Cóż, dostałam siedem komentarzy i co? Nie jestem zadowolona, bo odnoszę wrażenie, że tylko czekacie na kolejną publikację po tych wymuszonych komentach. Nie chcę nikogo do niczego zmuszać, więc po prostu osoby komentujące dostaną zaproszenia - blog zostanie zamknięty na innych czytelników, którzy nie chcą poświęcić minutki na napisanie krótkiej wiadomości. Nie stanie się to w tej chwili, nie powiem kiedy, ale daje Wam ostatnią szansę.
Zamówiony fick - Kaoru i Kyo ;) A także bonusik w postaci Shina, Die i Totchiego ;) Mam nadzieję, że się spodoba ^^
guitarist specjalnie dla Ciebie przemogłam się do pisania o Kaoru xD
Z tego miejsca pozdrawiam Ghostface, która 'chce czytać, kurwa <3' i Tobie dedykuję bonus, który jest dołączony do tego shota xD I przypominam, że jest to FIKCJA dlatego panowie z Diru są jacy są ;)
Zamówiony fick - Kaoru i Kyo ;) A także bonusik w postaci Shina, Die i Totchiego ;) Mam nadzieję, że się spodoba ^^
guitarist specjalnie dla Ciebie przemogłam się do pisania o Kaoru xD
Z tego miejsca pozdrawiam Ghostface, która 'chce czytać, kurwa <3' i Tobie dedykuję bonus, który jest dołączony do tego shota xD I przypominam, że jest to FIKCJA dlatego panowie z Diru są jacy są ;)
- Gdzie jest Kyo? – burknął Kaoru stukając palcami w blat stołu. – Próba powinna zacząć się pół godziny temu. Die nie uśmiechaj się tak, bo ci zaraz nogi z dupy powyrywam, a ty, Shinya, nie patrz na mnie oczami porzuconego szczeniaka, wiesz, że nie lubię zwierząt. Toshiya… - rozejrzał się po Sali. – Gdzie jest, kurwa, Toto?! – krzyknął wstając gwałtownie.
- W toalecie – mruknął Totchi wchodząc do pomieszczenia poprawiając pasek od spodni. – Nie denerwuj się tak, bo ci żyłka pęknie i co wtedy?
- Zaraz ci pęknę – syknął Kao i już miał ruszyć w stronę basisty kiedy rozległ się dzwonek telefonu perkusisty. Wszyscy, jak na komendę wbili niecierpliwe spojrzenia w chłopaka, który potakiwał swojemu rozmówcy po drugiej stronie słuchawki. Po chwili schował komórkę do kieszeni i przygryzł wargę spoglądając na lidera.
- No? – popędził go Niikura, Shin cofnął się o krok.
- Kyo jest chory – oznajmił cicho cofając się prowizorycznie za Daisuke, który był od niego dużo szerszy w ramionach i był niczym tarcza ochronna.
- Na głowę, ale to już wszyscy wiemy. To on dzwonił? Czy jakiś jego lowelas? – sarknął Kaoru zaciskając pięści. – Za mocno go wyruchał i księżniczka nie może ruszyć dupy z łóżka?
- Kao, daj spokój – mruknął Die odpalając sobie papierosa, wsunął go do ust zaciągając się dymem. – Wiemy, że jesteś zazdrosny o naszego kochanego wokalistę, ale bez przesady, nie musisz takimi tekstami rzucać.
- Twoje nogi za chwilę powiedzą tobie papa – warknął lider również zapalając papierosa. – Jazda do domu, próba za trzy dni. Tyle powinno tej cholernej księżniczce wystarczyć na dojście do siebie.
- Kaoru, ale on naprawdę jest chory… - wyszeptał Shinya wysuwając się zza pleców Andou. – Może pojechałbyś do niego? – zaproponował nieśmiało spuszczając wzrok na podłogę pod naporem spojrzenia lidera.
- Nie może pojechałby, a pojedzie – powiedział twardo Die obejmując Terachiego i cmokając go w policzek, a basista uśmiechnął się na ich widok. Lider prychnął pod nosem chowając papiery do teczki i opuścił studio. Pozostała trójka wymieniła między sobą porozumiewawcze spojrzenia.
- Wpadniesz do nas, Toshi? – spytał słodko Die zbliżając usta do warg Shina. – Napijemy się, pogadamy, zjemy kolację…
- Chyba najbardziej interesuje mnie deser – zamruczał Hara spoglądając zmysłowym wzrokiem na Daisuke, który całował delikatnie szyję swojego chłopaka. – To… co proponujesz?
- Shinya w bitej śmietanie? – Andou polizał policzek kochanka i wyciągnął dłoń do basisty. – Och, kochanie, nie daj się prosić. Shin potrzebuje twojego wielkiego fiuta – zamruczał kuszącym głosem zniżając go do erotycznie brzmiącego szeptu.
- W takim razie… jedźmy – Toshiya uśmiechnął się kątem ust idąc przodem, a Shinya cały zarumieniony wpatrywał się w niego intensywnie. Die pomyślał, że czeka ich kolejna upojna noc i dobrze się stało, że Kyo zaniemógł, a lider na pewno się nim zaopiekuje… tak jak na to zasłużył.
