Znowuż mnie troszkę czasu nie było ^^" Ale cóż... życie -.-
Nie przedłużając - pomarudzę pod rozdziałem - przedstawiam kolejną część Untitled! ;)
Nie przedłużając - pomarudzę pod rozdziałem - przedstawiam kolejną część Untitled! ;)
3.
Pół godziny
później Toshiya witał się z doktorem, który zaalarmowany jego telefonem
przyjechał prosto ze szpitala w którym pracował.
- On się jeszcze
nie ocknął – mówił przejęty patrząc na nieruchomą postać na łóżku. – Nawet nie
drgnął – dodał ciszej denerwując się coraz bardziej. Martwił się. Po prostu
martwił się o tego szczeniaka bardziej niż powinien.
- Spokojnie,
Toshimasa, zaraz zobaczymy co się dzieje – odpowiedział spokojnie lekarz
przeszukując swoją wielką torbę lekarską. – Lepiej będzie jeśli wyjdziesz –
dodał znacząco przyszykowując strzykawkę. Podwinął rękaw bluzy, odkaził
miejsce, a po chwili wbił igłę wstrzykując jakiś przezroczysty płyn do żyły.
- A… co mu
podałeś? – spytał nie ruszając się z miejsca. Lekarz westchnął.
- Środek uspokajający.
Mówiłeś, że jest nerwowy i nieufny. Jeśli by się ocknął w trakcie badania…
- A jeżeli się
nie ocknie? – wymamrotał basista wpatrując się z uwagą w bladą twarz blondyna.
Naprawdę się o niego bał. Nie chciał by teraz kiedy mógł mu w jakiś sposób
pomóc, coś mu się stało.
- Ocknie się. Po
tym co mówiłeś przez telefon to najzwyczajniej w świecie jest wycieńczony. A
teraz wyjdź. On na pewno by cię tu nie chciał – lekarz rozpiął bluzę młodego i
zerknął przez ramię na Toshiego. – Ufasz mi, prawda? – odpowiedziało mu
skinienie głowy. – Wyjdź, proszę.
Toshiya
niechętnie opuścił sypialnię, ale przez czas trwania badania nerwowo krążył po
korytarzu w pobliżu pokoju i nasłuchiwał czy przypadkiem młody się nie obudził.
Denerwował się, gdy badanie przedłużało się coraz bardziej. W końcu po prawie
czterdziestu minutach nie wytrzymał i już miał wejść spytać co tak długo gdy
lekarz otworzył drzwi. W jego oczach był smutek. Toshiya się przeraził. Czyżby
chłopak…?
- No… i? –
wyszeptał, a Isao – lekarz, pokręcił głową z niedowierzaniem zerkając na
chłopca leżącego na łóżku.
- Nic mu nie
będzie pod warunkiem, że nie trafi tam… skąd go wziąłeś – popatrzył z namysłem
na basistę jakby zastanawiając się ile może powiedzieć. – Chłopak jest niedożywiony,
troszeczkę odwodniony. Pobrałem krew do badania, żeby wiedzieć więcej…
- Wiesz, że nie o
to pytam – syknął Toshi patrząc z wyczekiwaniem na mężczyznę. – Mów, co mu się
stało.
- Ja… nie mogę.
Spytaj chłopaka – powiedział zapinając kurtkę. – Spróbuj go przekonać, żeby
przyszedł do szpitala. Chciałbym go poobserwować. Na szafce nocnej zostawiłem
ci lekarstwa i recepty oraz listę co i jak podawać. Teraz jest troszeczkę
ogłupiały po lekach uspokajających, ale za jakiś czas dojdzie do siebie –
zawahał się patrząc na Toshimasę. – Jakkolwiek się tu znalazł… miał cholerne
szczęście, że na ciebie trafił – dodał i uśmiechnął się widząc minę chłopaka. –
Reszta wie?
- Nie. I
chciałbym, żeby tak zostało… na razie – odpowiedział Toshimasa przecierając
szczękę dłońmi. – Dzięki.
- Nie ma sprawy.
Gdyby pojawiły się jakieś niepokojące objawy, dzwoń. O każdej porze dnia i
nocy. – pożegnał się i po chwili Toshiya niepewnym krokiem zmierzał do sypialni
gościnnej. Zapukał wchodząc do środka. Blondyn spojrzał na niego zaszklonymi
oczami i mocniej zacisnął dłonie na pościeli. Mężczyzna przysiadł na brzegu
łóżka i uśmiechnął się delikatnie przyglądając chłopcu.
