niedziela, 2 grudnia 2012

Untitled: (? & ?) cz. 3

Znowuż mnie troszkę czasu nie było ^^" Ale cóż... życie -.-
Nie przedłużając - pomarudzę pod rozdziałem - przedstawiam kolejną część Untitled! ;)



3.
Pół godziny później Toshiya witał się z doktorem, który zaalarmowany jego telefonem przyjechał prosto ze szpitala w którym pracował.
- On się jeszcze nie ocknął – mówił przejęty patrząc na nieruchomą postać na łóżku. – Nawet nie drgnął – dodał ciszej denerwując się coraz bardziej. Martwił się. Po prostu martwił się o tego szczeniaka bardziej niż powinien.
- Spokojnie, Toshimasa, zaraz zobaczymy co się dzieje – odpowiedział spokojnie lekarz przeszukując swoją wielką torbę lekarską. – Lepiej będzie jeśli wyjdziesz – dodał znacząco przyszykowując strzykawkę. Podwinął rękaw bluzy, odkaził miejsce, a po chwili wbił igłę wstrzykując jakiś przezroczysty płyn do żyły.
- A… co mu podałeś? – spytał nie ruszając się z miejsca. Lekarz westchnął.
- Środek uspokajający. Mówiłeś, że jest nerwowy i nieufny. Jeśli by się ocknął w trakcie badania…
- A jeżeli się nie ocknie? – wymamrotał basista wpatrując się z uwagą w bladą twarz blondyna. Naprawdę się o niego bał. Nie chciał by teraz kiedy mógł mu w jakiś sposób pomóc, coś mu się stało.
- Ocknie się. Po tym co mówiłeś przez telefon to najzwyczajniej w świecie jest wycieńczony. A teraz wyjdź. On na pewno by cię tu nie chciał – lekarz rozpiął bluzę młodego i zerknął przez ramię na Toshiego. – Ufasz mi, prawda? – odpowiedziało mu skinienie głowy. – Wyjdź, proszę.
Toshiya niechętnie opuścił sypialnię, ale przez czas trwania badania nerwowo krążył po korytarzu w pobliżu pokoju i nasłuchiwał czy przypadkiem młody się nie obudził. Denerwował się, gdy badanie przedłużało się coraz bardziej. W końcu po prawie czterdziestu minutach nie wytrzymał i już miał wejść spytać co tak długo gdy lekarz otworzył drzwi. W jego oczach był smutek. Toshiya się przeraził. Czyżby chłopak…?
- No… i? – wyszeptał, a Isao – lekarz, pokręcił głową z niedowierzaniem zerkając na chłopca leżącego na łóżku.
- Nic mu nie będzie pod warunkiem, że nie trafi tam… skąd go wziąłeś – popatrzył z namysłem na basistę jakby zastanawiając się ile może powiedzieć. – Chłopak jest niedożywiony, troszeczkę odwodniony. Pobrałem krew do badania, żeby wiedzieć więcej…
- Wiesz, że nie o to pytam – syknął Toshi patrząc z wyczekiwaniem na mężczyznę. – Mów, co mu się stało.
- Ja… nie mogę. Spytaj chłopaka – powiedział zapinając kurtkę. – Spróbuj go przekonać, żeby przyszedł do szpitala. Chciałbym go poobserwować. Na szafce nocnej zostawiłem ci lekarstwa i recepty oraz listę co i jak podawać. Teraz jest troszeczkę ogłupiały po lekach uspokajających, ale za jakiś czas dojdzie do siebie – zawahał się patrząc na Toshimasę. – Jakkolwiek się tu znalazł… miał cholerne szczęście, że na ciebie trafił – dodał i uśmiechnął się widząc minę chłopaka. – Reszta wie?
- Nie. I chciałbym, żeby tak zostało… na razie – odpowiedział Toshimasa przecierając szczękę dłońmi. – Dzięki.
- Nie ma sprawy. Gdyby pojawiły się jakieś niepokojące objawy, dzwoń. O każdej porze dnia i nocy. – pożegnał się i po chwili Toshiya niepewnym krokiem zmierzał do sypialni gościnnej. Zapukał wchodząc do środka. Blondyn spojrzał na niego zaszklonymi oczami i mocniej zacisnął dłonie na pościeli. Mężczyzna przysiadł na brzegu łóżka i uśmiechnął się delikatnie przyglądając chłopcu.