Kaoru zaparkował samochód na parkingu przed blokiem wokalisty, zgasił silnik i zacisnął dłonie na kierownicy. Po jaką cholerę tu przyjechał? Chłopacy sobie z niego kpią, a on i tak wie swoje. Kyo jest puszczalską kurwą, bo to lubi, a on jak ostatni idiota się w nim zakochał. Tak, wielki Kaoru Niikura, lider Dir en grey, zakochany! Mężczyzna prychnął pod nosem klnąc w myślach na swoją głupotę. Po pięciu minutach wyzywania się od idiotów i debili postanowił wysiąść z auta i przekonać się na własne oczy, jak bardzo umierający jest Tooru z powodu swojego wyruchanego tyłka.
Pokonał schody wyjątkowo szybko choć kondycji nigdy nie miał, a teraz w wieku trzydziestu ośmiu lat i kilkunastu wypalanym papierosom dziennie mógł być wdzięczny za zadyszkę.
Zadzwonił dzwonkiem i z niecierpliwością małego dziecka czekał aż niski mężczyzna ukaże się w drzwiach. Zacisnął dłonie w pięści słysząc przekręcanie zamka, a po chwili w progu stanął Niimura bynajmniej nie wyglądający jak okaz zdrowia – miał zaczerwieniony nos, pociągał nim, oczy były mętne, drżał i opatulał się bluzą dużo za dużą jak na jego posturę. Kao zamarł na ułamek sekundy kiedy uświadomił sobie do kogo należy ta bluza.
- Niemożliwe – pomyślał przypominając sobie, jak po jednej z ostatnich tras nie mógł znaleźć czarnej bluzy i doszedł do wniosku, że gdzieś się zawieruszyła w hotelu, samolocie czy wynajętym tour busie. A ona najzwyczajniej w świecie była u Kyo. Kaoru poczuł się dziwnie na myśl, że młodszy mężczyzna ukradł mu ubranie. Powstało zasadnicze pytanie: po co?
- … prosiłem o spokój – zakończył Tooru schrypniętym głosem od którego liderowi przebiegły ciarki po plecach bynajmniej nie z przyjemności i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że stoi przed Kyo niczym ostatni debil, a on z wysiłkiem wygłosił kazanie, które przegapił. Zaczerwienił się nieznacznie, a wokalista prychnął ze złością, ale zaraz zaczął mocno kaszleć zginając się w pół. Kaoru niewiele myśląc wepchnął mężczyznę do mieszkania w którym było przyjemnie ciepło i zamknął drzwi.
- Nie zaliczasz się do spokoju – wycharczał Kyo wycierając nos w chusteczkę.
- Coś ty ze sobą zrobił? – spytał szorstko Kaoru, nie potrafił zdobyć się na czułość do tego człowieka mimo, że kochał go całym sercem.
- Gówno cię to obchodzi, Niikura – syknął blondyn kaszląc. – Wynoś się, potrzebuję odpoczynku, a nie twoich idiotycznych pytań i komentarzy odnośnie terminów, prób i tym podobnych.
Kao zamilkł, nie wiedząc co powiedzieć. Zdawał sobie sprawę z tego jakie zdanie mają o nim przyjaciele, ale sądził, że w chorobie nie będą go posądzali o zapędy lidera. Przecież był także ich przyjacielem, do cholery!
- Tooru…
- Zamilcz! – szepnął ciężko młodszy. – Naprawdę nie mam na to siły. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak o mnie myślisz. Kyo kurewka dała dupy i nie ma siły przyjść na próbę, co? – mówił cicho, jakby do siebie, ale doskonale wiedział, że lider go słyszy. Niikura wpatrywał się z bólem w drżącą postać bojąc się go dotknąć, ale przecież Kyo i tak by go odepchnął, więc po co…
- Idź sobie, Kaoru. Jesteś ostatnią osobą jaką mam ochotę oglądać. – zabolało, cholernie mocno zabolało, Kaoru mógł udawać zimny posąg, ale też miał uczucia. Przez moment miał ochotę wyjść trzaskając drzwiami, ale widząc w jakim stanie jest Niimura postanowił zostać nawet jeśli Tooru nie ma ochoty go oglądać i brzydzi się jego widokiem. Wokalista z trudem dotarł do sypialni, gdzie położył się na łóżku wtulając w grubą kołdrę, a Kao stał w progu wpatrując się w jego drobne ciało ukryte pod pierzyną.
- Zrobię ci herbaty. Masz jakieś leki? – spytał starając się zabrzmieć obojętnie by nie pokazać jakie wrażenie wywarły na nim słowa blondyna.
- W dupę sobie wsadź swoją sztuczną troskę, Niikura – usłyszał spod kołdry. – Nie mam ochoty ani na twoją herbatę ani na twoje towarzystwo. Wiesz, gdzie są drzwi.
- Herbata jest przecież twoja – prychnął Kao wchodząc do sypialni, a Kyo nie mając sił podnieść głowy z poduszki popatrzył na niego z niechęcią i jakimś dziwnym uczuciem, którego Kaoru nie potrafił zidentyfikować. – Jesteś chory, nie masz siły, a ja jako twój przyjaciel chcę ci pomóc. To źle? – dodał zatrzymując się jakiś metr przed łóżkiem.
- Przyjaciel? – wychrypiał Kyo patrząc na niego mętnym spojrzeniem. – Sprawdź definicję słowa przyjaciel, bo coś ci się pomyliło.
