdyby tak się stało to prasa miałaby pole do popisu. Pokręciłam głową. To jest Yuu i nie wyrzuci mnie na ulicę.
Właściwie zastanawiałam się kilkakrotnie dlaczego mówię do niego po imieniu, a nie jakoś inaczej. Ale jak sam stwierdził na mojego ojca jest za młody, a on nie ma nic przeciwko, żebym używała jego imienia. Byłam mu za to wdzięczna. Nie wiem czy potrafiłabym go nazwać ojcem… Nie, na pewno bym nie potrafiła.
- Hej, Sheila – głos Uru wyrwał mnie z zamyślenia. Odwróciłam się do nich ze zmarszczonymi brwiami. – Kawa – dodał. Kiwnęłam głową wlewając napój do wcześniej przygotowanych filiżanek. Postawiłam je przy nich i ruszyłam w kierunku swojej sypialni. Zatrzymał mnie głos Shiroyamy.
- Nie musisz wychodzić, przecież wiesz.
Wiedziałam, ale chciałam im dać trochę prywatności. Sama musiałam się teraz pozbierać i zastanowić co zrobić z moim życiem dalej. A najlepiej myśli się w samotności.
- Wiem, ale… po prostu… - zająknęłam się i westchnęłam nie odwracając do nich. – Nie będę przeszkadzać. – po czym prawie sprintem skierowałam się do swojej sypialni. Zamknęłam drzwi i oparłam się o ich chłodną powierzchnię. Łzy zakręciły się w moich oczach. Miałabym stracić Yuu? Nigdy więcej go nie zobaczyć i nie poczuć jego obecności, zapachu… ? Serce zabiło mi mocniej i nieprzyjemny skurcz chwycił mój żołądek. Usiadłam na podłodze pod ścianą obok gitary, którą sprezentował mi Yuu mówiąc, że w nowej szkole muszę grać na jakimś instrumencie. Nie byłam co do tego przekonana, ale gdy ją chwyciłam i po raz pierwszy przesunęłam palcami po strunach poczułam, że to jest właśnie to. Położyłam ją sobie na kolanach i zaczęłam grać cichą, smutną melodię, która chodziła za mną zawsze, gdy miałam gorszy dzień. Moje palce wolno sunęły po strunach gitary, a dźwięki wydobywające się zwolniły hamulce i łzy potoczyły się po moich policzkach. Przymknęłam oczy, bo zaczęły mnie szczypać i grałam dalej coraz gwałtowniej i szybciej. melodia z wolnej, smutnej, zmieniła się w rozpaczliwą, szybką raniącą moje serce. Czułam się tak jakby ktoś wydzierał mi je siłą. Nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że zaczęłam płakać i nawet dźwięk gitary nie był w stanie mnie zagłuszyć. Łzy spływające po policzkach spadały na gitarę rozbijając się o jej lśniącą powierzchnię. Drżałam, płacząc i nie przerywając gry. Nie usłyszałam dźwięku otwieranych drzwi, ani postaci wchodzących do pokoju. Dopiero, gdy ktoś odebrał z moich rąk gitarę otworzyłam oczy i napotkałam przepełnione bólem oczy Yuu… i Kouyou. Przełknęłam ślinę obejmując się ramionami i kołysząc w tył i przód. Nie było sensu się zakrywać czy udawać, że nic mi nie jest. I tak już widzieli co się działo. Po raz pierwszy widzieli mnie tak rozbitą. Za każdym razem, gdy się załamywałam to nigdy się nie wydało. Albo wtedy byłam sama w mieszkaniu, albo wtulałam twarz w poduszkę. A teraz… teraz widzą mnie taką obnażoną…
Shiroyama usiadł po mojej prawej stronie tak, że wystarczył mój drobny ruch by wtulić się w niego. Powodowana strachem, że go mogę utracić przesunęłam się i wtuliłam w jego pachnące ciało. Płakałam głośno nie mogąc się uspokoić. Nie chciałam nigdy więcej przeżywać tego samego bojąc się co przyniesie nowy dzień. Moczyłam łzami bluzę Yuu, ale on się nie przejmował. Jego ramiona mocno mnie obejmowały i wtulały w siebie. Słyszałam gwałtowne bicie jego serce i szybki oddech. On też przeżywał tą naszą chwilę bliskości. Po raz pierwszy od trzech lat trzymał mnie w objęciach tak, jak tamtego dnia. Cichy szmer zmusił mnie do otworzenia oczu i zerknięcia w miejsce, gdzie znajdował się Uruha. Stał w tym samym miejscu, rozglądając się na boki. Doceniałam to, że nie wpatrywał się we mnie, jak w atrakcje turystyczną. Bez słowa wyciągnęłam w jego kierunku drżącą dłoń.
- Kouyou… - wyszeptałam łamiącym się głosem łkając i pociągając nosem. Spojrzał mi prosto w oczy, a później skierował wzrok na drżącą rękę. Wahał się przez ułamki sekund po czym zbliżył się, usiadł po mojej lewej stronie i chwycił moją rękę zamykając w uścisku swoich ciepłych, dużych dłoni. Westchnęłam cicho.
Nie bałam się.
