9.
Szczęście w nieszczęściu dostałam ostatni bilet lotniczy do Stanów. Co prawda samolot lądował w stanie Arizona, ale to nie było ważne. Na następny bilet na samolot już mnie nie było stać, ale na autobusowy owszem – w ten sposób miałam zamiar dostać się do San Antonio. Nie miałam już żadnej rodziny oprócz babci – mamy mojej mamy. Nie rozmawiały ze sobą odkąd pamiętam. Pokłóciły się o mojego ojca. Cóż… i wszystko jasne, prawda? W najgorszym wypadku, jeśli nie będę miałam wyboru to będę musiała się do niej wybrać… o ile mnie nie przepędzi, jak tylko mnie zobaczy.
Nie wiedziałam co mam z sobą począć. Podświadomie czułam, że postąpiłam troszeczkę nie fair w stosunku do Reity i Rukiego. Przyjaźniłam się z nimi, a właściwie… porzuciłam ich. Nie zostawiłam żadnej wiadomości, liściku. Niczego. Nie pożegnałam się i przez to czułam się jeszcze gorzej. Ale cóż mogłam zrobić? gdybym poszła do szpitala do basisty to na pewno by nie pozwolił mi wyjechać nawet gdybym mu nie wspomniała o tym. Chłopak był bardzo spostrzegawczy i zauważał rzeczy, których inni nie dostrzegali. A Ruki… Rukiego minęłam uciekając z mieszkania. Było mi przykro. Obaj, a właściwie to cała piątka przez ostatnie trzy lata zastępowała mi rodzinę. Traktowałam ich jak braci. Ekhm, z jednym wyjątkiem, ale cierpiałam tak samo mocno, jak po śmierci mamy. Straciłam ich. Straciłam swoją nową, zwariowaną, całkowicie męską rodzinę. I byłam temu winna.
- Pasażerowie lotu numer trzy tysiące dziewięćset osiemnaście proszeni są…
Oho, czas na mnie. rozejrzałam się z żalem po hali lotniska zapisując w pamięci każdy najmniejszy detal. Z walącym sercem przechodziłam przez kolejne bramki aż w końcu usiadłam w dość wygodnym fotelu samolotu. Oczy mnie piekły od płaczu, który opanowałam w toalecie na lotnisku. Wyglądałam strasznie, ale nie zależało mi teraz na wyglądzie. Chciałam znaleźć się jak najdalej Tokio. Jednocześnie pragnęłam wysiąść z samolotu i wrócić do Yuu jednak jego słowa tak bardzo mnie zraniły, że nie mogłam tego zrobić. łzy pojawiły się w mych oczach, gdy stewardessa zamykała drzwi samolotu, a silniki zostały uruchomione. Boże, to już koniec, przeszło mi przez myśl gdy maszyna zaczęła kołować. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, a samolot wzbił się w powietrze. Żegnaj, Shiroyama. Żegnajcie, chłopcy. Kocham was. Mimo wszystko…
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Śniły mi się wydarzenia ostatnich dni: zwolnienie z pracy, sprzeczki z Yuu, uścisk z Kouyou i Shiroyamą i cała reszta aż do ostatnich chwil, gdy wybiegałam z mieszkania gitarzysty. Obudziłam się drżąc. Czułam jak pot spływa mi po plecach i gdy otworzyłam oczy nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego gdzie jestem. Starsza kobieta siedząca obok mnie dostrzegła moje zdenerwowanie i poklepała mnie po przyjacielsku po dłoni.
- Nie martw się, kochanie – powiedziała uśmiechając się przyjaźnie. Odpowiedziałam niepewnym uśmiechem.
Był późny wieczór, gdy wylądowaliśmy na lotnisku w Phoenix. Z małą torbą w ręce i duszą na ramieniu stałam przed lotniskiem Phoenix-Sky Harbor i miałam ochotę wyć. Znajdowałam się tysiące kilometrów od ukochanego mężczyzny i przyjaciół, którzy zastępowali mi rodzinę. Nie pożegnałam się tylko po prostu zwiałam. Nie zabrałam nawet żadnego ich zdjęcia… Podeszłam do postoju taksówek i wsiadłam do jednej.
- Umm… może mnie pan zawieźć do jakiegoś taniego motelu? – poprosiłam splatając dłonie na kolanach.
- Jak bardzo taniego, dziecko? – spytał starszy mężczyzna będący kierowcą taksówki. Popatrzył na mnie życzliwie dzięki czemu poczułam się odrobinkę lepiej.
- Najtańszy jaki jest. Chcę tylko się przespać do rana, potem złapię autobus do Teksasu – odparłam szczerze. Mężczyzna przytaknął wyjeżdżając z lotniska. Kilka minut później znajdowaliśmy się pod niewielkim domem, który był motelem.
- Czysty, porządny i tani – oznajmił kierowca. – Przyjadę po ciebie, dziecko, jutro, dobra? Żebyś się nie tułała sama. Bo wyglądasz na zagubioną…
- Dziękuję, nie trzeba – uśmiechnęłam się z wdzięcznością wyciągając pieniądze z portfela.