Lider po raz kolejny nie wiedział co powiedzieć, więc po prostu opuścił sypialnię idąc do kuchni, żeby przygotować gorącą herbatę. Dłonie mu drżały i zdał sobie z tego sprawę dopiero wtedy kiedy nasypywał herbaty do kubka. Musiał się uspokoić, nie mógł pozwolić by słowa Kyo go jeszcze bardziej zraniły. Gdy wrócił do sypialni Tooru spał niespokojnie charcząc i pociągając nosem zakryty kołdrą aż po nos. Kaoru odsunął kołdrę by móc spojrzeć na jego zmęczoną twarz, która w śnie wyglądała o wiele młodziej niż kiedy Kyo nie spał. Pogładził palcem jego zarumieniony policzek, rozchylone usta i zamarł kiedy zorientował się, że wokalista nie śpi tylko patrzy na niego czujnym wzrokiem i oddycha ciężko.
- Co ty wyprawiasz, Niikura? – warknął słabo. – Nawet chorując nie mogę w spokoju spać? – zadał kolejny celny cios, ale Kao go zignorował pochylając się nad Tooru, który był zaskoczony tym co robi lider i nie zareagował nawet w najmniejszy sposób. Ostatnie centymetry pokonał w błyskawicznym tempie i już po chwili czuł usta wokalisty na swoich. Zdusił jęk wpijając się mocno w jego wargi zdając sobie nagle sprawę, że ani nie dostał po pysku ani nie był odpychany, ba, wręcz przeciwnie.
Tooru zarzucił ramiona na barki lidera przyciągając go słabo do siebie i rozchylając zapraszająco usta, Kaoru nigdy by go nie podejrzewał o taką uległość w pocałunkach. Pochylił się mocniej nad chłopakiem opierając dłonie po obu stronach jego głowy i przyklękając jednym kolanem na materacu, zaczął całować go coraz namiętniej, coraz gwałtowniej. Kyo mruczał w jego usta jak zadowolony kociak wpijając się palcami w jego ramiona. Czuł w swoich ustach język lidera i czuł, jak działa na niego ten pocałunek, którego podświadomie pragnął za każdym razem kiedy patrzył na Kaoru.
Starszy mężczyzna oderwał się od ust Kyo i spojrzał mu prosto w zamglone oczy nie bardzo rozumiejąc zachowanie blondyna. Chciał mu dać nauczkę, tak? Podpuścić, a potem ośmieszyć przed chłopakami? Och, Kao, który uważa go za puszczalską dziwkę sam skusił się na zakazany owoc…
- Kao… - wychrypiał Tooru opadając głębiej w poduszkę. – Co to, do cholery, miało być? – spytał wbijając twarde spojrzenie w mężczyznę.
- Chciałbym wiedzieć – zdenerwował się lider. – Czemu nie dałeś mi po pysku?
- Czemu miałbym to zrobić? – odpalił natychmiast blondyn przechylając lekko głowę w bok. – W końcu uważasz mnie za kurwę więc…
- Przymknij się, Kyo – warknął Kaoru nie mogąc tego słuchać, na ustach czuł posmak warg Tooru i pragnął więcej i więcej, poznać smak całego jego ciała.
- Oho, groźny lider powrócił? – prychnął mężczyzna odwracając wzrok. – Możesz już iść. Dostałeś czego chciałeś, prawda? Udowodniłeś…
- Cicho – szepnął siadając przy blondynie i wsunął się pod kołdrę obok niego.
- Nie przerywaj mi, do cholery – obruszył się wokalista i mimo tego, że wmawiał sobie, że nie chce, wtulił w rozgrzane ciało lidera kładąc głowę na jego klatce piersiowej.
- Cicho, cicho – mocno objął ramionami drobne ciało mężczyzny wzdychając ciężko. – Więc czemu nie dostałem po pysku? – spytał po chwili napawając się zapachem Kyo.
- Więc czemu mnie pocałowałeś i na dodatek wpakowałeś się do łóżka? – podniósł wzrok w górę wgapiając się w sufit. – Wiem co o mnie myślisz, ale… zresztą nie ważne.
- Ważne, Tooru, dla mnie ważne – odezwał się cicho Kao jakby bojąc się mówiąc głośniej. – Źle cię traktowałem, z góry zakładałem, że…
- Że się puszczam na prawo i lewo olewając zespół? – dokończył ponuro chłopak wzdychając chrapliwie. – Przecież to Totchi jest zespołową dziwką – dodał przekornie uśmiechając się kątem ust. – Pieprzy się z Shinem i Die kiedy tylko może.
- Ale o niego nie jestem zazdro… - urwał gwałtownie czując jak na policzki wypełzają mu rumieńce. – Totchi pieprzy się z Shinyą i Daisuke?!
Kyo zamarł nie zwracając uwagi na drugą część wypowiedzianą przez Kao. Poczuł jak serce zaczyna mu szybciej bić.
- Jesteś o mnie zazdrosny? – spytał wręcz nieśmiało zdając sobie sprawę jak idiotycznie musi brzmieć, żadna fanka nie uwierzyłaby w to, że Tooru Niimura potrafi być nieśmiały.
Kaoru milczał uporczywie gapiąc się w sufit do momentu aż nie poczuł jak Kyo szturcha go łokciem między żebrami.
- Jestem. Zadowolony? – prychnął przybierając na nowo maskę obojętności. Wokalista przełknął ślinę.
- Naprawdę? – zapytał niskim tonem leniwie podnosząc głowę, trochę kręciło mu się w głowie zarówno od choroby, jak i bliskości Kaoru.
- Mam to sobie wytatuować na czole, do jasnej cholery?! – warknął nieprzyjemnie spoglądając na Tooru. – Jestem o ciebie piekielnie zazdrosny, ty mały, cholernie irytujący dupku!