- Powiesz mi… co ci się przytrafiło? – zapytał gładząc dłonią machinalnie pościel. Patrzył na chłopca, który uciekał wzrokiem na boki wciskając się w poduszki, jakby chciał uciec od Toshiyi. Denerwował się. Było to widać na pierwszy rzut oka, ale Toshi musiał wiedzieć co jest z tym dzieciakiem. Chciał mu pomóc.
- Ja… przepraszam za kłopot – wymamrotał i spojrzał zamglonym wzrokiem na basistę. – Nie chciałem…
- Czekaj, czekaj – Toshi uniósł dłonie. – Po pierwsze nie przepraszaj. Nie masz za co. Po drugie nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Chciałbym ci pomóc. Zaufaj mi. – Hara patrzył na młodego, który spuścił głowę, a po jego policzkach spłynęły pojedyncze łzy. Nie mówił nic, nie ponaglał go. Po prostu czekał na jakąkolwiek odpowiedź. Mężczyźnie wydawało się, że minęły wieki nim usłyszał zachrypnięty głos młodego.
- Ale nie odeślesz mnie… tam? – wychrypiał spoglądając z rozpaczą i strachem na Toshiego. – Błagam… ja nie chcę tam wrócić… - jego ciałem wstrząsnął szloch, a basista nie wiedział o co chodzi. Nie miał pojęcia gdzie by miał wysłać chłopaka. Domyślał się jedynie, że to właśnie w „tym miejscu” stała mu się krzywda.
- Oczywiście, że cię nie odeślę. Nie po to cię zabrałem z ulicy – odparł cicho zgodnie z prawdą, a młody natychmiast zapytał:
- A po co? – widać było po nim, że zaraz pożałował tego pytania. Skulił ramiona jakby bojąc się, że zaraz zostanie uderzony.
- Prawie cię potrąciłem i… nie mogłem tak po prostu zostawić w tym deszczu w środku nocy na ulicy. Ja… nie do końca potrafię to wytłumaczyć – rozłożył bezradnie ręce, a po chwili uśmiechnął się do chłopaka. – To… powiesz mi?
- Nie – wyszeptał patrząc błagalnie na Toshiego. – Boję się – dodał prawie bezgłośnie, a jego dolna warga zadrżała. Toshimasa poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku i niepewnie przysunął się do chłopaka, który patrzył na niego z rosnącym przerażeniem. Oparł się o ramę łóżka i delikatnie objął chłopca, który spiął się, a po chwili wtulił w Toshiyę, jakby łaknąc bliskości drugiego człowieka. Mimo, że jego dłonie w dalszym ciągu zaciskały się nerwowo na kołdrze, twarz wtulił w tors mężczyzny i mocno się do niego przyciskał aż wreszcie odwrócił się bokiem do Toshiego i mocno go objął płacząc cicho. Basista przytulił go mocniej do siebie, a nie widząc sprzeciwu ze strony chłopca oparł brodę o czubek jego głowy i gładził delikatnie jego ramię. Blondyn nie przestawał łkać, a Toshiyi serce kroiło się na ten widok.
- Dobrze już… wszystko w porządku – wymamrotał czując jak chłopiec drży. – No, już. Cicho, cicho… - szeptał słowa uspokojenia i lekko kołysał młodego. Po niedługim czasie usnął ze zmęczenia wtulony w basistę. Toshi uśmiechnął się pod nosem i przesunął opuszkami palców po zapadniętym policzku chłopaka odgarniając mu włosy za ucho. Ułożył go na poduszkach, okrył kołdrą i stanął przy łóżku wpatrując się w niego po czym zabrał lekarstwa, recepty i listę, ostatni raz zerknął na młodego i wyszedł z sypialni zostawiając otwarte drzwi. I wtedy zdał sobie sprawę, że nawet nie wie, jak dzieciak ma na imię.   
Palił już piątego papierosa wpatrując się tępo w okno po którym spływały krople deszczu. Znowu padało, a raczej było urwanie chmury. Cały czas zastanawiał się, co jest z tym młodym. Kto doprowadził go do takiego stanu? Nie miał pojęcia, ale postanowił, że dowie się tego. Czy to od chłopaka czy z innych źródeł.
