2.
Siedząc tak w fotelu mogłam spokojnie obserwować śpiącego Yuu. Był niesamowicie przystojny i jak dla mnie nie było bardziej przystojnego mężczyzny na świecie. Były chwile, gdy leżąc w łóżku myślałam o tym, jakby to było leżeć razem z nim i móc wtulić się w jego ciepłe, pachnące ciało. Poczuć siłę jego ramion oplatających się wokół mojej talii i przyciągające mnie mocniej do jego piersi. Pragnęłam tego jeszcze bardziej wiedząc, że on jest niedaleko – zaledwie kilka metrów dalej w swojej sypialni i leży sam w swoim ogromnym łóżku. Moje było dużo mniejsze i bardziej kobiece. Gdy Shiroyama przygarnął mnie do siebie pozwolił mi urządzić ten pokój po mojemu. Byłam zawstydzona i zaniepokojona, bo nie posiadałam przy sobie ani jena, ani dolara, nawet centa. Nie wiedziałam też, jak mam mu to powiedzieć. Na początku, samiutkim początku, troszeczkę się go obawiałam. W końcu jakby nie patrzeć jest ode mnie starszy o całe dwanaście lat – wiem, bo pytałam. Próbowałam nieudolnie mu wytłumaczyć, że nie mam pieniędzy na żadne zakupy, a wtedy on popatrzył na mnie tymi swoimi ciemnymi oczami i uśmiechnął się kącikiem ust mówiąc:
- O pieniądze się nie martw. Mam ich tyle, że dla ciebie też starczy.
Te słowa brzmiały w mojej głowie do dziś. Urządziłam pokój w sposób minimalistyczny, ale i tak Yuu wydał mnóstwo pieniędzy, a gdy już miałam pracę nie chciał nawet słyszeć o spłacie długu. Nie rozumiałam go, a on zawsze mówił, że od teraz należę do jego rodziny i nie mam się niczym przejmować. Nim się obejrzałam był moim prawnym opiekunem. Do dziś nie wiem czy dowiedział się, że tamtego wieczoru to mój ojciec próbował mnie zgwałcić, ale nigdy o tym nie wspominał i nie zadawał mi pytań na temat mojej przeszłości. Ja sama również nic na ten temat nie mówiłam choć nie cała moja przeszłość była zła. Wszystko zaczęło się od śmierci mojej mamy pięć lat temu.
Urodziłam się i wychowałam w Stanach Zjednoczonych w Teksasie. Moja mama była śpiewaczką operową i pochodziła z Teksasu. Na jednym ze swoich wyjazdów do Japonii poznała mojego ojca – prawdziwego Japończyka. Zakochali się w sobie, a wkrótce potem pobrali i przyszłam na świat ja. Za życia mamy ojciec wyemigrował z Japonii do USA, gdzie mieszkaliśmy w Houston, a pod koniec życia mamy w San Antonio. Dopóki moje życie przypominało sielankę żałowałam, że w ogóle nie przypominam mojego ojca. Nikt komu mówiłam, że mój biologiczny tata jest Azjatą zbywał to uśmiechem dopóki nie poznał go osobiście. Jedynie gdy byłam naprawdę szczęśliwa i uśmiechałam się szeroko moje oczy były takie jak jego. Teraz cieszyłam się z tego, że nie jestem podobna do mojego taty. Człowieka, który zniszczył mi życie. Pojawienie się Yuu było dla mnie ratunkiem.
