Dawno mnie nie było... przepraszam.
Dziękuję za komentarze, bardzo podniosły mnie na duchu ;) Miło wiedzieć, że komuś podoba się to co tworzę.
Nie przedłużając to coś powstało w ciągu kilku ostatnich dni i nie wiem ile będzie miało części. Może dwie, a może dziesięć.
Jeszcze tylko chciałam dodać jedną ważną rzecz. Skoro daliście radę pod ostatnią notką i pojawiło się sześć komentarzy to warunkiem koniecznym aby kolejna notka się pojawiła jest właśnie taka ilość komentów ;) Ostrzegam tylko, że nie wiem kiedy będę w stanie wstawić kolejną notkę, a jeśli nie będzie sześciu komentarzy to nie pojawi się w ogóle. Taki mały szantaż ;)
Miłego czytania ^^
CDN.
Dziękuję za komentarze, bardzo podniosły mnie na duchu ;) Miło wiedzieć, że komuś podoba się to co tworzę.
Nie przedłużając to coś powstało w ciągu kilku ostatnich dni i nie wiem ile będzie miało części. Może dwie, a może dziesięć.
Jeszcze tylko chciałam dodać jedną ważną rzecz. Skoro daliście radę pod ostatnią notką i pojawiło się sześć komentarzy to warunkiem koniecznym aby kolejna notka się pojawiła jest właśnie taka ilość komentów ;) Ostrzegam tylko, że nie wiem kiedy będę w stanie wstawić kolejną notkę, a jeśli nie będzie sześciu komentarzy to nie pojawi się w ogóle. Taki mały szantaż ;)
Miłego czytania ^^
I
Punkt widzenia Kaia
Zerknąłem na Reitę zza perkusji, uśmiechał się delikatnie pochylając nad Rukim, który zawzięcie coś mu tłumaczył siedząc na sofie. Aoi wraz z Uru stroili swoje gitary nie zwracając na nic uwagi więc mogłem w spokoju pochłaniać wzrokiem sylwetkę basisty, która swoją drogą była wręcz idealna.
Zagryzłem dolną wargę starając się by moje myśli za bardzo się nie zagalopowały, ale nic nie mogłem poradzić na to, że byłem szaleńczo zakochany w Akirze, który kompletnie nie zwracał na mnie uwagi. Owszem, traktował mnie cudownie jako swojego najlepszego przyjaciela. Tyle, kropka. A ja chciałem od niego więcej, dużo więcej i mimo, że wiedziałem jakiej orientacji jest Rei to... nie miałem odwagi pokazać mu, że znaczy dla mnie coś więcej. Byłem tchórzem, dobrze o tym wiedziałem. Wiele razy próbowałem zdobyć się na odwagę, zrobić jakiś krok w jego kierunku, pokazać mu, że mogę być kimś więcej niż 'najlepszym przyjacielem', ale za każdym razem coś mi w tym przeszkadzało... zapewne moja głupota i tchórzostwo. Tak, to na pewno było to.
- Kai? – usłyszałem i napotkałem ciemne spojrzenie Akiry wpatrującego się we mnie uporczywie. Przełknąłem ślinę, zastanawiając się jak długo wie, że się na niego gapię, jak ciele w malowane wrota.
- Uhm… uhm? – mruknąłem pod nosem uciekając wzrokiem gdzieś na bok, co było do mnie niepodobne jednak nie chciałem by Reita dłużej wpatrywał się w moje oczy.
- Pytałem czy idziesz z nami na piwo – powiedział basista zakładając czarną, skórzaną kurtkę w której wyglądał cholernie seksownie i za każdym razem gdy na niego patrzyłem miałem ochotę krzyczeć z frustracji.
- Em… - zaciąłem się i szukałem jakiejś dobrej wymówki. Znowu. Nie pamiętam ile razy już odmawiałem, ale po prostu bałem się, że jak chłopaki wleją we mnie pewną ilość alkoholu to zrobię coś czego będę żałował do końca życia i stracę przyjaźń i szacunek chłopaków, a zwłaszcza Reity.
