sobota, 30 lipca 2011

Rozdział 5.1 Bonus



5.1

Uruha nie odsuwał się ode mnie. Widziałam w jego oczach pożądanie. A skąd wiedziałam, że to jest właśnie ono? Czułam to całą sobą. Każda najmniejsza komórka mego ciała krzyczała i wyrywała się do niego. Bałam się. Bałam, że jeśli odważę się pochylić w jego stronę te kilka centymetrów to mnie wyśmieje albo wyzwie. Tak, zdecydowanie to strach nie pozwalał mi się do niego zbliżyć. No i pocałunki nie kojarzyły mi się z niczym przyjemnym. Jedyne moje doświadczenie pochodziło z owego pechowego wieczoru, gdy mój własny ojciec zaczął się do mnie dobierać. Nie, nie pocałował mnie, ale usilnie starał się to zrobić i mimo, że widziałam w filmach i serialach różnego rodzaju pocałunki to sama nie miałam na to ochoty. Nie wliczając Yuu. I Uruhy, co mnie trochę przerażało. Zdążyłam się oswoić z myślą, że do Shiroyamy czuję coś więcej niż miłość braterską, przyjaźń i wdzięczność. Ale to, że Uru zaczynam traktować inaczej niż przyjaciela było dla mnie… szokujące i niepokojące jednocześnie. Czułam się trochę jak bigamistka.
Spojrzałam w błyszczące oczy Kouyou i wstrzymałam oddech, gdy to on zbliżył się do mnie. prawie stykaliśmy się czubkami nosów.
Czy ja naprawdę chciałam mojego pierwszego pocałunku w samochodzie zaparkowanym przy szpitalu? Na dodatek z mężczyzną, którego traktowałam jak przyjaciela? Mój boże, tak, cholera, tak! Chciałam tego tak bardzo, że to aż bolało. Nie rozumiałam siebie samej. Jak do tego doszło? Kiedy to się stało? Jeszcze do wczoraj wydawało mi się, że kocham Yuu i będzie to niespełniona miłość, a teraz siedziałam w aucie Uruhy o drugiej w nocy przy szpitalu i nie pragnęłam niczego innego, jak poczuć jego wargi na swoich, lekko muskające moje usta, chwytające je w swoje, jego język proszący o rozchylenie warg… Nie, to jest tylko zmęczenie. Nie mogę tego chcieć, pragnąć. Nie, po prostu nie mogę. Kocham Yuu! Y-u-u, a nie U-r-u-h-ę!
Zacisnęłam szczęki.
Ale czy tak było? Czy to właśnie miało sens? Skrywana miłość do Shiroyamy, która jedynie zadawała mi ból? Nie, większego sensu nie miało. Ale cóż mogłam na to poradzić? Kochałam go i tyle. Nigdy nie zastanawiałam się dlaczego właśnie jego, a nie na przykład Reitę czy Kaia. Swoją drogą ci to teraz będą mieli przechlapane…
Zadrżałam, gdy poczułam dłoń muskającą mój policzek. Zarumieniłam się gwałtownie, a Uru delikatnie mnie dotykał nie popędzając i niczego nie przyspieszając. Nie zmuszał mnie. Dawał mi czas na zastanowienie się i przemyślenie wszystkiego. Ale ja już nie chciałam myśleć, bo im dłużej to robiłam tym więcej się plątałam w tym wszystkim. Nie chciałam już zastanawiać się czy dobrze robię, czy właśnie nie marnuje czegoś pięknego. Nie chciałam więcej czekać na Yuu, który może by zauważył, że coś do niego czuję więcej. Nie, nie chciałam. W tej chwili chciałam jedynie pocałunku Uruhy.
Ostatnie sekundy na zastanowienie się. Naprawdę. Ostatnie. Nie możemy przecież tu tkwić do rana, prawda? Tym bardziej, że Yuu szaleje w domu. Właśnie, Shiroyama…
- Shell – usłyszałam cichy, mruczący szept Takashimy. Znowu poczułam dreszcze biegnące wzdłuż kręgosłupa. Podniosłam wzrok na niego. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że przez jakiś czas – nawet nie wiedziałam dokładnie jaki – wpatrywałam się w rozchylone, wilgotne usta Uru. Boże, rozchylone i wilgotne. Wilgotne i rozchylone… Ale to nie są usta Yuu! Przecież nie tego pragnęłam skrycie marząc po nocach o Shiroyamie. Nie tego pragnęłam… tak mi się wydawało, gdy byłam w swoim łóżku, ale teraz… teraz miałam naprawdę duże wątpliwości. Nie chciałam myśleć o niczym innym, jak tylko o Takashimie.