Kyo uśmiechnął się szeroko.
- Pominę tego małego, ale następnym razem oberwiesz. A teraz, ty ślepa kuro, pocałuj mnie mocno – pochylił się nad zaskoczonym liderem muskając jego wargi swoimi ustami. – Jesteś tak ślepy i głupi, że wolałeś wymyślać z kim, gdzie i jak się pieprzę byleby nie dopuścić do siebie myśli, że mógłbym chcieć tylko z tobą – dodał prawie rozczulonym głosem i pogłaskał starszego po policzku. – Dobrze, że tutaj przyjechałeś i… po prostu dobrze.
Kaoru miał mętlik w głowie, ale po chwili doszedł do siebie i z błyskiem w oku powalił Kyo na plecy co nie przyszło mu z trudem, bo chłopak był osłabiony chorobą. Wpił się w jego usta całując go gwałtownie, czując rozpierającą go energię – Kyo go chciał? Czy to możliwe, że…
Wsunął język pomiędzy rozchylone wargi pieszcząc go gwałtownie, a dłońmi objął twarz Kyo kładąc się na nim. Młodszy stęknął ale nie przerwał pocałunku całkowicie oddając się we władanie lidera. Gdy w końcu Kao oderwał się od jego ust pozwalając mu zaczerpnąć powietrze wychrypiał:
- Kocham cię choćbyś nie wiem jak starał się wepchnąć mnie w ramiona innych – wydyszał z zaróżowionymi policzkami i rozognionymi oczami. – Kocham cię choćbyś nie wiem jakim skurwielem był dla mnie – dodał drżąc w objęciach lidera, który wpatrywał się w jego zaczerwienioną twarz czując, że zaczyna mu brakować tchu. – Nic nie powiesz, stary gburze? – prychnął niczym Kyo którego widywał prawie codziennie na próbach, ale w jego oczach w dalszym ciągu czaiła się niepewność. – Do cholery, powiedz coś! – zdenerwował się wokalista zaciskając usta w wąską kreskę. – Wiem, kurewka się wygłu… uhm! – nie dokończył czując na swoich wargach usta Kaoru napierające na niego z dziką brutalnością. Blondyn rozchylił usta obejmując mocno lidera i odwzajemniając jego pocałunek namiętnie, czuł w ustach zwinny język Kao i gdy wyobraził sobie co mógłby z nim zrobić poczuł drgnięcie między nogami.
Kaoru drżał delikatnie kiedy wsuwał dłonie pod koszulkę Tooru i gładząc jego przyjemnie zbudowany brzuch westchnął w usta młodszego. Oderwał wargi od ust chłopaka by zaczerpnąć tchu i spojrzał w jego zamglone oczy.
- Ja ciebie też – wychrypiał muskając wargami jego opuchnięte usta.
- Kurwa, Kaoru – szepnął Kyo z błyskiem w oczach, a jego serce obijało się gwałtownie w klatce piersiowej. – To brzmi jak jakaś cholerna telenowela brazylijska – dodał kpiąco, a Kao przewrócił oczami, cały nastrój prysnął jak bańka mydlana.
- Popsułeś nastrój – zauważył ponuro mimo, że na jego wargach błąkał się nikły uśmieszek.
- A to był jakiś nastrój? – Kyo uroczo przechylił głowę na lewo zagryzając wargę, wyglądał strasznie uroczo i słodko, ale Kao postanowił mu o tym nie mówić, nie chciał, żeby jego księżniczka się obraziła.
- Nic już nie mów – zamruczał całując go raz po raz w usta.
- Już mi rozkazujesz? – zapytał Niimura mrużąc oczy. Kao parsknął śmiechem całując namiętnie lecz krótko swojego ukochanego.
- Oczywiście. Jak na seme przystało…
- JAKIE SEME, DO CHOLERY?! – zbulwersował się Kyo odpychając od siebie Kaoru, który kleił się do niego namiętnie. – To, że przypisywałeś mi mnóstwo kochanków którzy rżnęli mój seksowny tyłek to…
- Podoba mi się wizja rżnięcia twojego seksownego tyłka – uśmiechnął się krzywo wstając z łóżka. – Zrobię ci świeżej herbaty, ta zdążyła wystygnąć. – skierował swoje kroki do kuchni, a Kyo wymamrotał:
- Malinową, jeśli łaska.
Kaoru uśmiechnął się pod nosem. Będzie jeszcze słodszy niż w tej chwili, przeszło mu przez myśl, a po kilku minutach wracał do sypialni swojego przyszłego kochanka. Kyo podziękował mrukliwie czując się gorzej niż wcześniej.
- Byłeś u lekarza?
- Po co? Zwykły wirus i tyle… - odparł butnie Tooru, a Kao przewrócił oczami.
- Musisz o siebie dbać – powiedział poważnie i pochylił się nad Kyo by zlizać z jego warg słodką herbatę, zamruczał przy tym głośno. – Dlaczego ukradłeś mi moją bluzę? Szukałem jej – odsunął usta od warg wokalisty, a Kyo prychnął niczym rozzłoszczony kociak i spojrzał na lidera uśmiechając się złośliwie.
- Masturbowałem się przy niej.
Kaoru poczuł jak ciśnienie mu rośnie od razu wyobrażając sobie nagiego Tooru pieszczącego się i wąchającego, dotykającego jego bluzę, a Kyo zaśmiał się chrapliwie mocniej otulając bluzą. Lider wsunął się do łóżka po raz któryś narażając na to, że blondyn go zarazi i mocno przytulił ogrzewając go sobą.