- Musisz posiedzieć nad papierami, posprzątać mieszkanie na przyjazd mamy, ugotować obiad na następny dzień, odpisać na zaległe maile od fanów, wyprowadzić psa, którego swoją drogą nie masz czy może coś innego ci wypadło? – spytał Rei uszczypliwym tonem patrząc na mnie wyzywająco kiedy napotkałem jego wzrok. Zarumieniłem się i zapewne mój kolor policzków przypominał dojrzałe pomidory.
- Nie… ja po prostu… - jąkałem się wyginając palce u rąk, czułem, że się pogrążam, ale ja naprawdę się bałem zrobić z siebie idiotę. W tej chwili też się ośmieszałem, ale na pewno nie w takim stopniu jak mógłbym to zrobić po wypiciu paru piw czy drinków. Miałem strasznie słabą głowę.
- Tak, wiemy – odezwał się Ruki zarzucając ramię na bark basisty i uśmiechnął się krzywo. – Masz dużo ważnych spraw i brakuje ci czasu na poplotkowanie i wypicie paru piw z przyjaciółmi.
- Ja nie plotkuję! – obruszył się Takashima spoglądając gniewnie na wokalistę, który przewrócił oczami. Prawie doszłoby do bójki gdyby nie Yuu, który objął Uruhę w pasie całując w policzek i mrucząc mu coś do ucha. Chłopak zarumienił się uroczo kiwając głową i odpowiedział coś cichutko. Cholera, tym to było dobrze. Byli ze sobą od kilku miesięcy, raz układało im się lepiej raz gorzej, ale darzyli się szczerym uczuciem i zazdrościłem im tego z całego serca choć cieszyłem się, że moi przyjaciele są szczęśliwi.
- To my lecimy – mruknął Reita spoglądając na mnie badawczo po czym razem z Rukim ruszył do wyjścia. W tamtej chwili miałem ochotę zamordować wokalistę, wywieźć jego zwłoki gdzieś na pole i zakopać, ale najbardziej zabolało mnie to, że Takanori tak po prostu mógł go dotykać, tulić i co najgorsze obmacywać i całować w trakcie fanserwisów. A ja nie mogłem!
Cholera jasna, zacisnąłem zęby i rzucając krótkie ‘cześć’ chłopakom, którzy przypatrywali mi się i odniosłem dziwne wrażenie, że zdają sobie doskonale sprawę z tego, jak bardzo jestem sfrustrowany i zmęczony ciągłym ukrywaniem swoich uczuć i potrzeb.
- Gdybyś się namyślił – zaczął Aoi obejmując swojego chłopaka w pasie mocniej – to będziemy w tym samym klubie co zawsze – uśmiechnął się, a Uru skinął mi głową. Opuściłem szybko budynek i dopiero w samochodzie dałem upust swojej złości wduszając pedał gazu do oporu. Miałem naprawdę wiele szczęścia, że nie spowodowałem wypadku ani nie złapała mnie policja. To byłby szczyt moich marzeń na zakończenie dzisiejszego dnia. Cały czas przed oczami miałem widok Rukiego obejmującego mojego Reitę. Zaraz, zaraz, jakiego mojego?
Pokręciłem głową ze smutkiem. Byłem skończonym tchórzem i idiotą, a najgorsze było to, że nie miałem wystarczająco dużo odwagi by coś zmienić w związku z tym. Chyba nigdy w życiu nie zamknąłem drzwi od auta z takim hukiem. Ptaki siedzące na pobliskim drzewie odfrunęły z wrzaskiem, a ja ze zdziwieniem odnotowałem, że odprysł mi lakier w paru miejscach. Ale kogo obchodziłby lakier kiedy serce jest złamane nieszczęśliwą miłością?
