- Mam cię serdecznie dość – wydyszał Reita patrząc ze złością na lidera, który jak gdyby nigdy nic stukał palcem w blat stołu. Chłopak spojrzał na basistę przewracając oczami. Nie odezwał się jednak.
- Co jest? – Aoi nie bardzo zorientowany w sytuacji patrzył to na jednego to na drugiego.
- Niech on ci powie! – krzyknął rozeźlony Rei. – Bo do mnie się nie odzywa! – dodał jeszcze głośniej i zacisnął pięści. Jego oczy ciskały gromy podczas, gdy Kai nie zwracał na to żadnej uwagi.
- Emm… Kai? – Yuu spojrzał zdziwiony na lidera. Westchnąwszy mruknął:
- Sam jest sobie winien – powiedział tak, jakby to wszystko miało wyjaśniać. – Cnotka! – prychnął w kierunku Reity i bez mówienia czegokolwiek więcej opuścił kuchnię. Aoi wpatrywał się zszokowany w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się perkusista.
- Ja mu dam cnotkę – warknął Reita i wybiegł z kuchni. Shiroyama uśmiechnął się pod nosem. Lepiej się stąd wyniosę zanim usłyszę lub zobaczę coś… nie dla mnie, pomyślał ubierając kurtkę. Krzyknął „cześć” i wyszedł z mieszkania pogwizdując cicho.
Reita wtargnął do sypialni Tanabe, ale nie zastał go w niej. Usłyszał plusk wody w łazience. Tu cię mam, przeszło mu przez myśl i bez chwili namysłu skierował się do łazienki. Otworzył z rozmachem drzwi i ujrzał przed sobą… zupełnie nagiego lidera. Przełknął ślinę. Może i Yutaka miał rację, że Reita jest cnotką. Byli ze sobą od kilku tygodni, ale nie posunęli się dalej niż kilka niewinnych całusów. Basista miał opory, których nie potrafił pokonać. Nie miał nic przeciwko gejom, ale… gdy okazało się, że sam nim jest, chociaż może tak nie do końca, bo tylko Kai go pociągał w sensie fizycznym, to ogarnęły go wątpliwości co do sfery ich życia seksualnego, którego jak na razie nie mieli. Z winy Reity. A Kai się wściekał. Nierozładowane napięcie seksualne lidera oddziaływało także na resztę zespołu. Kai stał się drażliwy i jeszcze bardziej wymagający i upierdliwy niż zwykle. A Reita chodził naburmuszony. Może i Yutaka sam sobie dogadzał, ale to jednak nie było to samo, co współżycie z ukochaną osobą.
- Reita, co do kurwy, tu robisz?! – wrzasnął Kai nawet nie starając się zakryć.
- Mieszkam, jakbyś nie wiedział – wycharczał basista.
- Tutaj, Reita, tutaj! – perkusista cały czerwony na twarzy wpatrywał się uporczywie w Reitę.
- Tutaj stoję – warknął. – I mam zamiar pokazać ci jaka ze mnie cnotka! – dodał zrzucając z siebie koszulkę. Kai patrzył na niego zszokowany. Reita…? Zamierza…? Chłopak został popchnięty w kierunku prysznica i siłą wprowadzony do środka. Basista zrzucił z siebie resztę ubrań i wsunął do kabiny zasuwając za sobą drzwi. Odkręcił ciepłą wodę i przyparł swojego chłopaka do zimnych płytek.
