sobota, 30 lipca 2011

Aoi & Uruha - "Unlimited"


Patrząc na samochód zastępczy Aoia miałem ochotę się głośno roześmiać. To było chyba jakieś gigantyczne nieporozumienie. Gitarzysta sławnego zespołu dostał coś takiego? Pokręciłem głową z rozbawieniem spoglądając na Yuu, który krzywiąc się oglądał pojazd z każdej strony. A wiele do oglądania nie było. Auto Shiroyamy, które aktualnie znajdowało się w warsztacie mocno uszkodzone po solidnej stłuczce nie z winy chłopaka, było duże. Naprawdę duże. W końcu jeździ Hummerem. Nie wiem po co mu aż tak wielki samochód, ale muszę przyznać, że wygląda w nim naprawdę seksownie. Nie ważne. A to coś stojące przede mną było… było… małe? Malutkie? Mikroskopijne? Jak ludzie mogą jeździć czymś takim i to na dodatek trzydrzwiowym? Ciekawe w jaki sposób dorosła osoba ma się wcisnąć na tylne siedzenie?
Roześmiałem się głośno, gdy Yuu zaklął pod nosem. Spojrzał na mnie wydymając swoje różowe usta.
- Z czego rżysz? – spytał urażony. – Nic innego nie mieli!
- To po cholerę brałeś, jak tylko mieli coś takiego? – parsknąłem śmiechem łapiąc się za brzuch. Shiroyama warknął coś pod nosem. – Przecież wiesz, że zawsze chętnie cię… podwiozę – dodałem już poważniej patrząc wprost w czarne tęczówki mężczyzny podkreślając ostatnie słowo. Aoi westchnął podchodząc do mnie i obejmując mnie w pasie oparł głowę o moje ramię.
- Wiem, ale wiesz, jak sobie cenię niezależność – wyszeptał wtulając się we mnie mocno. Odwzajemniłem z radością uścisk ukochanych ramion. Staliśmy przytuleni w ciszy otaczającej nas niczym puchata kołdra w łóżku. Na ulicy nie było żywego ducha, nawet żadnych ptaków czy bezpańskich kotów. Poczułem jak Aoi drży, a po chwili z jego ust wydarł się chichot.
- Co jest? – zamruczałem muskając wargami jego blady, chłodny policzek. Mężczyzna uniósł głowę i spojrzał mi rozbawionym wzrokiem w oczy.
- Weź popatrz, jaką mam zajebistą niezależność – wybuchł radosnym śmiechem odchylając głowę do tyłu. Zaśmiałem się cichutko jednak cały czas wpatrywałem się w jego wygiętą w łuk szyję. Nie mogąc się powstrzymać pochyliłem nad nim twarz i przywarłem wargami do napiętej skóry. Śmiech Aoia ucichł, a z jego ust wydarł się prawie niesłyszalny jęk. Wpił się palcami w moje ramiona.
- Yuu – szepnąłem przesuwając ustami po szyi chłopaka. – Chodźmy do środka – lekko przygryzłem płatek jego ucha. Aoi wyprostował się i spojrzał na mnie błyszczącymi oczyma. Zbliżył twarz do mojej i uśmiechnął się czule gładząc mój policzek opuszkami swoich długich palców.
- Nie dzisiaj, Uruha – odpowiedział, a ja skrzywiłem się. Ile razy już to słyszałem? Sto? Dwieście? Trzysta? Za każdym razem, gdy chciałem być z nim do końca, tak naprawdę, powtarzał do znudzenia to samo: „nie dzisiaj, Uruha”. Nie mam nawet ochoty przypominać sobie jak wiele razy musiałem powstrzymywać się by nie zmusić go do całkowitego zbliżenia. Nie mogłem pojąć czemu on jeszcze nie chce. Owszem, pozwalaliśmy sobie na mocne pieszczoty, ale nie chciał przekroczyć tej ostatniej granicy. Doprowadzał mnie do szału swoim zachowaniem.
- Aoi, cholera, dlaczego? – ująłem jego twarz w swoje dłonie. – Wiem, pytałem o to milion razy, a ty mi milion razy odpowiadałeś, ale… kurwa! Yuu, ja już mam tego naprawdę dość! Kocham cię i pragnę być z tobą, jak najbliżej! – pocałowałem go prosto w usta z desperacją połączoną z dzikim pragnieniem. – Ko-cham cię! – wydyszałem wprost w jego rozchylone wargi przez które głośno oddychał. – Chcę być z tobą. Nie mam ochoty i siły dłużej czekać – patrzyłem w skupieniu w jego oczy. – Musisz podjąć decyzję. Albo weźmiesz mnie teraz do łóżka i będziesz kochał do samego końca albo… - urwałem ponownie go całując z jeszcze większym żarem. Z jękiem odwzajemnił pieszczotę wsuwając palce w moje włosy. Jego język wdarł się między moje wargi walcząc o dominację z moim. Przysunąłem się do niego jak najbliżej się dało całując coraz namiętniej. Tym razem Aoi pierwszy przerwał pocałunek.