- Odpocznij trochę, a później pojedziemy do lekarza – zadecydował gitarzysta cmokając w policzek ukochanego, a Kyo parsknął chrypliwie. – Cicho bądź i zachowuj się jak posłuszne uke…
- Ja ci dam uke, kurwa mać…! – Kyo został uciszony gwałtownym pocałunkiem, jęknął w usta Kaoru odwzajemniając go i postanowił, że później zamorduje Niikurę za nazywanie go uke, a jak będzie w rzeczywistości to się okaże.
B O N U S
Shin jęknął czując leniwe pociągnięcia języka na swoich plecach zlizujące resztkę śmietany i usta pieszczące jego sterczącego penisa. Drżał niekontrolowanie oddając się w ręce Daisuke i Toshimasy czując, jak dbają o jego potrzeby równie mocno, jak o swoje własne i mimo, że dość często bywali brutalni nigdy nie zrobili mu krzywdy, a już na pewno nie takiej spowodowanej złością. Ostry seks mieli zawsze wtedy kiedy Kaoru wyżywał się na nich na próbach – w końcu musieli jakoś odreagować, a gdy lider był spokojny wtedy ich współżycie wyglądało zupełnie inaczej.
Z ust Shina wyrwał się syk kiedy Die ugryzł go w pośladek, a Totchi ścisnął ustami główkę jego penisa.
- Ju-uż – stęknął czując jak bardzo jest podniecony i, że niewiele mu trzeba by dojść, a to przecież dopiero gra wstępna.
- Niecierpliwi się nasze kochanie? – zachichotał Totchi odrywając na chwilę usta od fiuta Shinyi by po sekundzie wsunąć główkę pomiędzy wargi i ssać intensywnie mlaszcząc przy tym wulgarnie, a Daisuke zaczął czubkiem palca obrysowywać dziurkę kochanka. Terach wyprężył plecy i wypiął mocniej pośladki w stronę swojego seme próbując nabić się na jego palec który go drażnił.
- Błagam… włóż! – jęknął zagryzając wargi, Toshiya coraz intensywniej ssał jego fiuta, a Die drażnił się z nim doprowadzając do obłędu. Gitarzysta zaczął wolno wsuwać palec by zaraz go wysunąć, powtórzył to kilka razy wsłuchując się w dźwięki jakie wydawali z siebie i Totchi i Shin. Ujął własnego penisa w dłoń pieszcząc się wolno i oblizując, a Toshi otarł się sterczącym członkiem o szczupłe udo perkusisty nieprzerwanie pieszcząc chłopaka ustami. Die czuł wypieki na twarzy i gdy Shin pojękiwał cicho wsunął gwałtownie palec do jego wnętrza celnie trafiając w czuły punkt blondyna, który krzyknął głośno dochodząc w ustach Toshiyi.
- Mmm – zamruczał basista chciwie połykając to co otrzymał od Shinyi dyszącego ciężko i ledwo kontaktującego, Daisuke nie przestawał poruszać w nim palcem zaraz dodając drugi i trzeci, wiedział, że Shin jest już rozluźniony i przyzwyczajony, krzywdy mu nie robił.
Blondyn postękiwał czując, jak jego penis ponownie twardnieje, Toshiya wysunął się spod niego i zmusił do oparcia na łokciach mocniej eksponując chudy tyłek. Spojrzał na gitarzystę pieszczącego się delikatnie i uśmiechnął się krzywo całując go z zaskoczenia w usta, ciemnowłosy jęknął w jego pełne wargi oddając z zaangażowaniem pocałunek.
- Pieprzcie mnie w końcu – wychrypiał ciężko Shin, ta gra wstępna zbyt długo trwała, jak na jego wytrzymałość. Die oderwał się od ust kochanka, puścił swój członek i klepnął w pośladek Shinyę.
- Taka z ciebie napalona suka? – spytał przybierając groźny ton, Terachi zadrżał, uwielbiał kiedy jego kochankowie zwracali się tak do niego w łóżku. – Odpowiadaj, jak do ciebie mówię! – uderzył go ponownie tym razem dużo mocniej aż został zaczerwieniony ślad.
- Tak! – pisnął natychmiast uciekając biodrami do przodu ale niewiele mu to dało, bo Totchi od razu chwycił go za biodra przytrzymując go w miejscu, no i palce Die tkwiły w jego ciasnej dziurce, która zacisnęła się na nich mocno.
- Tak? – syknął Andou i dopchnął mocniej palce rozczapierzając je w szpareczce chłopaka, który stęknął głucho drżąc. Die spojrzał na Toshiyę, który pożerał wzrokiem Shina. – To co powiesz na trochę inną zabawę niż zazwyczaj? – spytał poruszając gwałtownie palcami w tyłku perkusisty wijącego się teraz przed nim.
- Inną? – jęknął, ale nie otrzymał odpowiedzi, ba, nawet się jej nie spodziewał jednak trochę się zaniepokoił, Daisuke czasami miewał naprawdę szalone pomysły i mimo, że zdawał sobie sprawę z tego, że nie grozi mu z jego strony żadna krzywda to i tak poczuł się dziwnie.