Siedząc w ciemnym salonie zastanawiałem się co by było gdybym… Co by było gdybym pokazał Reicie, że mogę być dla niego kimś więcej niż przyjacielem? Że potrafię być męski, a nie tylko słodki i uroczy tudzież wymagający jako lider. On widział mnie jako słodkiego, czasem poważnego lidera, przyjaciela do rany przyłóż, który zawsze wyciągnie pomocną dłoń, nie ważne w jakie gówno by się nie wdepnęło. Chciałem, żeby zobaczył we mnie potencjalnego kochanka, chłopaka, mężczyznę, ukochanego, kogokolwiek. Ale on chyba w ogóle nie brał pod uwagę takiej możliwości. A teraz jeszcze Ruki… czy oni ze sobą byli? Dlaczego Akira pozwolił mu się tak obejmować poza sceną?
Niechciane łzy pojawiły się w moich oczach, a żołądek ścisnął się boleśnie.
To było całkiem możliwe biorąc pod uwagę zalotne spojrzenia Matsumoto kierowane do Suzukiego, który nie wyglądał na zdegustowanego. A przynajmniej ja odnosiłem takie wrażenie.
- Jestem skończonym idiotą – wyszeptałem do siebie spoglądając w ciemność przed sobą. – Nie potrafię powiedzieć osobie, którą kocham o swoich uczuciach – po moim policzku spłynęła samotna łza.
Na kolejnej próbie spoglądałem z bólem serca na rozradowanego Rukiego, który nie mógł wysiedzieć na miejscu, Aoi siedział na oparciu sofy, a Uru znajdował się na jego kolanach przysypiając z nosem wtulonym we włosy gitarzysty. Gdy Reita wszedł do pomieszczenia, wokalista rzucił się na niego całując go namiętnie w usta, a moje serce zatrzymało się i pękło na milion kawałeczków. Dłonie zaczęły mi drżeć choć starałem się to ukryć chowając je za siebie, jak małe dziecko.
Ruki szczebiotał podekscytowany, a Akira słuchał go uważnie przytakując mu z pobłażliwym uśmiechem. Dlaczego ten uśmiech nie mógłby być skierowany do mnie? Dlaczego, Akira? Dlaczego nie możesz dostrzec we mnie kogoś kogo mógłbyś pokochać?
- Kai? – usłyszałem zaniepokojony głos Shiroyamy. – Wszystko gra? – spytał choć jego wzrok mówił wiem co się z tobą dzieje, ale nie chcę cię wydać. Pokręciłem głową nie mówiąc ani słowa, Akira nie zwrócił na mnie uwagi, był zbyt zajęty obmacywaniem wokalisty. Boże, zlituj się nade mną mimo, że w ciebie nie wierzę.
Nie chciałem tam być, nie chciałem patrzeć na Reitę i Rukiego, pragnąłem znaleźć się jak najdalej od nich. Już nawet nie miałem ochoty mordować Takanoriego, po prostu było mi cholernie przykro i nie wiedziałem co zrobić. Z próby nici, to pewne, dłonie tak mocno mi drżały, że nie byłbym w stanie utrzymać pałeczek, a nie chciałem nikogo nimi zabić. Chociaż może tak mógłbym w Rukiego rzucić niechcący…
- Kai? – ponownie usłyszałem głos Yuu, który intensywnie na mnie patrzył. – Muszę załatwić pilną rzecz w wytwórni i czy mógłbym…
- Tak, jasne – przytaknąłem natychmiast czym przywołałem na siebie zdziwiony wzrok Reity i Rukiego. No tak, to było do mnie niepodobne tak po prostu się zgodzić bez wrzeszczenia i marudzenia, ale dziękowałem w duchu Aoi’emu, że ratował mi skórę. – Jutro o tej samej porze – dodałem tylko i ulotniłem się jak najszybciej z Sali. Pewnie dziwnie to wyglądało, słyszałem za sobą kroki, ale nie chciałem się za sobą oglądać. Doskonale wiedziałem, kto za mną idzie i w jakim celu.
- Albo ty mu to powiesz albo zrobię to ja – warknął Aoi wprost do mojego ucha. – Nie będę patrzył, jak to uczucie cię wykańcza!