- Shell – ponownie jego wręcz zmysłowy głos dotarł do mnie. – Przestań – skarcił mnie łagodnie. Och, nie każ mi przestać marzyć. Bo tylko to mi zostaje…
Uporczywie wpatrywałam się w jego oczy, które były lekko przymknięte. Jego oddech owiewał moje rozpalone policzki, a opuszki palców muskały mój policzek od podbródka aż do ucha.
- Co mam przestać? – odezwałam się w końcu również szepcząc i starając się by mój głos brzmiał równie kusząco jak jego. Chyba mi się to udało, bo w jego oczach pojawiły się nowe błyski, jeszcze bardziej intensywne niż przed chwilą. Mężczyzna milczał przez chwilę nie zaprzestając mnie dotykać po czym wyszeptał:
- Igrasz z ogniem. Możesz się poparzyć.
Zastanowiłam się przez chwilę nad sensowną, dojrzałą odpowiedzią.
- A jeśli chcę się poparzyć? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Uruha zamarł w bezruchu. Nie ruszał się wcześniej, ale teraz przestał nawet oddychać, bo ciepłe powietrze z jego ust przestało na mnie lecieć. W jego oczach pojawiło się zdziwienie pomieszane z uznaniem i wieloma innymi uczuciami, które doprowadzały moje serce do palpitacji.
Zamrugałam powiekami, gdy Uruha oparł czoło o moje, a czubki naszych nosów się ze sobą zderzyły. Nasze usta nie dzieliło więcej niż dwa centymetry. To niewiele, prawda? Ale dla mnie to i tak była za duża odległość. Chciałam go jeszcze bliżej. I wcale nie byłam przestraszona. Mimo, że unikałam bliskości z drugim człowiekiem przez długi okres czasu teraz to wszystko przychodziło mi nadzwyczaj łatwo. Nie bałam się tego co może się wydarzyć. Ufałam Kouyou.
Poczułam dłoń Uru na karku. Wolno wsunął palce w moje rozczochrane teraz włosy. Wysunął z nich spinki i wrzucił do schowka po czym jego dłoń z powrotem zanurzyła się w moich lokach. Przymknęłam oczy – jego palce wyczyniały cuda. Było mi tak przyjemnie, że nawet zapomniałam gdzie jestem – w samochodzie Uru z nim samym.
- Shell, Shell, Shell – powtarzał cicho jak mantrę, a jego pachnący kawą i miętą oddech muskał moje rozwarte usta. Zaschło mi w gardle z wrażenia, gdy jego druga dłoń zsunęła się z mojego policzka na szyję po czym również znalazła się na karku, a tam wspięła we włosy. Uruha delikatnie masował skórę na mojej głowie wywołując u mnie ciche pomruki zadowolenia. Boże, to było niesamowite. I tak bardzo zmysłowe samo w sobie, że doprowadzało mnie do szału.