- Powiesz mi… co
ci się przytrafiło? – zapytał gładząc dłonią machinalnie pościel. Patrzył na
chłopca, który uciekał wzrokiem na boki wciskając się w poduszki, jakby chciał
uciec od Toshiyi. Denerwował się. Było to widać na pierwszy rzut oka, ale Toshi
musiał wiedzieć co jest z tym dzieciakiem. Chciał mu pomóc.
- Ja… przepraszam
za kłopot – wymamrotał i spojrzał zamglonym wzrokiem na basistę. – Nie
chciałem…
- Czekaj, czekaj
– Toshi uniósł dłonie. – Po pierwsze nie przepraszaj. Nie masz za co. Po drugie
nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Chciałbym ci pomóc. Zaufaj mi. – Hara
patrzył na młodego, który spuścił głowę, a po jego policzkach spłynęły
pojedyncze łzy. Nie mówił nic, nie ponaglał go. Po prostu czekał na jakąkolwiek
odpowiedź. Mężczyźnie wydawało się, że minęły wieki nim usłyszał zachrypnięty
głos młodego.
- Ale nie
odeślesz mnie… tam? – wychrypiał
spoglądając z rozpaczą i strachem na Toshiego. – Błagam… ja nie chcę tam
wrócić… - jego ciałem wstrząsnął szloch, a basista nie wiedział o co chodzi.
Nie miał pojęcia gdzie by miał wysłać chłopaka. Domyślał się jedynie, że to
właśnie w „tym miejscu” stała mu się krzywda.
- Oczywiście, że
cię nie odeślę. Nie po to cię zabrałem z ulicy – odparł cicho zgodnie z prawdą,
a młody natychmiast zapytał:
- A po co? –
widać było po nim, że zaraz pożałował tego pytania. Skulił ramiona jakby bojąc
się, że zaraz zostanie uderzony.
- Prawie cię potrąciłem
i… nie mogłem tak po prostu zostawić w tym deszczu w środku nocy na ulicy. Ja…
nie do końca potrafię to wytłumaczyć – rozłożył bezradnie ręce, a po chwili
uśmiechnął się do chłopaka. – To… powiesz mi?
- Nie – wyszeptał
patrząc błagalnie na Toshiego. – Boję się – dodał prawie bezgłośnie, a jego
dolna warga zadrżała. Toshimasa poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku i
niepewnie przysunął się do chłopaka, który patrzył na niego z rosnącym
przerażeniem. Oparł się o ramę łóżka i delikatnie objął chłopca, który spiął
się, a po chwili wtulił w Toshiyę, jakby łaknąc bliskości drugiego człowieka.
Mimo, że jego dłonie w dalszym ciągu zaciskały się nerwowo na kołdrze, twarz
wtulił w tors mężczyzny i mocno się do niego przyciskał aż wreszcie odwrócił
się bokiem do Toshiego i mocno go objął płacząc cicho. Basista przytulił go
mocniej do siebie, a nie widząc sprzeciwu ze strony chłopca oparł brodę o
czubek jego głowy i gładził delikatnie jego ramię. Blondyn nie przestawał łkać,
a Toshiyi serce kroiło się na ten widok.
- Dobrze już…
wszystko w porządku – wymamrotał czując jak chłopiec drży. – No, już. Cicho,
cicho… - szeptał słowa uspokojenia i lekko kołysał młodego. Po niedługim czasie
usnął ze zmęczenia wtulony w basistę. Toshi uśmiechnął się pod nosem i
przesunął opuszkami palców po zapadniętym policzku chłopaka odgarniając mu
włosy za ucho. Ułożył go na poduszkach, okrył kołdrą i stanął przy łóżku
wpatrując się w niego po czym zabrał lekarstwa, recepty i listę, ostatni raz
zerknął na młodego i wyszedł z sypialni zostawiając otwarte drzwi. I wtedy zdał
sobie sprawę, że nawet nie wie, jak dzieciak ma na imię.
Palił już piątego
papierosa wpatrując się tępo w okno po którym spływały krople deszczu. Znowu
padało, a raczej było urwanie chmury. Cały czas zastanawiał się, co jest z tym
młodym. Kto doprowadził go do takiego stanu? Nie miał pojęcia, ale postanowił,
że dowie się tego. Czy to od chłopaka czy z innych źródeł.