Toshiya uśmiechnął się perwersyjnie domyślając o co chodzi, sięgnął po żel nawilżający, a Die wysunął palce z dziurki perkusisty, który była trochę rozchylona. Totchi nalał do środka sporo żelu, a Shin zadrżał czując chłodną maź wypełniającą jego odbyt. Nim zdążył się zastanowić co oni kombinują poczuł, jak wielki fiut Toshiyi zanurza się w nim aż po nasadę, a Totchi zajęczał nad nim głucho zaczynając go rżnąć. Część nawilżenia wypłynęła ze szparki i spłynęła po udach chłopaka, który rozsunął uda jęcząc przeciągle, Die przyglądał się pieprzącej się parze, a raczej basiście pieprzącego słodkiego perkusistę i pieścił się dość mocno jednak pilnował by nie dojść, zabawa dopiero się zaczynała.
- Dość – usłyszał Toshiya będący prawie na skraju, wysunął się gwałtownie z Shina, który westchnął ciężko z twarzą wciśniętą w materac. – Wolisz być na górze czy na dole? – spytał, a Shinya aż podniósł głowę zerkając na nich znad ramienia. Toshiya bez słowa położył się na plecach obok Shina i wciągnął go na siebie, dopiero wtedy dotarło do perkusisty co oni mają zamiar zrobić. Wzwód Shinyi został ściśnięty pomiędzy jego brzuchem, a Toshiyi, a tyłek wyeksponowany na Die.
- Wejdź w niego – zaszeptał Daisuke wpatrując się jak urzeczony z bliska jak penis basisty wsuwa się w rozluźnioną szpareczkę chłopaka. Aż jęknął i nachylił się w kierunku penisa znikającego w odbycie ich kochanka, wysunął język liżąc część, która jeszcze się nie wsunęła. Shinya krzyknął, a Toshiya sapnął całując gwałtownie perkusistę, który nawet jakby chciał nie miałby siły się odsunąć.
Gitarzysta podniósł się i przysunął biodra do tyłka Shinyi, który był rżnięty przez Harę coraz mocniej i szybciej. Zagryzł wargę kładąc władczo dłonie na biodrach Shinyi i potarł penisem o szparkę zajętą przez fiuta Toshimasy, który zatrzymał się czekając na dalszy rozwój wypadków. Shin z trudem oderwał się od ust kochanka.
- Chłopaki, ale chyba nie chcecie na poważnie… - zaczął, ale zaraz poczuł język Toshiego w ustach, a jego ramiona oplatające w pasie by nie mógł się ruszyć. – Nnn! – zajęczał czując mocne napieranie na dziurkę, nie wiedział, jak to zniesie, ale penis Toshiyi był naprawdę wielki, a jego dziurka na pewno nie była w stanie przyjąć w siebie jeszcze jednego prawie tak samo dużego członka.
- Argh! – warknął w usta Toshiyi gryząc go w dolną wargę aż do krwi czując jak główka penisa Die zagłębia się w jego ciele.
- Kurwa – syknął Toshiya zlizując krew z wargi i patrząc na Shinyę zaciskającego powieki spod których wypłynęły łzy. – Die, czekaj – dodał widząc ból na twarzy kochanka, gitarzysta przestał na niego napierać dysząc ciężko, ciasnota jaka otulała główkę jego penisa była niesamowita.
- B-boli – stęknął cicho Shin wciągając gwałtownie powietrze. – Wyjdź – wyszeptał drżącym głosem poruszając nerwowo biodrami, syknął od razu, a Die i Toshi zajęczeli z przyjemności. Daisuke nie posłuchał jednak i jednym, mocnym ruchem wbił się w tyłek Terachiego, który zawył z bólu.
- Ja pierdolę! – zapiszczał cienkim głosikiem spinając się. – Pojebało cię?! – zawarczał nie ruszając się.
Toshiya zagryzł zranioną wargę czując rozkoszne pulsowanie odbytu Shinyi i penisa Daisuke, który zaczął powoli się poruszać w kochanku. Perkusista stęknął czując ruch w maksymalnie rozciągniętej szparce, a po chwili jęknął z przyjemności połączonej z bólem gdy i Totchi zaczął się w nim poruszać, uczucie było na początku bolesne, ale później przyjemność mieszała się z bólem i Shinya nie bardzo wiedział czy jęczy z bólu czy przyjemności.
W pokoju unosił się zapach seksu, potu, a ciszę przerywały pomruki, jęki i krzyki rozkoszy, którą dawali sobie nawzajem mężczyźni.
Die i Toshiya zsynchronizowali ruchy rżnąc ciasny tyłek perkusisty, a Shin całował namiętnie wargi Hary, który odwzajemniał jego pieszczotę. Gitarzysta przesuwał dłońmi po ciele Terachiego opierając czoło o jego łopatkę i dysząc ciężko, przyjemność odbierała mu zmysły i było mu tak cholernie dobrze.
- Tak! Tam! – zawył nagle Shinya czując dotyk w czułym punkcie. – Jeszcze! – zażądał ochryple mocniej się wypinając.
- Naszej małej dziweczce się spodobało? – zaśmiał się Die liżąc plecy blondyna, który prężył się pod dotykiem swoich kochanków.
- Kurwa, Die… - wychrypiał z ledwością Toshiya czując mięśnie dziurki Shinyi i penisa Die. – Już nie mogę…! – krzyknął i doszedł jako pierwszy spuszczając się w tyłeczku perkusisty.