- Zobaczysz na co mnie stać – wysyczał Reita dociskając się do Kaia. Poczuł, że mężczyzna zaczyna reagować na jego bliskość mimo tego, że próbował się oswobodzić. Reita chwycił nadgarstki chłopaka i uniósł je nad głowę perkusisty. Nie czekając na nic dłużej przywarł agresywnie do warg ukochanego. Rozwarł je językiem i wtargnął do ust penetrując je gwałtownie. Był to ich pierwszy taki pocałunek i Kaiowi bardzo się spodobał. W ogóle zachowanie Reity go podniecało. Nie mógł się już doczekać tego, co będzie dalej. Język basisty gwałcił jego usta imitując to, co miało nastąpić później. Mocno zadrżał czując przy sobie ukochanego. Dotykał mocno jego torsu szczypiąc sutki. Dłonią pieścił penisa perkusisty, który drgał od dłuższej chwili w wzwodzie. Mocno go ścisnął wywołując syk wpuszczony prosto w usta basisty, który nie odpuszczał. Całował go coraz mocniej i coraz brutalniej. Pragnął wyładować swoją frustrację no i cholernie pragnął swojego chłopaka mimo, że miał obawy. Teraz? Teraz rozpłynęły się i zniknęły. Albo zostawił je przed drzwiami sypialni Tanabe. Jedyne o czym w tej chwili potrafił myśleć to całkowicie nagie ciało podnieconego lidera. Ciche sapanie dobiegło jego uszu, gdy przyssał się mocno do skóry na szyi chłopaka zostawiając czerwone ślady. Nie przejmował się tym co pomyślą inni widząc to. Chciał by mieli pewność, że Kai jest tylko jego i tylko on ma prawo do naznaczania jego ciała. Zsunął usta na klatkę piersiową i ugryzł chłopaka w sutek. Perkusista krzyknął cicho zaskoczony tym, co robił Akira. Jednak taka delikatna brutalność podobała mu się. Nie był masochistą, ale mocniejsze pieszczoty były tym czego teraz potrzebował. Od tak dawna pragnął poczuć smak Reity, że prawie wariował. Reita schodził ustami coraz niżej zostawiając szlaczek malinek wzdłuż torsu Kaia. Uklęknął przed nim i wsunął sobie do ust całą jego męskość. Ssał mocno i zawzięcie słuchając jęków, wzdychania i charczenia lidera, które były muzyką dla jego uszu. Przesunął językiem po całej długości wysuwając penisa z ust i dossał się do czubka muskając językiem dziurkę, która się tam znajdowała. Jedną dłonią wpijał się w biodro chłopaka, a drugą ściskał jego jądra. Czuł mrowienie w swoim kroczu, więc postanowił przystąpić do dzieła. Napędzała go adrenalina, która krążyła w jego żyłach. Nadal był wściekły na słowa Kaia i postanowił mu pokazać kto tu rządzi.
Ciepła woda oblewała ich ciała jeszcze bardziej je rozgrzewając. Wypuścił członka z usta i wstał. Wpił się w usta Kaia wymuszając na nim bardzo głęboki pocałunek. Dosięgał językiem gdzie tylko mógł. Jednak i to było w dalszym ciągu za mało. Musiał go poczuć. Musiał w niego wejść. Teraz. Już. Natychmiast! Mocno, gwałtownie, brutalnie. Gwałtownie odwrócił chłopaka do siebie tyłem wciskając go w ścianę. Kai gdy poczuł na co się zbiera zaczął protestowaćnaprawdę. To co dotychczas robił Reita było bardzo dobre, ale… bał się. To miał być jego pierwszy raz!
- Reita.. poczekaj! Ja nie… - jąkał się czując wyprężoną męskość basisty na swoich pośladkach. To miał być ich pierwszy wspólny raz i w ogóle pierwszy raz z mężczyzną! A Reita zachowywał się tak zaborczo i agresywnie, że Kaia zaczęła ogarniać panika. Szarpnął się, ale nie mógł się oswobodzić.
- Reita!!! – wrzasnął, gdy basista wszedł w niego swoją męskością rozciągając do granic możliwości jego ciało. Kaiem wstrząsnął dreszcz bólu i łzy zebrały się w oczach, a Rei był tak zaślepiony, że nie zważając na ciche już protesty swojego chłopaka, zaczął poruszać się w nim gwałtownie. Każdy wsunięcie się i wysunięcie penisa Reity doprowadzało Kaia do płaczu. Ból był tak niesamowicie silny, że Kai szlochał cicho, ale sapanie i dyszenie Reity oraz płynąca woda zagłuszały go.
Reita czuł, jak ciasny jest jego chłopak i czuł niesamowitą przyjemność. Woda spływała po jego ciele, a on pchał coraz mocniej we wnętrze ukochanego. Ciasność perkusisty doprowadzała go do skraju rozkoszy. Dreszcze przebiegały mu wzdłuż kręgosłupa jeden za drugim i mężczyzna czuł, że długo już nie wytrzyma. Był maksymalnie podniecony i potrzebował rozładować swoje napięcie. Obejmował go jednym ramieniem, a drugim ściskał nadgarstki nad głową perkusisty, który stał pochylony ze spuszczoną głową. Basista pomyślał, że jest mu równie przyjemnie jak jemu i że w końcu dopiął swego. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak się myli. Posuwał go mocno czując na swoim penisie jego zaciskające się ścianki, które starały się go wyprzeć z wnętrza Kaia, jednak Reita pchał najmocniej jak potrafił. Szybkie ruchy jego bioder, głośne dyszenie i chęć spełnienia to było to co nim teraz kierowało. Pchnął silnie jeszcze kilkakrotnie po czym doszedł zalewając wnętrze kochanka swoją spermą. Jęknął donośnie przytulając się do pleców drżącego Kaia. Wysunął się wolno z Yutaki z cichym westchnięciem.