Zaciągnął się
ostatni raz i zdusił peta w popielniczce. Młody spał od czterech godzin i ani
razu się nie przebudził – Toshi kilkukrotnie zaglądał do sypialni sprawdzając
czy nic mu się nie stało. blondyn wyglądał tak bezbronnie i basista czuł się
bardzo dziwnie przyglądając się chłopakowi. Denerwowało go, że tak bardzo się
przejmuje tym dzieciakiem, ale nic na to nie mógł poradzić.
Zamówił do domu
jedzenie – sam nie potrafił zbyt wiele przyrządzić i nie chciał otruć chłopaka.
Z parującym posiłkiem podążył do sypialni i od razu napotkał zaciekawiony wzrok
blondyna, który skupił wzrok na talerzu znajdującym się na tacy. Przełknął
ślinę.
- Na pewno jesteś
głodny – Toshiya zbliżył się do łóżka i ułożył na szafce nocnej jedzenie. – Ale
najpierw połknij to – podał chłopakowi szklankę soku i dwie tabletki. Blondyn
patrzył nie ufnie na kapsułki ważąc je przez chwilę w dłoni, a Toshiya
uśmiechał się zachęcająco. W końcu młody włożył do ust lekarstwo i popił
sokiem. Odstawiając szklankę na stolik spojrzał na Toshiego i szybko spuścił
wzrok widząc, jak basista mu się przygląda.
- Jedz – nakazał
i usiadł na łóżku przyglądając się jak chłopak pochłania ogromną porcję zupy.
Policzki mu się zarumieniły, a oczy nabrały blasku, gdy odstawiał pusty talerz
na szafkę.
- Dziękuję –
wymamrotał ocierając wierzchem dłoni wilgotne wargi. Toshiya przełknął ślinę,
uśmiechając się nerwowo.
- Proszę. A teraz
mi powiedz, jak masz na imię – po czym zanim chłopiec odpowiedział, dodał: - Do
mnie możesz mówić Toshiya.
Chłopiec przez
chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią i Toshi był prawie pewien, że zastanawia
się czy podać swoje prawdziwe imię czy też jakieś wymyślone. Po chwili, która
basiście wydawała się wiecznością szepnął:
- Ruiza.
Ruiza. Toshiya kilkakrotnie powtórzył imię chłopaka w myślach wręcz
delektując się jego pobrzmieniem.
- Ładnie -
skomentował głupio nie wiedząc o czym może porozmawiać z młodym, nie chcąc na
razie wracać do tematu pobicia. – A… ile masz lat?
- Czemu pytasz? –
spytał niepewnie chłopak spoglądając na Toshiyę ze strachem. Totchi westchnął
cicho z rezygnacją.
- Z ciekawości –
odparł zgodnie z prawdą. – Jeśli ty mi powiesz, to ja też ci powiem – dodał i
dostrzegł jak chłopiec minimalnie zaczął się odprężać. Pogratulował sobie w
myślach.
- Wyglądasz na
jakieś czterdzieści pięć – odpowiedział pomijając pytanie Toshiyi, który
zakrztusił się z wrażenia i oburzenia. Popatrzył na chłopaka z udawaną złością.
- Czterdzieści
pięć? – wymamrotał ponurym głosem. – Naprawdę aż tak staro wyglądam? – Toshi
uśmiechnął się krzywo widząc, jak młody mu się przygląda. W jego oczach nie
było już tego przerażenia, a wyłącznie zaciekawienie. Uśmiechał się delikatnie
i wyglądał wtedy jeszcze piękniej niż zwykle mimo sińców. Piękniej?, pomyślał Toto i skrzywił się nieznacznie.
- Czterdzieści? –
mruknął Ruiza wciąż przyglądając się basiście. Powiercił się chwilę w miejscu,
krzywiąc i sycząc po czym widząc pytające spojrzenie mężczyzny, wzruszył
ramionami.
- Mam dopiero
trzydzieści cztery – wymamrotał pocierając skronie. Nagle poczuł się strasznie…
staro. I już nawet nie chodziło o to, że ten dzieciak jest pewnie o co najmniej
piętnaście lat młodszy od niego. Raczej o to, że… że zdał sobie sprawę, że jest
całkiem sam. Owszem, miał chłopaków z zespołu, którzy byli dla niego jak
bracia, ale to nie to samo co ukochana osoba. I pomyśleć, że jakoś wcześniej aż
tak bardzo się nad tym nie zastanawiał dopóki los nie postawił na jego drodze
tego dzieciaka.