Ojciec był cudownym człowiekiem do chwili kiedy dowiedzieliśmy się, że mama ma raka. Jeszcze wtedy jakoś się trzymał i wierzył całym sercem, że mama wyzdrowieje. Ja też w to wierzyłam i nie dopuszczałam do siebie innych myśli. Niestety mama po niecałym roku odeszła od nas. Nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy jak co dzień po lekcjach przyszłam do jej sali i zastałam tam puste łóżko ze świeżą pościelą…
Mamę pochowaliśmy w San Antonio, a kilka tygodni później tata zabrał mnie do Japonii. I od tamtej pory zaczął się koszmar. Ojciec zaczął pić i pewnie też coś brał. Traktował mnie jak służącą i często poszturchiwał przez co w szkole musiałam zakrywać swoje ramiona i nogi ubraniem. Dorabiałam też w pewnej spelunce jako kelnerka, żebym mogła kupić sobie zeszyty czy jakieś ubranie, bo ojciec nie dawał mi żadnych pieniędzy. Aż do tamtego pamiętnego dnia gdy był tak pijany, że zaczął się do mnie dobierać. Siłą wepchnął mi wprost do gardła jakieś tabletki po których zrobiłam się zmęczona. Płakałam i błagałam go by tego nie robił. Wzywałam pomocy, ale jakoś nikt nie kwapił się by mi pomóc choć w pomieszczeniu było kilka osób. Czułam jego dłonie wszędzie – pod koszulką na brzuchu, plecach, piersiach, pośladkach, nogach. Dosłownie był wszędzie. Usilnie starał się pocałować mnie w usta, ale wyrywałam się jak mogłam, dlatego ze złości pogryzł mi szyję i ramiona. Rozdarł bluzkę i gdyby nie to, że był pijany i naćpany pewnie by do naga mnie rozebrał. Kilka razy uderzył mnie w brzuch i twarz, żebym się przestała rzucać, ale ja byłam tak spanikowana, że nie wiedziałam co robię. Ostatkami sił wyswobodziłam się, wybiegłam na ulicę z domu i wpadłam na niego – Yuu. Objął ramionami moje drżące ciało, przytulając je do swojej piersi i rozejrzał się szybko dokoła. Mój ojciec chwilę później leżał powalony szybkim ciosem Yuu. Łkałam głośno gdy zabierał mnie ze sobą. Byłam pewna, że trafiłam z deszczu pod rynnę. Boże, jak bardzo się myliłam. Zaopiekował się mną i gdyby nie on to pewnie już by mnie nie było na tym świecie. Byłam mu dozgonnie wdzięczna i kochałam go bezgranicznie – miłością braterską. Teraz była to miłość kobiety do mężczyzny, ale… nie, to było bez szans i bez sensu.
Yuu przez całą drogę do jego domu przemawiał do mnie cichym, łagodnym głosem, takim jak mówi się do małego dziecka jednak ja nie potrafiłam się uspokoić. Drżałam, łkałam i nie docierało do mnie nic. Kręciło mi się w głowie i bolało mnie całe ciało. Było mi niedobrze. Ściskałam w dłoniach resztę koszulki, która na mnie wisiała. Shiroyama wniósł mnie do swojego mieszkania i wezwał lekarza, który na mój widok był równie zdenerwowany jak Yuu. Jednak szybko się opanował i mi pomógł. Po jego wyjściu przysiadł na krańcu łóżku i popatrzył mi w oczy.
- Nazywam się Yuu Shiroyama, ale możesz do mnie mówić Aoi. A ty jak masz na imię? – spytał łagodnie przechylając głowę na bok.
- Sh… Sheila – odparłam łamiącym się głosem. Kiwnął głową.
- Wszystko będzie dobrze, Shelly.
Yuu był przez cały czas przy mnie… Aplikował mi lekarstwa, pomagał chodzić do łazienki, podawał jedzenie. Gdy kilka razy zwróciłam wszystko na podłogę czy łóżko, bez słowa uprzątnął. Płakałam błagając go o przebaczenie, że nabrudziłam, ale on tylko uśmiechał się do mnie anielsko zapewniając, że wszystko jest w porządku i każdemu może się zdarzyć. Dochodziłam do siebie kilka tygodni, a Yuu przez większość czasu był przy mnie, ale gdy musiał wyjść siedziała przy mnie jego bardzo miła sąsiadka. Kobieta miała około sześćdziesiątki i nie posiadała własnej rodziny. Yuu traktowała, jak syna i dlatego mu pomagała ciesząc się, że jest komuś potrzebna. Zabawiała mnie opowieściami ze swych młodzieńczych lat i ani razu nie zapytała, co się stało. Prawdopodobnie Yuu ją o to poprosił. Właśnie ona uświadomiła mi kim jest Shiroyama. Byłam jeszcze bardziej przerażona niż wcześniej. Yuu był sławny… nie mogłam się oswoić z tą myślą. Był sławny i mi nie powiedział, a gdy chciałam go o to spytać, on powiedział, że od tej pory jestem pod jego opieką do chwili ukończenia dwudziestego roku życia. I wiedząc kim jest wcale nie zdziwiłam się, że załatwił to tak szybko. Nie rozumiałam tylko dlaczego to zrobił. A on nigdy nie chciał mi tego powiedzieć. Zawsze powtarzał:
- Kiedy przyjdzie pora to się dowiesz.