- Albo…? – spytał patrząc w napięciu w moje oczy. Odetchnąłem głęboko odsuwając się od niego.
- Albo… się rozstaniemy – wydusiłem z siebie spuszczając głowę. Nie chciałem nawet o tym myśleć, ale on nie pozostawiał mi wyboru. Musiałem go przycisnąć, bo inaczej bym zwariował. Jasne, seks nie jest najważniejszy, ale, cholera jasna, bez przesady. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, kochamy się, mieszkamy ze sobą i co? On tak po prostu robi wszystko byleby nie dopuścić do całkowitego połączenia.
- C-co? – wyjąkał patrząc na mnie zaskoczony. – Uru, nie żartuj.
- Nie żartuję, Yuu – odparłem poważnie podnosząc głowę by spojrzeć w jego oczy pełne zdziwienia i niepokoju. – Więc? – z dziko bijącym sercem czekałem na jego odpowiedź. Byłem pewien na sto procent, że mi ulegnie. Przecież nie ryzykowałby naszego związku przez takie coś? Tym bardziej, że to nie było nic złego. Sama przyjemność. No, może na początku nie, ale… Na pewno się zgodzi, prawda?
Mężczyzna milcząc wpatrywał się we mnie. Dłonie wsunął w kieszeni luźnej bluzy i słyszałem cichy brzdęk kluczyków od samochodu, którymi się bawił z nerwów.
- Uruha – zaczął wpatrując się we mnie. – Ja… przepraszam – wyszeptał ledwo słyszalnie odwracając się do mnie plecami. Ruszył w stronę Toyoty do której wsiadł i z cichym kliknięciem zamka zamknął drzwi. W moich oczach pojawiły się niechciane łzy, a w gardle czułem dławiącą gulę. Że, co? Co się dzieje!?
Widziałem jak ręce Aoia drżą gdy kładł je na kierownicy. A ja… ja stałem jak sparaliżowany. Nie mogłem się ruszyć. Łza spłynęła po moim policzku widząc, jak mężczyzna przekręca kluczyk w stacyjce. Ciszę wieczoru przerwał pomruk IQ. Po chwili Yuu odjechał z piskiem opon.
Nie rozumiałem co się właśnie stało? Dlaczego Shiroyama tak zareagował?
Siedziałem w salonie przed kominkiem na skórze z niedźwiedzia. Ta skóra… tyle razy wyobrażałem sobie, że się na niej kochamy, a teraz siedzę na niej sam jak palec i rozmyślam nad tym co się stało. Czy to możliwe, że właśnie zniszczyłem nasz związek? Upiłem łyk whisky i wlepiłem nieobecny wzrok w skaczące płomyki. Mogłem go nie naciskać. Po prostu odpuścić i poczekać aż… dojrzeje do tego. Tymczasem zachowałem się jak ostatni dupek. Ciekawe gdzie teraz jest? Swoje mieszkanie wynajmował obcym ludziom, Kai i Reita byli w studiu, a Ruki… Ruki! Na pewno pojechał do wokalisty. Tylko on był teraz w swoim domu. Świetnie. A ja teraz kwitnę w tym wielkim domu sam. I tylko ja jestem temu winien. Gdyby nie mój upór, a może i coś więcej, to Aoi byłby tu teraz ze mną, całowałby mnie i tulił. A tak… kurwa! Idiota ze mnie.  Nie wiem, jak długo tak siedziałem i gapiłem się w języczki ognia w kominku. Cały ścierpłem od tej samej pozycji, ale nie miałem siły się ruszyć. Szklaneczka whisky, którą wypiłem delikatnie mnie odprężyła i nie potrzebowałem więcej. Nie miałem zamiaru się upijać. Chciałem zachować trzeźwość na wypadek gdyby wrócił Yuu. Warkot silnika wyrwał mnie z rozmyślań. Zerwałem się na równe nogi i pobiegłem do garażu przylegającego do domu. Za kierownicą kei-cara siedział Ruki, a obok niego śpiący Aoi. Takanori otworzył drzwi i spojrzał na mnie z wyrzutem. Uniosłem dłonie w geście poddania.
- Wiem, moja wina – powiedziałem nie spuszczając wzroku z drzemiącego Aoia.
- Pomyśl zanim odpierdolisz następnym razem coś takiego – mruknął w moim kierunku po czym zaczął wydobywać gitarzystę z samochodu.
- Zo-ostaw mnie-e! – krzyknął wymachując ramionami. Rzuciłem się na pomóc Matsumoto, bo prawie został powalony na ziemię.
- Spokojnie, wariacie – roześmiał się chłopak podtrzymując Shiroyamę w pasie. Uniosłem pytająco brwi.
- Wariacie?
- Tak, tak. Wpadł do mnie do domu, jak pozbawiony zdrowego umysłu – odparł rozbawiony wokalista prowadząc starszego kolegę w kierunku kuchni. Szedłem z drugiej strony podtrzymując swojego chłopaka. Choć… może już nie miałem prawa go tak nazywać? Nie, nie, nie. Aoi jest moim mężczyzną i nic tego nie zmieni. Może nie będzie pamiętał tych bzdur, które wygadywałem. Ruki pomógł mi doprowadzić Yuu do sypialni po czym zamówił sobie taksówkę i po piętnastu minutach był w drodze do swojego domu.
