sobota, 30 lipca 2011

Uruha & Kazi (FEST VAINQUEUR) - "Candle"




Postanowiliśmy z chłopakami zakosztować normalnego życia przeciętnego człowieka. Kai pożyczył od znajomego samochody, nie grzeszące nowością oraz wynajął pokoje w jakimś podrzędnym motelu na obrzeżach miasta. Czemu chcieliśmy to zrobić? Mieliśmy kilka dni wolnego i po prostu… odwaliło nam. Chociaż może to złe określenie. Każdy z nas w głębi ducha w jakimś małym stopniu zatęsknił za takim zwykłym życiem. I dlatego to robiliśmy. A ja postanowiłem… że zaproszę jeszcze kogoś – basistę Sincrei. Od dawna mnie już kręcił i teraz była szansa na dopadnięcie go. Wiedziałem, że lubi mężczyzn i chyba tylko ich, bo nigdy nie widziałem, żeby prowadził się z jakąś dziewczyną. Więc szansę miałem.
W dniu wyjazdu spotkaliśmy się na jakimś mało eleganckim parkingu gdzie czekały nasze auta. Były trzy – jednym miał jechać Kai z Reitą, drugim Aoi i Ruki, a trzecim ja z Kazim. I, cholera, żadnego z tych samochodów nie można było nazwać cenzuralnie. Nie były złe, ale zdecydowanie byliśmy przyzwyczajeni do drogich, szybkich i luksusowych wózków.
- Cześć wszystkim – zawołał Kai stawiając swoją niewielką torbę podróżną obok siebie. – Wyspani? – spytał wesoło potrząsając dłonią w której miał kluczyki do samochodów. Każdy burknął coś pod nosem. Jak można być wypoczętym o czwartej rano? Nie wiem w jakim celu spotkaliśmy się tutaj tak wcześnie. Tym bardziej, że to miało być wolne! Chłopacy zaczęli ze sobą gawędzić odnośnie wycieczki, a ja stałem z boku naburmuszony.
- Hej, Uru – usłyszałem obok siebie aksamitny głos basisty Sincrei. – Zmień minę, bo wszystkich straszysz – dodał rozbawiony klepiąc mnie po ramieniu. Spojrzałem na niego mrużąc oczy.
- Nie mów, że chciało ci się wstawać tak wcześnie – parsknąłem jednak uśmiechnąłem się do niego. Uwielbiałem go i nic na to poradzić nie mogłem.
- Przecież zawsze tak wstajemy – odparł wzruszając ramionami.
- Ale mamy wolne – wymamrotałem podłamany tym, że on nie jest przejęty. Nikt nie był oprócz mnie.
- Daj spokój – odezwał się po chwili. – Zobaczysz, że będzie… fajnie – wyszeptał pochylony w moją stronę. Czy on chciał, żebym tylko ja to usłyszał? I czy on chciał mi coś zasugerować?! Nie odezwałem się już słowem. Tanabe rzucił kluczyki w kierunku Aoia i Rukiego i w naszą. Kazi złapał i pomachał mi nimi przed nosem. Uff, i tak nie chciałem prowadzić tego… złomu na kółkach. No, dobra. Przesadziłem, ale byłem tak mocno przyzwyczajony do wygód, że te auta wydawały mi się być… niezbyt bezpieczne.
- Chcesz pierwszy poprowadzić? – wymruczał brunet pakując na tylne siedzenie nasze torby. Pokręciłem głową i wsiadłem po stronie pasażera. Kazi zaśmiał się cicho i również wsiadł do Nissana. Uruchomił silnik, który o dziwo od razu zapalił. Pozostałe dwa Patrole już ruszyły, a my z małym opóźnieniem pojechaliśmy za nimi. Nie mogłem przestać spoglądać na uda basisty na których napinał się materiał spodni gdy wduszał pedały i na jego ręce – jedną miał na kierownicy, a drugą płynnie zmieniał biegi. Zasłoniłem sobie lewy policzek włosami i starałem się by nie zauważył, jak pożeram go wzrokiem. Może to wcale nie był taki dobry pomysł z tym zaproszeniem? Zanim dotrzemy umrę z pragnienia i jeszcze mam z nim wytrzymać w jednym pokoju przez sześć dni?
Mężczyzna jakoś nie palił się do rozmowy będąc skupionym na prowadzeniu pojazdu, a ja uciąłem sobie małą drzemkę. Obudziło mnie szarpnięcie i głośny dźwięk trąbienia.
- Co jest kurwa? – warknąłem otwierając oczy. Spojrzałem na Kaziego, który uśmiechał się głupkowato.