- Nnn! – zaskomlał Shin czując jak zaczyna brakować mu tchu. – Och! – stęknął tryskając między swój brzuch, a Toshiyi, jego szpareczka pulsowała rozkosznie ciągnąc Daisuke za nimi. Krzyknął głośno mamrocząc pod nosem gdy zalewał spermą dziurkę kochanka. Penis Toshimasy zmiękł i wysunął się już z odbytu, a Die zaraz po nim.
Cała trójka oddychała ciężko dochodząc powoli do siebie, Shinya nie miał siły sturlać się z ciała Toshiyi więc leżał dalej na nim, a Die położył się obok ciągnąc za sobą blondyna, który ułożył się pomiędzy nimi.
- Kocham was – wyszeptał cicho Shinya rumieniąc się uroczo, a Die uśmiechnął się kątem ust zaś Toshiya cmoknął go w spocone czoło.
- My ciebie też – odparł Totchi za siebie i Die.
- No – przytaknął inteligentnie gitarzysta całując szczupłe ramię chłopaka.
- Mmm… - zamruczał, jak zadowolony kociak wtulając się w klatkę piersiową Toshiyi czując, jak Die przylega do jego pleców naciągając na nich cienką kołdrę.
- Dobranoc – szepnął Shin.
- Dobranoc, kochanie – uśmiechnął się Toshiya wpatrując w słodką twarzyczkę blondyna, który momentalnie zasnął.
- Dobrze było, co? – spytał Die gładząc przez kołdrę biodro Shina. – Lepiej niż można by sobie wyobrazić…
- Uhm… musimy koniecznie to powtórzyć – mruknął basista. – Ale na razie dajmy temu spokój, nie chcę by płakał przez nas.
- Ja też nie chcę – odparł natychmiast Die spoglądając w ciemne oczy Hary. – Kocham go.
- Ja też go kocham – Toshiya pogładził zarumieniony policzek śpiącego kochanka. – A on kocha mnie.
- I mnie – dodał Die uśmiechając się melancholijnie. – Dziwne, co?
- To, że kocha nas obu? – spytał zdziwiony Totchi. Nie takie rzeczy dzieją się na świecie przecież.
- Nie, nie – parsknął cichym śmiechem Andou. – Chodziło mi o naszą relację. Że ty, ja i on… nikogo nie ranimy, Shin nie musiał żadnego z nas odtrącać…
- Huh, no tak – Toshi odwrócił wzrok, jakby był zawstydzony. – Trochę dziwne.
Na moment zapadła cisza przerywana głębokim oddechem perkusisty.
- Pocałowałeś mnie – wyszeptał nagle Die, a Toshiya zagryzł napuchniętą wargę. – Czemu?
Basista zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią, nie bardzo wiedząc jak ubrać w słowa swoje myśli.
- Nie drąż tego, hm? – mruknął spoglądając zagadkowym wzrokiem na Daisuke.
- Chcę wiedzieć – naciskał mężczyzna chwytając dłoń basisty i splatając z nim palce. Z jednej strony był po prostu ciekaw, ale z drugiej naprawdę chciał wiedzieć dlaczego Toshiya go pocałował skoro twierdził, że pocałunek jest bardziej intymny od samego seksu. Z Shinyą całował się kiedy tylko mógł, ale jakoś nigdy nawet nie cmoknął w policzek starszego mężczyznę co dopiero mówiąc o namiętnym pocałunku z językiem gwałcącym jego gardło. Ścisnął jego dłoń uśmiechając się delikatnie, a Toshimasa westchnął ciężko wiedząc, że nie uniknie odpowiedzi. Zamknął na chwilę oczy po czym otworzył je i najpierw spojrzał na śpiącego ukochanego wtulonego w jego bok, a po chwili na Die, który patrzył mu prosto w ciemne oczy.
- Kocham cię – odparł prosto z mostu patrząc wprost w zszokowane oczy gitarzysty. – Kocham. Dlatego.
Daisuke zatkało. Nie wiedział co powiedzieć, nie wiedział co myśleć, więc puścił szybko dłoń basisty odsuwając się delikatnie by nie obudzić kochanka. Wyskoczył z łóżka ubierając się pospiesznie, a Toshiya milczał i przyglądał mu się z kamiennym wyrazem twarzy. Die obejrzał się nerwowo za siebie, ale gdy napotkał wzrok basisty odwrócił głowę w drugą stronę.
Totchi zamknął oczy, a po chwili usłyszał jak Daisuke opuszcza mieszkanie, kochanek w jego ramionach przeciągnął się leniwie uchylając powieki. Zmarszczył brwi czując brak drugiego mężczyzny za sobą.
- Gdzie Die? – spytał mruczącym tonem cmokając sutek Toshiyi, który uśmiechnął się słabo.
- Poszedł kupić papierosy – powiedział co mu pierwsze przyszło do głowy, a Shin mruknął coś ponownie zasypiając. Hara spojrzał w widoki za oknem – panorama Tokio z czterdziestego piątego piętra o trzeciej w nocy była naprawdę imponująca jednak mężczyzna nie potrafił docenić jej piękna, jak zawsze kiedy tylko na nią spoglądał. Po jego policzku spłynęła samotna łza, a ciszę przerwał dźwięk pękającego serca…
_________________________________________________________________________________________
Zraniłam Toshiyę ;( Kochanie, wybacz mi :(
Jako, że nie jest to kolejna część 'Winy' na komentarze odpowiem pod kolejnym partem ;)
Przepraszam za błędy, ale Ghostface tak mnie popędza, że nie poprawię nic więcej -.-'
Oczywiście scenę seksu pisałam w pracy xD w biurze mam dziki napływ weny, szkoda tylko, że nie mam już ani chwili na pisanie, ale postaram się chociaż raz na dwa tygodnie wstawić coś choć mam nadzieję, że dam radę częściej.