- Mmm, kocham cię – zamruczał muskając wargami szyję mężczyzny. – Kai? – wyszeptał gdy nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Zsunął dłoń po boku Kaia docierając do biodra i otarł nią o… miękkiego członka swojego ukochanego. Czyżby nie zauważył kiedy ukochany doszedł? A gdzie prężenie się, jęczenie i krzyki?
- Kai? – spytał niepewnie odsuwając się. Wtedy dostrzegł strużki krwi spływające po udach perkusisty zmieszane z jego spermą. Przeklął cicho swoją głupotę. Perkusista wyrwał mu się i z cichym szlochem wybiegł z prysznica i łazienki po drodze łapiąc ręcznik. Chłopak stał jeszcze przez chwilę pod prysznicem czując się jak palant. Reita zakręcił wodę i puścił się biegiem za swoim chłopakiem po drodze wyzywając się skończonych kretynów. Zastał Kaia owiniętego w ręcznik, poruszającego się jakoś dziwnie nienaturalnie. Pakował właśnie swoją walizkę. Nie, moment. To była walizka Reity!
- Kai, co ty robisz? – wyszeptał Reita nie zwracając uwagi, że stoi nagi pośrodku sypialni i moczy podłogę. Perkusista spojrzał na niego ze łzami w oczach odwracając się do Reity.
- Pakuję cię, nie widać? – odezwał się zbolałym głosem i powrócił do przerwanej czynności.
- To widzę, ale dlaczego?! – basista powoli nie wytrzymywał. Był kompletnie rozbity. Najpierw Kai domagał się seksu, potem go prowokował, a jak już w końcu dostał to czego tak bardzo chciał, to odwalał jakąś szopkę.
- Jeszcze się pytasz? Po tym co zrobiłeś? – wyszeptał łamiącym się głosem Kai nawet nie patrząc na swojego chłopaka. Zamknął walizkę i wyniósł na korytarz. Akira podążył za nim w dalszym ciągu się nie zakrywając.
- Przecież tego chciałeś! – bronił się chłopak chociaż wiedział, że to bzdura.
- Owszem – potwierdził Tanabe. – Chciałem się kochać ze swoim chłopakiem, którego kocham. – urwał krzywiąc się, gdy próbował usiąść na kanapie. W końcu przysiadł sycząc z bólu. – Ale nie chciałem, żeby mój ukochany mnie brutalnie zgwałcił w złości, tak, jakbym był nic nie wartą dziwką – zakończył drżącym głosem ciaśniej owijając się grubym puchatym ręcznikiem. – Ubierz się i wynoś stąd – wychrypiał a po jego policzkach spłynęły łzy. Kochał Suzukiego całym sercem, ale on przekroczył granicę, która przerwała nić porozumienia, która ich łączyła. Znał porywczość Reity. Wiedział, że jest agresywny, ale nie spodziewał się, że mógłby wykorzystać to w seksie. Na dodatek bez pytania i zgody swojego własnego chłopaka.
- Ja… - Akira nie wiedział co ma powiedzieć. Zdawał sobie za to sprawę z tego, że Kai ma rację. Nie chciał jednak teraz wychodzić. Nie chciał się wyprowadzać. Jeśli zostawiłby go teraz udowodniłby tylko to, że wcale mu na nim nie zależy. Nagi upadł na kolana przed Yutaką, który odwrócił głowę byle tylko nie patrzeć na Akirę.
- Kai, nie chciałem, wybacz mi – szepnął cichutko. – Błagam, nie wyrzucaj mnie… z domu i ze swojego życia – poprosił ze łzami w oczach. Kai nie zareagował. Chłopak położył niepewnie dłonie na udach mężczyzny lekko je masując. – Kai, proszę, popatrz na mnie – wydyszał słabo czekając na jakąkolwiek reakcję. Nic nie nastąpiło. Podniósł się trochę opierając o nogi perkusisty i pochylił w stronę jego policzka na którym złożył delikatny pocałunek. Kai nawet nie drgnął. Reita ze łzami w oczach poszedł do łazienki, ubrał się i niepewnie wrócił do salonu w którym nadal siedział Kai w takiej samej pozycji w jakiej go zostawił.