Usiadłem na brzegu ogromnego łoża i spojrzałem na Aoia, który wtulając się w poduszkę oddychał spokojnie. Zmarszczył brwi i otworzył oczy od razu namierzając mój wzrok. Wpatrywaliśmy się w siebie przez chwile w skupieniu z kamiennymi wyrazami twarzy.
- Kouyou – wyszeptał siadając. Podparł się dłońmi i pochylił w moją stronę. – Kochasz mnie? Kochasz mnie mimo, że…
- Cicho już – zamruczałem postanawiając, że sprawię abyśmy oboje zapomnieli o dzisiejszym incydencie. – Nie ważne, dobrze? Kocham cię niezależnie od wszystkiego, rozumiesz? – pochyliłem się i oparłem czoło o jego. Popatrzyłem w jego skrzące się oczy. – Kocham cię, Aoi – pocałowałem jego pełne usta zarzucając ramiona na jego szyję. Mocno go objąłem i popchnąłem by się położył. Bez protestów wykonał nieme polecenie. Oparłem dłonie po obu stronach jego głowy, a jego wylądowały na moich biodrach, które przyciągnął do swoich. Jęknąłem cicho gdy nasze ciała naparły na siebie.
- Takashima, Takashima – wymamrotał muskając moje usta swoimi. – Czemu tak nalegasz? No, czemu? Nie wystarczy ci to co masz? – patrzył na mnie i oddychał przez rozchylone wargi. Kurde, myślałem, że on jest pijany, ale… on po prostu chyba był zmęczony. Westchnąłem cicho cmokając go w usta.
- Oczywiście, że mi wystarczy. Ty mi wystarczysz – uśmiechnąłem się muskając palcami jego kark ukryty pod długimi włosami. – Wiem, że jestem upierdliwy i ciągle powtarzam to samo, ale… kocham cię tak bardzo, że chciałbym być z tobą… jak najbliżej się da. Nic na to nie poradzę, Yuu. Naprawdę choć staram się z całych sił. Próbuję zrozumieć ciebie, ale nie wychodzi mi to tak jakbym chciał. Dla mnie to za mało… a dla ciebie? – spojrzałem gdzieś w bok by po chwili ponownie zatopić spojrzenie w jego ciemnych oczach. – Wiem, wiem, pytałem o to… milion razy? – uśmiechnąłem się smutno wsuwając palce w jego jedwabiste włosy. – Przepraszam, że naciskam – oparłem czoło o jego i przymknąłem oczy. Poczułem jak dłonie Aoia wsuwają się pod moją koszulkę i muskają nagą skórę na plecach.  Westchnąłem cichutko. To było tak cholernie przyjemne i urocze. Kochałem każdy jego najmniejszy i najlżejszy dotyk. Nic nie mogło mi go zastąpić.
- Uruha?  - wyszeptał Aoi spoglądając na mnie spod swoich długich rzęs. – Chciałbym… - urwał jakby szukając odpowiedniego słowa. Czekałem cierpliwie, aż będzie w stanie dokończyć. Nie chciałem go popędzać. – Teraz.
- Co teraz? – spytałem głupio nie rozumiejąc. Aoi zarumienił się, ale w jego oczach pojawił się dziki blask pożądania. Dreszcze przebiegły po moim kręgosłupie i mocniej do niego przywarłem właściwie kładąc się na nim. Yuu wyciągnął jedną rękę spod mojej koszulki i dotknął policzka po czym przesunął palce na moje usta muskając je lekko. Zmrużyłem oczy i zamruczałem z zadowoleniem.
- Chcę się z tobą kochać… do końca – jego cichy głos zawirował wokół mnie. – Teraz – wychrypiał i wgryzł się w moje usta rozdzielając je brutalnie swoim językiem. Wpił się palcami w moje biodro, a drugą dłonią zaczął podwijać moje ubranie. Jęknąłem w jego usta, gdy poczułem, jak drapie paznokciami moje plecy. Jego pocałunek przybrał na gwałtowności i namiętności. Kompletnie mnie zaskoczył i nie wierzyłem do końca w to co usłyszałem, ale jego pocałunek mówił sam za siebie. Nigdy jeszcze nie całował mnie tak mocno, brutalnie, namiętnie, jakby chciał zaznaczyć kto tu rządzi. Och, nie miałem nic przeciwko temu był Aoi był moim seme… 

2 komentarze:

  1. *Siedzi i myśli jak się wysłowić*
    To było cudowne *_* - tak tak tak prawie zaśliniłam klawiaturę - co zupełnie nie przystoi osobie dorosłej ale pomińmy to. Chcę jeszcze więcej, takie krótkie, a tak uzależnia. i Aoi jaki drapieżny^^
    Mrau^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Początek mnie nieco rozwalił, jeśli o ten samochód chodzi. xD A potem... brakuje mi słów by to opisać. Było epickie.

    OdpowiedzUsuń