- Właśnie wyprzedziliśmy chłopaków – odparł z chichotem wduszając pedał gazu do oporu.
- Że co proszę? – spojrzałem na niego jak na idiotę. W tej chwili był nim w stu procentach.  Chciałem dodać coś jeszcze, ale w tej samej chwili obok nas pojawił się Nissan z Aoiem za kierownicą. Ruki machał do nas uśmiechając się szeroko. Gitarzysta dał po zaworach i wyprzedził nas.
- Fuck – mruknął brunet patrząc za oddalającym się samochodem. Nie pojmowałem tego.  Co im wszystkim strzeliło do głów?!
- Kazi, z łaski swojej przestań. Jeszcze spowodujesz wypadek – poprosiłem w miarę spokojnie. Chłopak wzruszył ramionami uśmiechając się kącikiem ust. Uch, to było gorące!
- Raczej Kai z Reiem coś wywiną. Cały czas są ostatni. Najwidoczniej Reita ma… do roboty coś innego niż my – uśmiechnął się złośliwie. Uniosłem pytająco brwi.  – Odwróć się i sam zobacz.
Posłusznie spojrzałem do tyłu i oniemiałem widząc Kaia z rozmarzonym wyrazem twarzy i Reitą… którego widać nie było. Nie trudno się domyślić gdzie był i co robił. Nie skomentowałem tego, a chłopacy do końca drogi się wyprzedzali, trąbili na siebie i zajeżdżali sobie drogę. W pewnej chwili nawet niedobrze mi się zrobiło tak szarpało autem.  Gdy zajechaliśmy pod motel w którym mieliśmy zamieszkać na kilka dni czułem, jak mój żołądek wariuje. Aoi z Rukim śmiali się głośno, a Kai z Reitą objęci dyskutowali o czymś zawzięcie. Mój towarzysz zabrał nasze bagaże i wszyscy skierowaliśmy się do recepcji odebrać klucze. Po dziesięciu minutach mogliśmy iść. Kurwa, tylko jedna winda? Westchnąłem sfrustrowany. Aoi spojrzał na mnie marszcząc brwi, ale nie odezwał się słowem. Yutaka, Yuu, Matsumoto i Akira wsiedli do windy, a my się już nie zmieściliśmy. Dałbym głowę, że dalibyśmy radę, ale Kazi przytrzymał mnie za ramię zmuszając do zostania w miejscu.
- Nie będziemy się wciskać – powiedział spoglądając dzikim wzrokiem na wnętrze windy. Nie wiem o co mu chodziło. Winda jak winda. Niezbyt nowa, naprzeciwko drzwi było spore lustro, a ściany były ciemnoczerwone. Światło słabe i nadawało jej taki… dziwkarski wygląd.
- Jasne – odparł za wszystkich Suzuki. Drzwi się zasunęły i winda z cichym rzępoleniem zaczęła wjeżdżać na czwarte piętro. Właściwie to moglibyśmy iść po schodach zamiast czekać na to cholerstwo, ale gdy zaproponowałem to basiście ten tylko pokręcił głową i chwycił mnie za nadgarstek, żebym się nie ruszył. Wywróciłem oczami i tupiąc nogą jak małe dziecko z wydętymi ustami czekałem aż winda powróci na parter. Zjechała po dziesięciu minutach. Nie wiem czy jechała tak wolno, bo jest stara czy dlatego, że chłopaki coś tam odpierdalali przy wysiadaniu. Wszedłem do kabiny, a za mną Kazi. Drzwi zasunęły się i ruszyliśmy w górę. W pewnym momencie chłopak wdusił przycisk stopu i zatrzymaliśmy się z cichym skrzypnięciem.
- Co ty robisz? – spytałem patrząc na niego niepewnie. Jazdę samochodem wytrzymałem, ale teraz… tutaj… sam na sam z tym gorącym facetem to było naprawdę za dużo dla mnie.
- Ta winda strasznie do ciebie pasuje, wiesz? – spytał schrypniętym głosem od którego miałem ciarki na całym ciele. Przełknąłem ślinę.
- W jakim sensie?
Mężczyzna milczał przez chwilę patrząc na mnie znacząco. W przyćmionym świetle żarówki wyglądał jeszcze bardziej pociągająco niż zwykle. Zbliżył się do mnie zmuszając mnie do cofnięcia się aż dotknąłem plecami ściany prostopadłej do tej z lustrem. Oparł dłonie po bokach mojej głowy i pochylił się w moją stronę.
- Jest taka… wyzywająca – wychrypiał cicho. – Jak dziwka – dodał oblizując usta. – Jak ty
Stałem sparaliżowany wpatrując się w jego oczy. Co on do mnie mówił? Że jestem dziwką?!