- Otwórz oczy – głos Uruhy był zachrypnięty i jeszcze bardziej męski niż zwykle. Niepewnie wykonałam polecenie i mój oddech przyspieszył, gdy mężczyzna przechylił głowę trochę na lewo nie rozdzielając naszych czółek. Nos przesunął się po moim, a nacisk jego palców w moich włosach wzmocnił się. Miałam ochotę krzyczeć, żeby wreszcie mnie pocałował, ale on jakby droczył się ze mną. A ja tak bardzo go już pragnęłam, że wszystko mnie bolało. Mój mózg przestał funkcjonować, gdy Uruha unieruchomił moją głowę swoimi dłońmi schowanymi w moich lokach. Nawet gdybym chciała się od niego oderwać to w tamtej chwili nie dałabym rady. Nie minęło kilka sekund, a poluźnił uścisk i ponownie zaczął masaż. Jęknęłam cicho, gdy trafił na jakiś czuły punkt i zamknęłam oczy odchylając lekko głowę do tyłu. Straciłam kontakt z czołem Uru, ale po chwili naprowadził mnie z powrotem na siebie i zmusił do zostania w tej pozycji. Na przemian drżałam z przyjemności pomieszanej z dzikim strachem. Czego się bałam? Tego, że mnie tak po prostu zostawi. Że nie zrobi nic więcej oprócz tego, co robił teraz…
- Shell – wyszeptał Uruha i zatrzymał palce. – Otwórz oczy – poprosił po raz drugi. Nie czekałam ani chwili, od razu to zrobiłam, a gdy tylko dostrzegłam jego wzrok poczułam się tak, jakbym umarła i trafiła do nieba. Boże, nigdy, do końca życia nie zapomnę wyrazu jego oczu. Będę wspominać go podczas samotnych nocy – wiedziałam, że oprócz tego cichego sam na sam w samochodzie nie mogę liczyć na nic więcej. przecież byłam tylko zwykłą dziewczyną. Nikim niezwykłym…
- Shell… jeżeli się wystraszysz… po prostu pokaż mi to, nie ukrywaj, dobrze? – spytał gładząc na powrót mój kark. Zadrżałam jeszcze mocniej niż wcześniej. Nie zrozumiałam o co mnie pytał. Przecież nie byłam taka wystraszona by mógł to dostrzec, potrafiłam się dobrze kamuflować.
- Shell, dobrze? – powtórzył. Skinęłam głową ponownie opierając czoło o jego. Nim się spostrzegłam, a przesunął głowę troszeczkę w lewo i nasze usta się spotkały. Jego palce ponownie zaczęły masaż mojej głowy, a wargi muskały rozchylone usta. Oddychałam głośno. Moje dłonie splecione przy piersiach drżały jak szalone. Serce gnało niczym dziki mustang, a myśli przelatywały z prędkością światła jedna za drugą. To było… niesamowite. Smak jego warg… tak cudowny… i jego czułe muśnięcia, które doprowadzały mnie do szału. Mój boże… był rozkoszny. I w pewnej chwili wszystko ustało. Jego usta rozłączyły się z moimi, a z moich ust wydarł się jęk frustracji i zawodu zanim zdążyłam go powstrzymać. W tamtej chwili byłam gotowa na wszystko. Nawet na to by oddać mu się na przednim siedzeniu jego Jaguara.
- Nie przestrasz się teraz – zamruczał i nim zdążyłam zapytać co miał na myśli jego usta zaatakowały moje. Dosłownie zaatakowały. Nie spodziewałam się takiego… czegoś. To było tak dziwne i inne, że zamarłam na chwilę. Miałam mocno zaciśnięte powieki, a gdy pocałunek stał się leniwy skłaniający do wspólnej zabawy zaczęłam nieśmiało na niego odpowiadać. Byłam ciekawa czy Uruha ma również zamknięte oczy, dlatego nieśmiało odwzajemniając muśnięcia otworzyłam i przeżyłam szok, gdy zobaczyłam, że on patrzy wprost na mnie. tak mnie to zbiło z pantałyku, że nie chcący przygryzłam zębami jego dolną wargę. I to dość mocno, bo odsunął się ode mnie z cichym sykiem.
- Prze-przepraszam – wyszeptałam płaczliwie, ale Uruha zachichotał miękko i nic nie mówiąc przywarł z powrotem do moich ust. Pierwsze muśnięcie jego języka podziałało na mnie, jak porażenie prądem. Czułam je każdym nerwem. Rozchyliłam swoje usta i również wysunęłam język naprzód, a gdy napotkałam wilgotny, słodki język gitarzysty prawie umarłam. Dłońmi masował moją głowę targając coraz bardziej długie włosy, a głowę przechylił jeszcze bardziej w bok i wsunął mi do ust swój język. Wstrzymałam oddech, gdy rozpoczął leniwą wędrówkę po moim języku, zębach i podniebieniu. To było tak podniecające i niesamowite, że miałam ochotę krzyczeć i błagać o jeszcze. Moje dłonie coraz bardziej mnie świerzbiły by go dotknąć. Nie bardzo umiałam odpowiedzieć na jego pieszczotę. Był to mój pierwszy głęboki pocałunek. Och, cholera to był mój pierwszy prawdziwy pocałunek!