Najwidoczniej jeszcze ta chwila nie nadeszła.
Nigdy nie zapomnę dnia w którym poznałam resztę zespołu. Był to czwartkowy wieczór, a ja leżałam w łóżku czytając jakąś gazetę. Starałam się nie ruszać, bo siniaki na brzuchu i żebrach strasznie mi dokuczały. Skupiłam się na artykule o zdrowym żywieniu, gdy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
- Jestem już! – zawołał Yuu, który bardzo szybko się przyzwyczaił do tego, że z nim jestem. A ja dzięki takim gestom, jak te czułam się kochana i bezpieczna.
Zajrzał do mojej sypialni, a zanim usłyszałam kroki kilku innych osób. Trochę się spięłam. Zaufałam mu i bałam się, że znowu spotka mnie coś złego. Gdy wszedł i przyjrzałam mu się bliżej zauważyłam mnóstwo kolczyków i makijaż. Pierwszy raz go takiego widziałam. Zawsze przy mnie był naturalny i swobodny, a wtedy wyglądał jak zupełnie inna osoba. Dopiero gdy się uśmiechnął stał się na powrót moim Yuu, który uratował mi życie.
Za nim weszło czterech mężczyzn, którzy również byli umalowani i mieli dużo kolczyków. Zadrżałam gdy okrążyli łóżko. Wyglądali przerażająco choć jeden z nich był naprawdę niski, a jeszcze inny miał bandankę na nosie. Nie mógł być wiele wyższy ode mnie, a sama miałam tylko metr pięćdziesiąt osiem. Przyglądali mi się z kamiennymi wyrazami twarzy aż w końcu każdy z nich się uśmiechnął. Byli naprawdę przystojni.
- Aoi, nie mówiłeś, że masz taką piękność w domu, draniu jeden – zaśmiał się jeden wprawiając mnie w zażenowanie. Yuu wywrócił oczami na jego uwagę i przysiadł na brzegu łóżka przedstawiając ich po kolei. Autorem głupiej wypowiedzi o piękności był Uruha – gitarzysta prowadzący. Nigdy nie czułam się piękna i nie byłam. Dobrze o tym wiedziałam. A zwłaszcza wtedy nie byłam nawet ładna. Z biegiem dni, tygodni i miesięcy bardzo się z nimi zżyłam mimo iż nie byłam w ich towarzystwie tak swobodna, jak przy Yuu. Byli częstymi gośćmi w mieszkaniu Shiroyamy, ale nigdy nie widzieli mnie tak jak za pierwszym razem – zawsze byłam kompletnie ubrana. Wtedy czułam się komfortowo. Przy Yuu niekoniecznie chodziłam ubrana tak, jak przy nich. Zdarzało się, że widział mnie tylko w podkoszulku na ramiączkach i króciutkich spodenkach, nieuczesaną czy nieumalowaną. Jednak nie pozwalałam się dotykać, bo nie czułam się wtedy dobrze… rozumiał i szanował to. Byłam mu za to bardzo wdzięczna.
Cichy szmer od strony łóżka dobiegł mych uszu. Zerknęłam w tamtą stronę odrywając się od wspomnień.
- Yuu? – wymamrotałam ukrywając ziewnięcie.
- Źle się czuję – usłyszałam jego chrapliwy głos w odpowiedzi. Odstawiłam kubek na podłogę i podbiegłam na bosaka do niego. Podniósł się szybko do pozycji siedzącej. Zapaliłam lampkę by go lepiej widzieć. Nie wiedziałam co się z nim dzieje.
- Yuu, co się dzieje?
- Kurwa, będę rzygał – ledwo skończył mówić zwymiotował na koc, którym go przykryłam. Szybko pobiegłam do łazienki po ręczniki, miskę, którą napełniłam wodą i wróciłam do niego. W dalszym ciągu siedział, a jego ciałem wstrząsały dreszcze.