- Tanabe… Yutaka… - szeptał wpatrując się w niego. – Naprawdę tego chcesz?
- Tak – głos Kaia przepełniony był żalem. Musiał dać nauczkę Reicie, żeby nigdy więcej tak nie zrobił. Może jeśli pomieszkają przez jakiś czas osobno to na pewno im przejdzie. Przestaną się kłócić i może… zapomni o tym, jak bardzo Akira go zranił.
- A-ale, Kai, przecież…
- Tak będzie lepiej – powiedział cichutko lider. – Muszę ochłonąć i dojść do siebie… a ty zastanów się nad swoją agresją i tym… gdzieją wykorzystujesz – dodał jeszcze ciszej, a po jego policzkach spłynęły nowe łzy. Chłopak zadrżał od hamowanego szlochu. Akira wyciągnął z kieszeni spodni klucze od mieszkania lidera i położył je na niskim, szklanym stoliku.
- Uke… - szepnął jeszcze, ale Kai gwałtownie pokręcił głową. Reita bez słowa skinął głową po czym wyszedł z mieszkania bezszelestnie zamykając za sobą drzwi. Zbiegł po schodach najszybciej, jak mógł. Opuścił budynek w którym znajdowało się mieszkanie Kaia i puścił się biegiem w stronę swojego, które stało puste. Czuł się jak ostatnia świnia po tym co zrobił swojemu ukochanemu. Cały się trząsł, ale nie chciał płakać. A przynajmniej nie na ulicy, gdzie ktoś mógłby go rozpoznać. Nie mógł sobie na to pozwolić. Reita nie okazuje publicznie swoich uczuć, o nie. Chciał schować się gdzieś w kącie mieszkania, upić się i wylać żale przed duchami swojego domu. cały czas widział Tanabe, którego tak bardzo skrzywdził. A przecież nie chciał! Chciał, żeby było mu równie dobrze jak jemu samemu. Żeby czuł się kochany i pożądany.
Samotna łza spłynęła mu po policzku, gdy wybiegał na ulicę nawet nie patrząc czy coś nie jedzie.
Jechało.
Ciszę nocy przerwał głośny dźwięk trąbienia, pisk opon i odgłos upadającego ciała na ziemię…
* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *
Kai do rana nie ruszył się z kanapy na której siedział. Jedynie na chwilę wrócił do pustej sypialni by ubrać koszulkę i rozciągnięte spodnie dresowe należące do Reity. Zostawił sobie coś co będzie mu go zastępowało podczas samotnych nocy.
Czuł palący ból między pośladkami, ale nie przejmował się nim. Zdał sobie sprawę, że nie powinien tak postąpić z Reitą. Mógł to załatwić inaczej. Przecież basista okazał skruchę. I sam wiedział, że tak naprawdę nie chciał go skrzywdzić! Całą noc myślał intensywnie o Akirze wpatrując się w klucze zostawione przez niego na stoliku i o tym co mu powie na próbie, która zaplanowana była na dziewiątą rano. Jednak on nie wyobrażał sobie ani sekundy na stołku przy perkusji. Za bardzo go wszystko bolało. Łącznie z duszą. Nieprawdopodobne? A jednak… był zraniony tym jak go potraktował basista, ale trochę go rozumiał. Kai nigdy mu przecież nie powiedział, że to też jest jego pierwszy raz. Wstydził się przyznać. Może gdyby to wiedział to mimo wściekłości, byłby delikatniejszy. Przecież go kochał do cholery!
Dzwonek do drzwi przerwał jego rozmyślania. Z jękiem podniósł się i doczłapał do drzwi. Zdziwił się widząc walizkę basisty stojącą w tym samym miejscu w którym ją zostawił dzień wcześniej. Dochodziła siódma rano. Otworzył drzwi zszokowany zauważył cały zespół stojący przed nimi. Nie, nie cały. Brakowało Akiry. Czyżby zapomniał o czymś? Wywiad? Nagranie? Studio? A może czyjeś urodziny? Nie… Już chciał zapytać co tu robią i gdzie jest Reita, gdy zwrócił uwagę na ich wygląd. Wszyscy mieli pomięte ubrania, podkrążone i zaczerwienione oczy. Ruki wtulał się w Aoia płacząc bezgłośnie. Gitarzysta również miał łzy w oczach, a jego broda drżała. Uruha trzymał się z nich najlepiej – oprócz łez w oczach był w miarę spokojny. Jedynie wzrok miał mętny troszeczkę, jakby był pijany… albo na lekach uspokajających. Ogarnął go nagły niepokój.