Musnął językiem mój język, zatoczył mały okrąg wokół jego czubka po czym wessał go do swoich ust mocniej rozdzielając moje wargi od siebie. Pochylił mnie w swoją stronę i ratując się przed upadkiem wyciągnęłam ramiona w jego kierunku. na początku niepewnie dotknęłam jego klatki piersiowej. Czułam dudniącą krew w uszach…. Jego usta i język pieszczące moje usta… Niepewnie odwzajemniłam ten pocałunek jednocześnie zaplatając ramiona na karku Uruhy. Mruknął coś, ale nie zrozumiałam co, jednak nie było to ważne. Całowaliśmy się… i mimo, że to był Kouyou, a nie Yuu to byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Nie myślałam o konsekwencjach swojego czynu. Cieszyłam się chwilą i moim malutkim sukcesem – nie przerażała mnie taka forma bliskości.
Takashima przyspieszył pocałunek, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej zaborczy i agresywny. Tak, jakby chciał mi powiedzieć kto tu rządzi i do kogo należę. Tyle uczuć mnie przepełniało, że nawet gdybym miała teraz umrzeć… umierałabym szczęśliwa. Oderwał się ode mnie i dysząc głośno w moje rozwarte usta spoglądał w moje otwarte już oczy. Obawiałam się tego, co mogę teraz od niego usłyszeć, ale on uporczywie wpatrywał się we mnie. jego dłonie tkwiły w moich włosach. W dalszym ciągu go obejmowałam, a gdy chciałam zabrać ręce szybkim ruchem mnie powstrzymał. Zagryzłam dolną wargę i poczułam na niego jego smak. Miałam ochotę jęknąć, ale wstydziłam się wydać z siebie taki dźwięk przy nim. Więc może nie byłam aż tak wyzwolona jak mi się zdawało…
- Shell – głos Uru był teraz niesamowicie seksowny i o mało nie doprowadził mnie do głośnego wyrażenia mojego zadowolenia. – Przepraszam, nie powinienem był tego robić… - cholera, cholera, cholera. Nie spodziewałam się takich słów, ale byłam pewna, że coś takiego powie. Jasna cholera, no!
- Nic nie mów – przerwałam mu szybko zanim powiedział coś więcej, ale on położył palec wskazujący na moich wargach nakazując mi milczenie. Jego łagodne spojrzenie doprowadziło moje serce do żywszego bicia.
- Nie przerywaj mi, okej? – skinęłam głową, bo jego palec uniemożliwiał mi mówienie. – Nie powinienem cię wykorzystywać, ale… nie mogłem się powstrzymać. Zresztą i tak tego nie zrozumiesz. Jesteś zbyt niewinna, a ja takich dziewczyn nie lubię. – w moich oczach pojawiły się łzy. Byłam… pod ręką więc mnie wykorzystał? – Shell, słonko, nie płacz. Proszę, nie rób mi tego – otarł moje wilgotne już policzki pochylił się w moją stronę. przymknęłam oczy, gdy muskał wargami moje usta. To było naprawdę przyjemne. Chciałam by to robił jeszcze, jeszcze i jeszcze… tak do końca mojego życia. Pocałował mnie w czoło. – Pojedziemy teraz do Aoia, w porządku? – skinęłam głową i bez szemrania zapięłam pas. Uruha zachichotał nerwowo. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Widzisz do czego doprowadził twój upór? – spytał żartobliwie choć jego uśmiech nie dosięgał oczu, które miały poważny wyraz. Uśmiechnęłam się słabo i splotłam ramiona na piersi. Miałam bardzo złe przeczucia.

1 komentarz:

  1. Woooow czyli on z nią nic nie ten? - o boże jak nie poprawnie napisane zdanie Oo" ale przemilczmy to bo inaczej nie potrafię się wysłowić. Podobał mi się rozdział a teraz chcę reakcję Yuu ^^

    OdpowiedzUsuń