- Ja… - zająknąłem się odwracając głowę w stronę lustra i to co w nim zobaczyłem spowodowało, że zacząłem twardnieć. Ja oparty o ścianę i Kazi prawie opierający się o mnie z dłońmi opartymi tuż przy mnie. Jego usta znajdowały się tak cholernie blisko mojej szyi, że czułem gorący oddech owiewający ją.
- No, powiedz, Uru – zamruczał kocim głosem. – Ten twój wzrok mówiący „weź mnie tu i teraz”, prowokujące ruchy, seksowny głos… Jesteś jak ta winda. Nawołujesz do grzeszenia – wysapał i przywarł wargami do mojej szyi. Jęknąłem cicho zamykając oczy. Mężczyzna westchnął w moją skórę i odsunął się by spojrzeć mi w oczy. Niepewnie odwróciłem głowę w jego stronę podnosząc leniwie powieki.
- To co, Kouyou, będziesz moją… dziwką? – spytał prowokująco z seksownym uśmiechem na ustach. Zadrżałem. Nie odpowiedziałem, ale postanowiłem wykorzystać sytuację. Zagryzłem wargę i spuściłem wzrok. Brunet zaśmiał się cicho, miękko i dźwięcznie. Przyparł mnie mocno do ściany, wsunął palce pod brodę, uniósł moją głowę i pocałował prosto w usta. Jeśli to było możliwe stwardniałem jeszcze bardziej. Objąłem go ramionami w pasie przyciągając do siebie jak najbardziej się dało. Językiem wdarł się do wnętrza moich ust i wręcz gwałcił je swoim narządem smaku. Dyszałem w jego rozchylone usta wysuwając język, ale nie pozwolił mi wejść. Cały czas poruszał swoim pieszcząc mój własny. Jego dłonie wsunęły się w moje włosy i miałem gdzieś fakt, że rozwali mi fryzurę, którą układałem przed wyjściem. Szarpnął za kosmyki sprawiając, że otworzyłem szerzej usta. Naparł swoimi biodrami na moje i mogłem poczuć jak bardzo jest podniecony. Zacząłem pozbywać się jego ubrań, żeby jak najszybciej dostać się do nagiego ciała. Nie obchodziło mnie to, gdzie byliśmy i że ta winda w każdej chwili mogła zostać uruchomiona z powrotem.
Chłopak odsunął się na chwilę by zrzucić z siebie rozpiętą bluzę i koszulkę, po czym zabrał się za moją garderobę. Gdy byłem półnagi tak, jak on przesunął paznokciami po moim torsie zostawiając czerwone ślady. Syknąłem z bólu, a on tylko się uśmiechnął perwersyjnie. Bez słowa zaczął pozbywać się moich spodni i bokserek. Po chwili stałem przed nim całkowicie nagi, a ona wpatrywał się w moje ciało płonącym wzrokiem. Sięgnął dłonią w kierunku mojej sterczącej męskości i ścisnął ją mocno. Poczułem ból pomieszany z przyjemnością. Sapałem gdy zaczął szybko poruszać dłonią i od czasu do czasu drapać paznokciami po całej długości. Krzyknąłem poczuwszy na jądrach jego drugą dłoń. Wiedziałem, że długo nie wytrzymam jeśli będzie robił tak dalej.
- Ka-azi – wyjęczałem słabo. Pieszczoty bruneta doprowadzały mnie do szału.
- Zamknij się – warknął w moją stronę. Spojrzałem na niego zaskoczony, ale po chwili tak mocno ścisnął mojego penisa, że zacisnąłem powieki i jęknąłem donośnie. Puścił moje przyrodzenie i odwrócił mnie plecami do siebie. Oparłem się rozgrzanym torsem o zimną ścianę windy. Usłyszałem za sobą dźwięk rozpinanego rozporka i po chwili mężczyzna przytulił się do mnie muskając wargami moje ramię. Po jego agresywności nie został nawet ślad, ale wiedziałem, że to tylko zasłona dymna. I, kurwa, bóg mi świadkiem podniecało mnie to na maksa.
- Wiesz co? – wychrypiał podnieconym głosem. – Mam zamiar cię tak zerżnąć, że przez tydzień nie usiądziesz i będziesz sobie przypominał dlaczego nie możesz tego zrobić – dodał agresywnym tonem wgryzając się w moją szyję. Odchyliłem głowę do tyłu z jękiem. Podniecało mnie to.