Poproszę SIEDEM komentarzy ;)


Wiesz, że Cię kocham? <3 Tytuł był odjechany, a ficzuć tak bardzo mi się spodobał - cud, miód, malina. "Och, kochanie, nie daj się prosić. Shin potrzebuje twojego wielkiego fiuta" - te słowa sprawiły, że miałam wielkiego banana na ryju. XD Serio, przez chwilę byłam zła na Kaoru, bo nie wierzył, że Kyo choruje, a już osądzał. Nieźle go zatkało, gdy okazało się, że Kyo rzeczywiście jest niezdrowy. Chociaż z drugiej strony, żal mi było Kaoru, uczucia dały mu się we znaki. Kurde, szkoda, że wcześniej nie zdobyli się na odwagę i nie powiedzieli o swoich uczuciach, byłoby łatwiej. Jestem zadowolona, bardzo. Świetne to było. A co do bonusa, to chyba nie muszę mówić, ale powiem. Był piękny, ale jednocześnie smutny, aż mi się łezka w oku zakręciła. Dziękuję Ci zadedykowanie tego "dodatku". Czuję się wyróżniona. :D Zaraz popędzam, no xD Po prostu kocham czytać Twoje ficzusie. Żadnych błędów nie było, bynajmniej ja takowych nie zauwazyłam. Zyczę mnóstwo weny i... dobra pogadamy na skype. :*
OdpowiedzUsuńŻadko czytam fanficki z Diru jednak ten mi się baaaardzo spodobał! "Oh, kochanie nie daj się prosić. Shin potrzebuje twojego wielkiego fiuta." - to zdanie mnie powaliło! Zmieniłaś wygląd bloga! Łdnie! Bedziesz coś pisała o Yasu? Bo ja osobiście go baardzo lugię i wielce cierpię z powodu małej ilości ff o nim. Wiedz równierz że nie piszę komentarzy pod pszymusem! Broń Boże! Tak więc życzę weny i komentarzy "NIE POD PRZYMUSEM"
OdpowiedzUsuńZafaliste. Podobają mi się tutaj ich charaktery, mam na myśli Kyo i Kaoru. Kochana, nie martw się, Ciebie przynajmniej bierze w pracy. Ja mam tak, że kładę się spać, wtedy przychodzą mi fajne pomysły i se zawsze powiem "a tam, zapiszę jutro", a na następny dzień wstaje i nie pamiętam jakie to były pomysły =.=
OdpowiedzUsuńUsunęłaś ten zajebisty nagłówek >.<
A Ciebie to normalnie kiedyś ubiję i w ogóle <3 i nasze telefony też nie są chętne odkąd wyjechałam z Poznania T_T mszczą się na nas! mówię Ci, to za te wspólne noce XDD
OdpowiedzUsuńŻe też sama musiałam znaleźć Twój adres bloga, ale za to znalazłam swoje komentarze i omg XD czytałam o Kazim to mi się przypomniały stare dobre czasy :D jak byłyśmy młode i piękne... XD Ty wiesz, że ja lubię, prawda? :D Pamiętasz jak zmuszalam Cię do pisania? XD Wiesz, że nasz blog dalej istnieje? XDD (jeest taaaki śliczny!)
Co do ficka, wiesz, że uwielbiam wszystkie Twoje notki i chłonę wszystko nie patrząc kto jest z kim w parze XD mamy coś wspólnego i Ty wiesz co :D
Bardzo spodobało mi się to opowiadania (i nie zapominajmy o bonusie) ale czuję pewien niedosyt w rozwoju sytuacji zarówno w przypadku Kaoru i Kyo jak i trójkącika, i tu nasuwa się moje pytanie... czy jest szansa (chociażby nikła) na kontynuację tej historii??? Chciałabym dowiedzieć się jak dalej poprowadziłabyś związek Kaoru z wokalistą oraz jak Die przetrawi wiadomość basisty i co za tym idzie co z tego wyniknie. Podoba mi się sposób w jaki piszesz. Sprawia że chcę więcej
OdpowiedzUsuńLalalulu;)
Ja Cię normalnie - KOCHAM!!! Jestem Bardzo wdzięczna, że dla mnie się przemogłaś;D Opko po prostu cudowne! Wielbię twój talent; Niesamowite, że Kaoru w nim tak jak ja nielubi zwierząt i z winy papierosów nie może złapać tchu po zaledwie kilku piętrach:P Jeśli chodzi o komentarze to trochę mi smutno, że odnosisz takie wrażenie, moje komentarze nigdy nie są "pod przymusem", gdybym nie chciała nie pisałabym ich a Ty z całą pewnością zasługujesz na pochwały, więc je dostajesz:D bo wszystko z pod Twojej ręki jest niesamowite:)
OdpowiedzUsuńGenialne. Jeden z lepszych ficków o Diru jakie czytałam. Tylko trochę mi smutno że nie ma kontynuacji bo baaardzo mnie ciekawi co się stanie dalej. Tak więc powodzenia i życzę weny.
OdpowiedzUsuńTo było takie... podniecające! Normalnie kocham tego ficka. Ale Shinya miał atrakcję... xD Naprawdę cudowne! Podziwiam cię za to, co napisałaś <33
OdpowiedzUsuńWeny życzę!