Poczułem jak łzy napływają do moich oczu, burknąłem coś pod nosem i pobiegłem do swojego samochodu.
Jestem skończonym idiotą.
Wieczorem topiłem swoje smutki w alkoholu. W domu. Nie chciałem zalewać się w trupa gdzieś na mieście i władować się w tarapaty, a potem być na okładkach wszystkich gazet. Skandal na pewno nie byłby czymś odpowiednim tym bardziej, że jestem liderem. Gdy byłem już przy czwartej butelce piwa, którego swoją drogą nigdy nie lubiłem, usłyszałem dzwonek do drzwi. Z racji tego, że mam naprawdę słabą głowę, dojście do drzwi zajęło mi trochę więcej czasu niż w normalnych warunkach, ale w końcu po kilku potknięciach i jęknięciach dotarłem do nich w jednym kawałku.
- R-reita? – jęknąłem opierając się o drzwi, basista spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a potem ze złością.
- Czyli tak spędzasz czas kiedy to niby nie możesz z nami wyjść? – prychnął wchodząc do mieszkania, a ja powędrowałem za nim wzrokiem. Z hukiem zamknąłem drzwi i zmusiłem się do pójścia za blondynem który z odrazą spoglądał na bałagan na podłodze. Przecież u mnie zawsze był porządek to raz nie może mi się zdarzyć?!
- Co się z tobą dzieje? – spytał łagodniej widząc jak nieporadnie siadam na sofie. – Aoi kazał mi do ciebie wpaść, mówił, że…
- Aoi jest głupi – parsknąłem pijacko. O tak, alkohol dał o siebie znać. Teraz na pewno zrobię z siebie kretyna, idiotę i ciotę do potęgi. Reita, nie znienawidź mnie tylko.
- Tanabe… - westchnął ciężko basista siadając obok mnie. – Co jest? Przecież się przyjaźnimy, powiedz mi co cię dręczy, a ja…
- Ty mnie dręczysz – wyplułem niemal z siebie i uśmiechnąłem się pijacko spoglądające w jego oczy wyrażające zaskoczenie i niedowierzanie.
- Kai, ja…
- Zamknij się! – burknąłem pochylając się w stronę blondyna, który o dziwo nie odsunął się ode mnie. – Choć przez chwilę daj mi się sobą nacieszyć… - wyszeptałem opierając głowę o jego ramię, zaciągnąłem się jego zapachem, który był niepowtarzalny i doprowadzał mnie do szału. Kochałem i nienawidziłem jednocześnie tą woń. Dłoń położyłem na jego udzie, mój zamroczony umysł nie zarejestrował dreszczy które przebiegły przez jego ciało, ale mnie było wszystko jedno. W końcu… byłem pijany, tak? Miałem prawo robić głupoty.
- Yutaka – szepnął niepewnie Reita, a jego głos sprawił, że podniosłem głowę z jego ramienia i wlepiłem w niego zapijaczony wzrok zatrzymując go na jego wargach. Nie myśląc wiele musnąłem jego usta w delikatnym pocałunku by po chwili wpić się w jego wargi. Byłem zamroczony i nie do końca wiedziałem co robię, ale w chwili kiedy jego usta rozchyliły się pod naporem moich i poczułem jego język na swoich wargach dotarło do mnie, że nie odepchnął mnie z wrzaskiem i pretensjami tylko odwzajemnia moją pieszczotę.
Jęknąłem cicho napierając na jego ciało, łaknąc dotyku, a Reita objął mnie mocno w pasie wciągając na swoje kolana.
- Kai – wychrypiał gdy oderwał się od moich ust, spojrzałem w jego zamglone oczy uśmiechając się szczenięco i wtedy wydarzyły się trzy rzeczy – poczułem jego twardą męskość wpijającą się w moje biodro, rozdzwonił się telefon Akiry i zrobiło mi się cholernie niedobrze. W miarę możliwości zerwałem się szybko z kolan ukochanego i zataczając się pognałem do łazienki. Słyszałem jak Rei odbiera telefon, przeszło mi przez myśl, że to zapewne stęskniony Ruki dzwoni z pytaniem gdzie jest Akira, a ja w ostatniej chwili dopadłem sedesu i zwróciłem to co zjadłem i wypiłem w ciągu ostatnich kilkunastu godzin.