- To jesteś już
jedną nogą w grobie – powiedział poważnie młody, ale zdradzały go wesołe ogniki
tańczące w zmęczonych oczach. Toshi wpatrywał się przez chwilę w jego
bursztynowe tęczówki, zachwycony ich barwą.
- Dowcipne –
burknął naprawdę już urażony. – No, to teraz ty, przyznaj się jaki już dorosły
jesteś – zachichotał widząc naburmuszoną minę chłopaka, kiedy usłyszał słowo
„dorosły”.
- Sugerujesz coś?
– zapytał przechylając głowę na bok, a Toshiemu serce szybciej zabiło na ten
widok. Ruiza był naprawdę śliczny. Wzruszył ramionami.
- Nie wiem –
odpowiedział i uśmiechnął się ukazując swoje urocze uzębienie. Rui również się
uśmiechnął.
- A ile byś mi
dał? – wymamrotał zadziornie pochylając się troszeczkę do przodu i skrzywił się
przy tym nieznacznie.
Toshiya przez
chwilę był zbyt zaskoczony zachowaniem chłopaka by odpowiedzieć. Nagle jakby
przestał się bać jego i tego co może mu się przytrafić. Jakby zapomniał o tym,
co już mu się przydarzyło. To na pewno
przez leki, przeszło mu przez myśl.
- Piętnaście? –
parsknął śmiechem widząc minę Ruizy, chłopakowi ewidentnie nie spodobała się ta
odpowiedź. – Szesnaście? – blondyn w dalszym ciągu był naburmuszony. – Dobra,
niech ci będzie, osiemnaście.
Ruiza prychnął
niczym rozdrażniony kociak.
- Mam dwadzieścia
cztery – burknął i spuścił wzrok pod wpływem spojrzenia Toshiego, który był… w
szoku. Poczuł się głupio, że tak bardzo odmładzał dorosłego właściwie
mężczyznę. Nie chłopca jak do tej pory sądził. Skupił spojrzenie ciemnych oczu
na twarzy chłopaka. Był wychudzony, posiniaczony i może właśnie dlatego
Toshiemu wydawało się, że to jeszcze dzieciak? Teraz zaczął się obawiać swoich
reakcji, zwłaszcza, jeśli Ruiza będzie w stosunku do niego taki jaki jest w tej
chwili.
- Nie wyglądasz –
mruknął cicho obserwując Ruizę, który wzruszywszy ramionami przytulił się do
poduszki. Cała jego radość z przed paru minut zniknęła, a w jego oczach na nowo
pojawił się smutek. Toshiya zastanawiał się czy to przez niego czy po prostu…
- Powiedz mi
tylko… skąd się wzięła ta krew w korytarzu? – spytał wstając i zbierając się do
wyjścia. Chłopak podniósł na niego zmęczony wzrok, odsunął kołdrę, podwinął
nogawkę spodni i oczom Toshiego ukazał się bandaż na stopie, która swoją drogą
była jedną z seksowniejszych stóp, jakie Toshi widział w życiu. Skinął głową i
bez słowa wyszedł, klnąc na siebie w duchu. Co się z nim, do cholery, dzieje?!
CDN.
__________________________________
No tak, wiem, wiem, krótko. Ale tak mam podzielone rozdziały, czasu mi brakuje na połączenie ich w większą część, ale chyba najważniejsze jest to, że w końcu coś się pojawiło, prawda? ^^
Odpowiadać na komentarze już nie będę, bo nie mam siły, czasu i marzę tylko o tym by iść spać ;)
Jestem bardzo ciekawa czy jesteście zawiedzeni, że tajemniczym chłopakiem okazał się Ruiza (z zespołu D, jakby ktoś nie ogarniał xD) czy może wręcz przeciwnie? Zbliżają się Mikołajki, więc zróbcie Meg prezent i licznie skomentujcie :D A Meg się odwdzięczy kolejną częścią lub jakimś one shotem... o ile ktokolwiek skomentuje.
Aaa i zostałam otagowana w czymś o nazwie 'Liebster award'. Natknęłam się na to na parunastu blogach i nie sądziłam, że na mnie też trafi O_O ale dziękuję za otagowanie i zajmę się tym jak się wyśpię... czyli prawdopodobnie nie wcześniej jak za tydzień ^^" choć może uda mi się wcześniej ;) No i jeszcze czeka mnie zmiana bannerów do ficków na którch jest stara nazwa bloga, ale to mniej ważne xD