Pociągnęłam go w swoją stronę tak, że oparł się o mnie. Poczułam ciepło i zapach jego ciała. Nie bałam się. Oplótł mnie ramionami w talii poniżej ramion i wtulił się w moje plecy. Płakałam coraz ciszej czując ich obok siebie. To było tak inne od wypłakiwania się w poduszkę. Takie… przyjemne? Oparłam głowę o bark Yuu i pociągnęłam nosem. Ulżyło mi choć byłam zażenowana tym co się stało. Najchętniej bym cofnęła czas, ale to było niemożliwe.
- Prze… przepraszam – szepnęłam płaczliwie. Nic innego nie przychodziło mi do głowy, ale czułam, że mogłabym tak z nimi siedzieć i siedzieć.
- Nie masz za co – poczułam oddech Uru we włosach. – Kochamy cię i martwimy się o ciebie, prawda, Aoi?
- Oczywiście, że tak – odparł natychmiast zapytany. – Jesteś naszą małą dziewczynką – dodał czule, a ja poczułam rosnącą gulę w gardle. Przymknęłam oczy nie chcąc po raz drugi okazywać słabości. Jeszcze by pomyśleli, że mam z głową tak nagle się przed nimi załamując.
Yuu jęknął cicho, gdy poprawiałam się w jego ramionach. ‘Niechcący’ wbiłam mu łokieć w żebra.
- Huh – sapnął, ale nie odsunął się ode mnie. Uru zachichotał za mną i wyszeptał do mojego ucha:
- Zemsta jest słodka, co?
Zaśmiałam się przez łzy.
- Lepiej ci? – spytał troskliwie Shiroyama ignorując chichot. Zrobiło mi się cieplej na sercu. Przełknęłam gulę i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Tak, dziękuję – próbowałam się wyswobodzić, co nie było łatwe, bo Uruha wciskał mnie w Yuu. – Mogę wstać?
- Jeszcze… chwilę – odpowiedział Uruha. – Daj nam się nacieszyć. – rozczulił mnie. Nigdy nie myślałam nad tym, że ktoś z nich chciałby mnie objąć i przytulić. Nie zastanawiałam się nad tym. Po prostu… to było coś nowego. Ale mnie również było przyjemnie i nie chciałam jeszcze tego przerywać. Yuu oparł policzek o moją skroń i westchnął cicho, a Kouyou napierał na mnie od tyłu. Wiem, zabrzmiało dziwnie, ale naprawdę wpychał mnie na Shiroyamę. Jednak nie miałam serce mu powiedzieć, żeby się odsunął. Nie teraz kiedy się przełamałam i pozwoliłam sobie na upust emocji.
- Yuu, a ty jak się czujesz? – zapytałam cicho. w tym wszystkim zapomniałam o jego samopoczuciu.
- Dobrze. Trochę mnie głowa boli i mam mdłości, ale ujdzie – wymamrotał. – Teraz ty jesteś najważniejsza.
- No, właśnie – poparł przyjaciela Uruha.
- Kochani jesteście, ale Yuu, ty masz szwy przecież – odparłam wzruszona. Oni naprawdę byli rozkosznym wsparciem.
- Nie rób ze mnie umierającego – oburzył się Shiroyama.
- Przecież w nocy umierałeś… a przynajmniej wypluwałeś z siebie to i owo – zachichotałam. Uru mi zawtórował, a Yuu się nastroszył niczym kogut gotowy do walki.
- No, wiesz? Widzę, że ci lepiej, bo na żarty ci się zebrało!
- No, wiesz? – przedrzeźniłam go naśladując ton jego głosu. – Powinieneś się cieszyć – dodałam już swoim normalnym głosem szturchając go łokciem. Zachichotaliśmy wszyscy. Cholera, to było takie… normalne. I wcale nie chciałam, żeby było jak wcześniej.
- Dobra, ja muszę lecieć – odezwał się Yuu niechętnie się ode mnie odsuwając.
- Ty chyba żartujesz! – krzyknęliśmy z Uruhą jednocześnie. Shiroyama popatrzył na nas z diabelskim uśmieszkiem na ustach.
- No, no, no, proszę, jacy zgodni.
- Zazdrościsz? – spytałam wyzywająco i ku ogromnemu zdziwieniu Uru wtuliłam się w niego mocno. Kurde, to naprawdę było cholernie przyjemne. Prawie tak samo dobre, jak wtulanie się w Yuu. Mężczyzna popatrzył na mnie ze złością.
- Widzę, że naprawdę ci lepiej. Pod każdym względem – syknął złowieszczo spokojnym głosem po czym opuścił moją sypialnię trzaskając drzwiami swojej. Nie minęła minuta, a rozległ się donośny trzask drzwi wejściowych.
- Cholera, Kouyou, trzeba go zatrzymać.
- Spokojnie, pojechał do Kaia… się poskarżyć – odparł spokojnie Uruha odsuwając się ode mnie. wstał i zawahawszy się moment wyciągnął w moim kierunku dłoń z nieśmiałym uśmiechem. Ujęłam ją pozwalając by pomógł mi wstać. Gdy już stałam na nogach, przytulił mnie mocno do siebie.
- Naprawdę się cieszę. Chciałbym, żebyś wiedziała, że to bardzo dużo dla mnie znaczy – powiedział cicho po czym wypuścił mnie z objęć. Poczułam się trochę zdenerwowana, bo to był dopiero początek przełamywania się i bliskości z drugim człowiekiem.
- Dla mnie też, K’you.
Słoooodko *_*
OdpowiedzUsuńza mało na jak na komentarz, ne?
Po kilku latach się przełamała. To dobrze. Czyżby jakiś trójkącik?^^