- Trzeba, trzeba – odpowiedział starszy pan i pokręcił głową, gdy podawałam mu pieniądze. – Zatrzymaj. Przydadzą ci się.
- Ale…
- Zatrzymaj. Nie zbiednieje od tego – posłał mi znaczące spojrzenie, więc schowałam kasę do portfela. – Jutro o dziewiątej?
- Dobrze. Dziękuję panu bardzo – uśmiechnęłam się i wysiadłam z samochodu. byłam naprawdę wdzięczna temu mężczyźnie. Miałam bardzo ograniczony budżet.
Pokoik w motelu był schludny choć malutki. Jednak miał w sobie jakiś urok. Łóżko stare, ale wygodne. Łazienka klasyfikowała się do remontu, ale była bardzo czysta. Wzięłam szybki prysznic, starając się wyprzeć z myśli Shiroyamę. Owinięta w ręcznik usiadłam na łóżku i otarłam łzy z policzków. Zrobiłam to. Wyjechałam. Jestem na zupełnie innym kontynencie, ale czułam się tak, jakbym serce i duszę zostawiła w Japonii. Przy Yuu. zmęczona płaczem zasnęłam.
Następnego dnia obudziłam się przed ósmą rano. Mimo krótkiego, ale bardzo spokojnego, o dziwo, snu. Byłam głodna i głowa mnie rozbolała od zmiany strefy czasowej. W pokoju było duszno więc otworzyłam jak szeroko okno. Wiatr wpadł gwałtownie do pokoju rozwiewając moje włosy. Ciepło słońca ogrzało moją twarz. Boże, po raz kolejny dotarło do mnie, co ja najlepszego zrobiłam? Mimo wszystko nie powinnam była tak uciekać. Przecież Yuu zaopiekował się mną, dał mi wszystko, a to, że dał się omotać kłamstwom Uruhy… Pokręciłam głową. Nie, koniec myślenia o nich. To… już zamknięty rozdział w moim życiu. Teraz muszę się nauczyć żyć sama. Całkiem sama. Nie zjadłam śniadania. Nie byłam głodna i czułam się niezbyt dobrze. Miły taksówkarz faktycznie przyjechał po mnie o dziewiątej. Przywitałam się z nim grzecznie i przyjrzałam mu się. Jeżeli był w wieku na jaki wyglądała jego twarz to spokojnie mógłby być moim dziadkiem.
- Jak się spało? – spytał wesoło prowadząc samochód.
- Dobrze, dziękuję – odparłam uśmiechając się niepewnie.
- Oj, kłamiesz, dziecko, kłamiesz. Widzę, że coś z tobą jest nie tak, ale – uniósł brwi. – nie będę zmuszał cię do mówienia. Mam nadzieję, że wszystko ci się ułoży – dodał ciepło zajeżdżając pod dworzec autobusowy. Wysiadłam z taksówki wciągając świeże powietrze.
- Dziękuję za… - urwałam, gdy zobaczyłam, że mężczyzna podaje mi jakąś torebkę.
- Moja żona przygotowała ci jedzenie na drogę. Masz tutaj kanapki, batoniki, owoce i coś do picia – wcisnął mi w ręce torbę. Byłam zszokowana. Obcy mężczyzna zachowywał się w stosunku do mnie tak, jakbym była rodziną. Zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Bardzo dziękuję. Naprawdę. Proszę – wyciągnęłam z portfela kilka banknotów, ale mężczyzna odsunął moją dłoń i poklepał ją.
- Daj spokój, dziecko. Widziałem, że byłaś przerażona więc tylko trochę ci pomagam. Może jeszcze kiedyś się spotkamy – uścisnął mnie, a w moich oczach pojawiły się łzy. Bez wahania odwzajemniłam jego uścisk. Może jednak jest jeszcze jakaś szansa? Może nie będzie tak źle? jeśli spotkałam już jednego dobrego człowieka to jest nadzieja, że trafię na kolejnego. Pociągnęłam nosem uśmiechając się.
- Na pewno się jeszcze spotkamy – wyszeptałam. Pomachałam mu i pobiegłam w kierunku kasy, żeby kupić bilet. Piętnaście minut później siedziałam na ławeczce przy jednym z peronów na którym miał być podstawiony autokar. Nie minęło wiele czasu, jak przyjechał. Pasażerowie zaczęli wsiadać. Wahałam się tylko chwilę. Właściwie nie wiem dlaczego się wahałam. I tak już byłam bardzo daleko od Japonii, więc…
Wsiadłam do busa i zajęłam swoje miejsce. Wpatrywałam się uparcie w szybę i widoki za nią – hala dworca była naprawdę duża. Ludzie z torbami spieszyli się do domów, witali z rodzinami bądź żegnali się z nimi, a ja czułam jak moje serce ściska żal. Zazdrościłam im wszystkim rodziny. Ja swoją straciłam i zostałam całkiem sama. Nie miałam już nikogo. Nikogo dla kogo mogłabym żyć normalnie.