- Wszystko w porządku – powiedziałam, gdy skierował na mnie umęczony, przepraszający wzrok. – Zaraz to posprzątam. – rzuciłam ręcznik na koc, żeby widok wymiocin nie doprowadził do kolejnego ataku torsji, a drugi zamoczyłam w wodzie i obmyłam twarz mężczyzny. Zmyłam mu makijaż, który nie chciał schodzić i musiałam iść do łazienki po kosmetyk do demakijażu. Jeszcze następny ręcznik złożyłam w prostokąt, namoczyłam i gdy położyłam Yuu, przyłożyłam do jego czoła. Koc zwinęłam i zabrałam do łazienki. Na szczęście nie przeciekł. Biedny Shiroyama.
Pozbyłam się brudu z koca i wrzuciłam go do pralki ustawiając program. W końcu i tak nie szłam spać. Wróciłam do sypialni i przyjrzałam się Yuu. Wyglądał mizernie, ale każdy kto zwymiotuje, wygląda niczym upiór. A on i tak był cudowny. Pochyliłam się nad nim i odgarnęłam mu włosy z czoła.
- Znowu mnie dotykasz – wymruczał sennie zbolałym głosem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Był rozkoszny.
- Wiem, Yuu – odparłam cicho gładząc palcami jego blady policzek. – Śpij, musisz odpocząć.
- Zabiję Rukiego – wymamrotał nim zasnął na dobre. Przez resztę nocy był już spokojny. Sama nawet nie wiem kiedy usnęłam, o zgrozo, w łóżku Yuu. Nie mam pojęcia jak się w nim znalazłam, ale gdy otworzyłam oczy ujrzałam tuż przed sobą twarz mężczyzny. Chyba było mu już lepiej. Lekko się uśmiechał. Niepewnie odwzajemniłam uśmiech zastanawiając się, jakim cudem leżę z nim w łóżku. Trochę jakby spełnienie moich marzeń. Trochę, bo mnie nie dotykał. Wpatrywał się we mnie uważnie z jednym ramieniem pod poduszką. Spuściłam wzrok i uśmiechnęłam się pod nosem. Bycie blisko niego było dla mnie naprawdę coraz łatwiejsze. Wiedziałam, że to mnie będzie ranić, ale nie mogłam się powstrzymać. Przysunęłam się do niego bliżej ku wielkiemu zdziwieniu Yuu, który jednak ani nie zaprotestował ani nie odsunął się ode mnie. Zmrużył oczy i w skupieniu mnie obserwował. Przysunęłam się tak blisko, że prawie stykaliśmy się klatkami piersiowymi. Wyciągnęłam dłoń w kierunku jego twarzy i wolno przesunęłam opuszkami palców po jego zaróżowionym policzku. Oczy Yuu zabłysły dziwnym blaskiem.
- Lepiej się czujesz? – spytałam cicho studiując rysy jego twarzy. Kiwnął głową nie odzywając się do mnie. – Może byś coś zjadł? Pewnie jesteś głodny… a może najpierw napiłbyś się gorącej herbaty? – odsunęłam się szybko zawstydzona tym, że byłam tak blisko. Och, dziwna jestem, wiem.
- Może… może… - zająknął się mężczyzna opadając na poduszkę plecami.
- Co… może? – zapytałam niepewnie przystając przy łóżku. Yuu zerknął na mnie i szybko odwrócił wzrok, a na jego policzkach rumieńce się pogłębiły. – Yuu?
- Nie, nic, nic. Nie ważne – odparł odwracając się ode mnie. – Prześpię się jeszcze trochę.
- Dobrze. Gdybyś mnie potrzebował to zawołaj – odpowiedziałam skonsternowana kierując się do wyjścia.
- Shelly? – usłyszałam jeszcze jego stłumiony głos. Wtulał się w poduszkę na której chwilę wcześniej leżałam. Rozkoszne. Szkoda tylko, że nie ma głębszego znaczenia. Poczułam skurcz w sercu. Przestań, skarciłam się w myślach.
- Tak?
- Przepraszam, że musiałaś sprzątać moje… - nie dokończył, bo mu przerwałam.
- Ty po mnie też sprzątałeś. Chyba, że zdążyłeś już o tym zapomnieć – odparłam czując rosnącą gulę w gardle. Szybko opuściłam jego sypialnię nim zdążył odpowiedzieć. Poczułam się strasznie samotna.
współczuję dziewczynie mieć takiego ojca, została skrzywdzona i nie dziwię się, że boi się dotyku. Każdy, a bynajmniej większość tak by się zachowywał.
OdpowiedzUsuńTekst świetny, widziałam kilka błędów gramatycznych, nie jakichś poważnych ale były :)