- Pierdolony alkohol – warknąłem pod nosem wypluwając z siebie żołądek. Usłyszałem kroki a po chwili chłodne dłonie odgarnęły mi z czoła spocone kosmyki gdy ja wymiotowałem resztkami sił. Wiedziałem doskonale, że to Akira bo któżby inny mógł to być? W moim mieszkaniu aktualnie tylko on się znajdował. Moim ciałem wstrząsały odruchy wymiotne i dreszcze, na mojej twarzy pojawił się pot i łzy, które mimowolnie spływały po moich policzkach.
- Już dobrze, ciiii – szeptał Suzuki obejmując moje drżące ciało ramionami kiedy już przestałem opróżniać wnętrze żołądka i przytulił mnie mocno do siebie. – Trzeba było nie pić, głuptasie – dodał całując mnie w czubek głowy. Trochę wytrzeźwiałem i mogłem zebrać myśli. Co. On. Powiedział?
- Rei… - zachrypiałem próbując podnieść głowę z jego ramienia, ale opadła bezwładnie z powrotem.
- Spokojnie – mruknął ocierając wilgotnym ręcznikiem moją twarz. Nawet nie wiem kiedy on zdążył zamoczyć ten kawałek materiału. Przymknąłem oczy oddychając głęboko, dalej miałem mdłości, ale już nie miałem ani siły rzygać ani nie miałem czym. Poczułem, jak unoszę się nad ziemię, ale zmęczony przysnąłem otulony zapachem Akiry, który otaczał mnie z każdej strony. Nim odpłynąłem do reszty poczułem delikatny pocałunek na czole, a potem nastąpiła ciemność.
CDN.
______________________________________________________________________
Nie bijcie zbyt mocno? ^^"

Meguś, to było cudowne! <3 Uwielbiam Kai'a, takiego uroczego i słodkiego. Momentami chciało mi się płakać, było mi szkoda Kai'a, który szaleńczo jest zakochany w Reicie. Czekam z niecierpliwością na kolejną część. Już nie mogę się doczekać, tego co się wydarzy. Mam nadzieję, że długo nie każesz nam czekać na następną część. Będę Cię motywować do dalszego pisania, o to się nie martw xD Może spamik z Urusiem? xD Kochana, duuużo weny życzę :* Pisz, pisz <3 Bo masz do tego wielki talent <33
OdpowiedzUsuńEh, rzadko czytam taki paring jednak twój fick mi się bardzo spodobał. Mam nadzieję że go dokończysz tak jak i poprzednie ficki. Życzę weny i czekam na wieeelee wieeeleee więcej.
OdpowiedzUsuńŚwietny fick, lubię ten paring chociaż rzadko znajduję z nim jakieś shoty czy opka. Mam nadzieję że dokończysz ten fick bo na prawdę mi się spodobał.
OdpowiedzUsuńW końcu się doczekałam! <3 Meg, to było niesamowite. Momentami było mi szkoda Kai'usia, a czasami wkurzał mnie Ruki. Reita jest idiotą, bo nawet się nie domyślił, że Tanabe go kocha. Czekam na next i życzę dużo weny. :D
OdpowiedzUsuńEjejej... To już? Zdecydowanie za krótkie XD. Kochana, pisz, bo nie wytrzymam, jak się nie dowiem czemu Akira nagle tak zmienił zdanie i olał Ruksona!
OdpowiedzUsuńTak krótko? Chcę jeszcze! Nie mogę się doczekać kolejnego ficka.
OdpowiedzUsuńo rany, nawet nie wiesz jak się cieszę, że napisałaś coś z moimi ulubieńcami:D już nie mogę się doczekać kolejnej części!!! weny życzę i mam nadzieję na krótki okres oczekiwania;)
OdpowiedzUsuń