- Proszę… - szepnąłem. – Pieprz mnie. Mocno! – wypchnąłem w jego kierunku pośladki ocierając się mocniej o jego twardą męskość. Mężczyzna pobawił się chwilę moim penisem, a po chwili zaczął go mocno pieścić. Prawie doszedłem czując jak zagłębia się we mnie jego przyrodzenie. Od razu przystąpił do ostrego posuwania mojego tyłka. Krzyczałem głośno, gdy wsuwał się do samego końca i zaciskał dłoń na moim fiucie. Pierwsze uderzenie w prostatę prawie zwaliło mnie z nóg i z głośnym jęknięciem doszedłem spuszczając się na ścianę. Kazi jęczał za mną dalej mnie pieszcząc. Co chwilę trafiał w mój czuły punkt nie zważając na to, że przeżyłem orgazm. Nie minęło wiele czasu jak znów zacząłem twardnieć w jego dłoni.
- Widzę, że mojej dziwce się to spodobało, hm? – wydyszał ciężko. – Spójrz na siebie, Uruha, spójrz jaka z ciebie dziwka i jak bardzo pasujesz do tej pieprzonej windy – oddychając ciężko spojrzałem na lewo, gdzie było nasze odbicie w lustrze. Jęknąłem na ten widok, który prawie doprowadził mnie do ponownego dojścia. Stałem oparty o ścianę rżnięty przez basistę, który mocno ściskał mojego zaczerwienionego penisa.
- Kazi, pieprz mnie – jęknąłem. – Błagam, rżnij mnie mocniej! Zerżnij mnie jak dziwkę!
Posłuchał od razu. Wbił się we mnie tak mocno, że zobaczyłem mroczki przed oczami i oparłem się czołem o ścianę dysząc głośno. Zaczął mnie pieprzyć naprawdę ostro chaotycznymi ruchami bioder co rusz trafiając w prostatę. Doszedłem z jego imieniem na ustach po raz drugi zalewając ścianę. Brunet doszedł zaraz po mnie wypełniając mnie swoją spermą. Oparł się o moje plecy i dopchnął do ściany. W całej windzie zapanowała cisza przerywana naszymi głośnymi oddechami. Czułem jak bardzo byliśmy mokrzy od potu i nasienia, ale nie przeszkadzało mi to. Mimo zmęczenia czułem się cholernie szczęśliwy i zadowolony. Kazi odsunął się ode mnie odwracając mnie przodem do siebie. Stałem na drżących nogach i czułem jego soki spływające po moich udach, ale to nie było ważne.
- Czy jeśli kupię ci taką windę, powtórzymy to jeszcze? – spytał całując mnie w usta. Zaśmiałem się cichutko.
- Chcesz mi kupić windę? – byłem naprawdę rozbawiony jego pomysłem. Głupek z niego.
Mężczyzna milczał przez chwilę poczym przytulił się do mnie i spojrzał na nasze odbicie w lustrze.
- Zrobię wszystko, żeby to zrobić jeszcze i jeszcze i jeszcze… - mruczał odwracając głowę w moją stronę. Uśmiechnąłem się, a po chwili poczułem na wargach jego usta. Całował mnie wolno, subtelnie i delikatnie. Językiem pieścił mój język i gdyby nie to, że naprawdę byłem wykończony pewnie chciałbym się zabawić jeszcze.
- A bez takiej windy nie możemy? – popatrzyłem na niego z szerokim uśmiechem. Wyszczerzył się do mnie.
- Tylko taka do ciebie pasuje – zachichotał. – Prowokuje do grzechu i budzi we mnie bestię – dodał i ponownie wpił się w moje usta tym razem całując mnie wręcz brutalnie. Oddałem pocałunek z takim samym zaangażowaniem wsuwając palce w jego włosy. Nie miałem więcej pytań. 




______________________________________________________________________________



W tekście pojawił się pewien błąd: Kazi nie jest basistą tylko perkusistą. Wszystkich urażonych czytelników przepraszam, a poprawiony tekst zostanie podmieniony z błędną wersją już niedługo. Mianowicie wtedy kiedy ta informacja zniknie ^^

2 komentarze:

  1. muahahahaha *_*
    to było boskie idealny lemon na poprawę humoru - pisz więcej takich <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne! "- Wiesz co? – wychrypiał podnieconym głosem. – Mam zamiar cię tak zerżnąć, że przez tydzień nie usiądziesz i będziesz sobie przypominał dlaczego nie możesz tego zrobić – dodał agresywnym tonem wgryzając się w moją szyję." <= To sprawiło, że zrobiło mi się gorąco.

    OdpowiedzUsuń