- Gdzie jest R-reita? – wyszeptał ze łzami w oczach. Ruki wybuchnął głośnym płaczem wtulając się w klatkę piersiową Aoia, który mocno go obejmował. Po jego policzkach spływały łzy.
- Reita miał wypadek – wychrypiał słabo Uruha wchodząc do mieszkania. Zanim weszli pozostali. Kai na drżących nogach doszedł do kanapy i oparł się o jej oparcie niedowierzając temu co powiedział Uru. Miał wypadek, a oni dopiero teraz do niego przychodzą? Do lidera na końcu?! Jednak nie chciał o tym myśleć. Teraz najważniejszy był Akira.
- J-jak to? – wyszeptał patrząc na Uruhę, który z twarzą bez wyrazu wpatrywał się w niego. Jedynie w oczach znajdował się szczery, najszczerszy ból.
- Mmm – odchrząknął przełykając ślinę. Łzy spłynęły po jego policzkach. W oddali słychać było szloch Rukiego. – Ciężarówka… - przełknął łzy - wpadł pod ciężarówkę… kierowca nie miał szans go wyminąć ani zatrzymać się. Jechał z kilkutonową naczepą…
- Gdzie on jest?! – wykrzyczał Kai podchodząc do Uru i potrząsając nim. – W którym szpitalu?! Co z nim!? Mów, Takashima!
Takanori upadł na kolana przy Yuu prawie dławiąc się od płaczu. Shiroyama zaczął również cicho popłakiwać tuląc do siebie wokalistę. Uruha wziął głęboki oddech po czym wyszeptał drżącym głosem:
- Tanabe… Reita nie żyje.
* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *
Wciąż i wciąż, zawsze byłem powodem twoich zmartwień
Zraniłem cię tak bardzo, nie mogę nic zrobić
Czy to dlatego dotknięcie cię jest takie bolesne?
To pewnie dlatego, że obawiam się, że jeśli historia się powtórzy, stracę cię definitywnie…*
* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *
Gdyby mógł znać przyszłość na pewno postąpiłby inaczej. A przeszłości zmienić nie mógł. Zostały mu już tylko wspomnienia jego jedynej prawdziwej miłości.
* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *
Zaraz po tym jak cię zraniłem…
Zdałem sobie sprawę, że…
Szukałem w tobie licznych wad podczas, gdy powinniśmy byli patrzeć na siebie nawzajem…**
* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *
* The GazettE – Cassis
** The GazettE – Pledge

dobiło mnie to trochę, takie smutne, takie przerażająco smutne - jedna głupia kłótnia i całe życie w gruzach.
OdpowiedzUsuńTak pięknie smutne
Piękne to było. Kai mógł go po części nie prowokować, mógł zrozumieć swojego partnera, że ten działał pod wpływem emocji. Nie spodziewałam się takiego finału.
OdpowiedzUsuńNadrabiam notki. Wolno, bo wolno, ale zawsze coś. Kurczę, to było przygnębiające. Biedny Kai, biedny Reita >.<
OdpowiedzUsuńI perspektywa smutnego Uruhy... Nie przeżyję tego XD. Nie rób tak haha.
Ale w sumie to wina Kai'a, deklarował się, że taki cwany, a sam nie mógł nawet powiedzieć, że to jego pierwszy raz. Kurde, idę, bo będę analizować XD. Weny życzę w każdym razie.
Przeczytałam to dopiero teraz, również nadrabiam zaległości.
OdpowiedzUsuńO matko, po raz pierwszy poryczałam się przy opowiadaniu! Tak na serio, przy końcówce. Mój kochany Reita! Całe szczęście, że to tylko fikcja... Kai mógł inaczej zareagować, wtedy nie doszłoby do tej tragedii. Ja na miejscu Yutaki wybaczyłabym Reicie, bo w końcu to co zrobił było z miłości. I nie rozumiem, dlaczego Kai nie chciał dać się zgwałcić Akirze, bo ja bym się z miejsca zgodziła i skakała z radości xD
To chyba najlepszy oneshot, jaki do tej pory czytałam. Od początku do końca trzyma w napięciu. Oczywiście muszę jeszcze dodać, że się nieźle podnieciłam :3
Jesteś wielka. Pozdrawiam ;*
to było takie takie piękne!! i smutne!! Teraz przez ciebie płaczę!!
OdpowiedzUsuń