Silnik został odpalony i autobus wytoczył się na drogę. Choć może wytoczył to niezbyt dobre słowo zważając na to, że był to naprawdę świetny autokar. Nowoczesnością nie grzeszył, ale był w porządku. Czysty, zadbany, miał telewizor i toaletę.
Przymknęłam oczy. Nie chciałam myśleć o Yuu, ale… cholera, nie potrafiłam. Kochałam go tak mocno, zawiodłam go. Ale on nie uwierzył mi, zarzucił kłamstwo. Ale czy to zmieniało moje uczucia? Niestety nie choć tak bardzo teraz chciałabym go po prostu znienawidzić i zapomnieć. Nie mogłam. I nawet tysiące kilometrów oddzielające mnie od niego nie mogły tego zmienić. Do końca życia będę pamiętała jego nieśmiały uśmiech, gdy rozmawiał ze mną po raz pierwszy tak na spokojnie. Nie zapomnę jego zapachu i siły, ciepła ramion. Nie, nigdy nie zapomnę. Będę pielęgnowała te wspomnienia do końca moich dni. Teraz żałowałam, że nie wyznałam mu swoich uczuć. Chociaż, co by to zmieniło? Nic, zupełnie nic, a pewnie jeszcze by pogorszyło wszystko. Może to i dobrze, że Yuu nie zdawał sobie sprawy z tego co do niego czułam. Pewnie teraz mu ulżyło… chociaż… z drugiej strony opiekował się mną trzy lata. I teraz tak po prostu miałby o mnie zapomnieć? Nie, nie zapomni. Cały czas miałam przed oczami wyraz jego twarzy, gdy zarzucił mi to, że spałam z Uru. Przeżywał to, bo mnie kochał i czuł się za mnie odpowiedzialny. Ale teraz to się skończyło. Za dziewięć dni skończę dwadzieścia lat i… cholera jasna. I tutaj wcale nie będę pełnoletnia. Dopiero po ukończeniu dwudziestego pierwszego roku życia tak będzie. Jakby na całym świecie nie mógł być jeden, konkretny wiek! Cóż, przetrzymam te kilka dni w jakimś pensjonacie, a potem zacznę szukać jakiejś pracy na boku, żeby się nie przyczepili, że nie mam żadnego opiekuna przy sobie.
Późnym wieczorem znalazłam się w miejscu z którym łączyło mnie tyle wspaniałych wspomnień – San Antonio w hrabstwie Bexar. Tak bardzo różniło się od Tokio choćby zapachem powietrza, że poczułam skurcz w żołądku. Uważałam za mój prawdziwy dom Japonię. Tam była moja rodzina, a tutaj… tutaj nie miałam nikogo. Ale stąd pochodziła moja mama, tutaj był jej grób i tutaj zostanę. Tutaj czyli w Stanach Zjednoczonych w stanie Teksas. I wcale nie cieszyłam się z tego powrotu. Było mi ciężko, bo nie było ze mną moich przyjaciół, którzy i tak mieli mnie gdzieś. Nie licząc biednego Akiry i Takanoriego. Ale może teraz wszystko sobie wyjaśnią i trasa rozpocznie się w terminie…
-------------------------------------
Tak wiem. Rozdział nudny jak flaki z olejem, ale... następny będzie ciekawszy, bo chociażby będzie PWR.
Następny rozdział wstawię, jak pod tym pojawią się trzy komentarze ^^
Taaaak, na reszcie!
OdpowiedzUsuńJuż myślałam, że całkiem zapomniałaś o losach Shelly. ;D
Biedna... całkiem sama w obcym kraju.
Ciekawe jak Yuu zareaguje?
Pozdrawiam ;*
Masz fajne opowiadanie ;)
OdpowiedzUsuńAz mi sie zal zrobilo Shelly calkiem sama zosstala T.T
Ahh sorki za brak polskich znakow ale takowych w moim laptopie nie posiadam ^^"
- Mitsuki-chan xD
Oby ją odnalazł Yuu...ciekawe jak Shell sobie poradzi bez niego. Świetne opowiadanie
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Hm mam nadzieję że dziewczyna sobie poradzi w nowym miejscu. Pisz szybko nexta, tymczasem zapraszam do mnie na nową notę http://captivated-dreams.blog.onet.pl/
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy rozdział
OdpowiedzUsuńhttp://in-the-middle-of-chaos.blog.onet.pl/
;P Jest już 6 komentarzy. a rozdział gdzie?
Zapraszam cię na mój blog http://yoshi-i-jrock.blog.onet.pl/
OdpowiedzUsuńJuż nie moge się doczekać kolejnej notki a tak wgl czemu mnie nie poinformowałaś ?
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na nową notę http://j-rock1.blog.onet.pl/
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy rozdział
OdpowiedzUsuńhttp://in-the-middle-of-chaos.blog.onet.pl/
Zapraszam na nowy rozdział
OdpowiedzUsuńwww.in-the-middle-of-chaos.blog.onet.pl
Jestem zachwycona tym co przeczytałam, muszę trochę ponadrabiać, ale to powoli ^^
OdpowiedzUsuńna razie zapraszam na: http://no-yaoi-no-life.blog.onet.pl/
AguśxEnji