Zaciągnął się ostatni raz i zdusił peta w popielniczce. Młody spał od czterech godzin i ani razu się nie przebudził – Toshi kilkukrotnie zaglądał do sypialni sprawdzając czy nic mu się nie stało. blondyn wyglądał tak bezbronnie i basista czuł się bardzo dziwnie przyglądając się chłopakowi. Denerwowało go, że tak bardzo się przejmuje tym dzieciakiem, ale nic na to nie mógł poradzić.
Zamówił do domu jedzenie – sam nie potrafił zbyt wiele przyrządzić i nie chciał otruć chłopaka. Z parującym posiłkiem podążył do sypialni i od razu napotkał zaciekawiony wzrok blondyna, który skupił wzrok na talerzu znajdującym się na tacy. Przełknął ślinę.
- Na pewno jesteś głodny – Toshiya zbliżył się do łóżka i ułożył na szafce nocnej jedzenie. – Ale najpierw połknij to – podał chłopakowi szklankę soku i dwie tabletki. Blondyn patrzył nie ufnie na kapsułki ważąc je przez chwilę w dłoni, a Toshiya uśmiechał się zachęcająco. W końcu młody włożył do ust lekarstwo i popił sokiem. Odstawiając szklankę na stolik spojrzał na Toshiego i szybko spuścił wzrok widząc, jak basista mu się przygląda.
- Jedz – nakazał i usiadł na łóżku przyglądając się jak chłopak pochłania ogromną porcję zupy. Policzki mu się zarumieniły, a oczy nabrały blasku, gdy odstawiał pusty talerz na szafkę.
- Dziękuję – wymamrotał ocierając wierzchem dłoni wilgotne wargi. Toshiya przełknął ślinę, uśmiechając się nerwowo.
- Proszę. A teraz mi powiedz, jak masz na imię – po czym zanim chłopiec odpowiedział, dodał: - Do mnie możesz mówić Toshiya.
Chłopiec przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią i Toshi był prawie pewien, że zastanawia się czy podać swoje prawdziwe imię czy też jakieś wymyślone. Po chwili, która basiście wydawała się wiecznością szepnął:
- Ruiza.
Ruiza. Toshiya kilkakrotnie powtórzył imię chłopaka w myślach wręcz delektując się jego pobrzmieniem.
- Ładnie - skomentował głupio nie wiedząc o czym może porozmawiać z młodym, nie chcąc na razie wracać do tematu pobicia. – A… ile masz lat?
- Czemu pytasz? – spytał niepewnie chłopak spoglądając na Toshiyę ze strachem. Totchi westchnął cicho z rezygnacją.
- Z ciekawości – odparł zgodnie z prawdą. – Jeśli ty mi powiesz, to ja też ci powiem – dodał i dostrzegł jak chłopiec minimalnie zaczął się odprężać. Pogratulował sobie w myślach.
- Wyglądasz na jakieś czterdzieści pięć – odpowiedział pomijając pytanie Toshiyi, który zakrztusił się z wrażenia i oburzenia. Popatrzył na chłopaka z udawaną złością.
- Czterdzieści pięć? – wymamrotał ponurym głosem. – Naprawdę aż tak staro wyglądam? – Toshi uśmiechnął się krzywo widząc, jak młody mu się przygląda. W jego oczach nie było już tego przerażenia, a wyłącznie zaciekawienie. Uśmiechał się delikatnie i wyglądał wtedy jeszcze piękniej niż zwykle mimo sińców. Piękniej?, pomyślał Toto i skrzywił się nieznacznie.
- Czterdzieści? – mruknął Ruiza wciąż przyglądając się basiście. Powiercił się chwilę w miejscu, krzywiąc i sycząc po czym widząc pytające spojrzenie mężczyzny, wzruszył ramionami.
- Mam dopiero trzydzieści cztery – wymamrotał pocierając skronie. Nagle poczuł się strasznie… staro. I już nawet nie chodziło o to, że ten dzieciak jest pewnie o co najmniej piętnaście lat młodszy od niego. Raczej o to, że… że zdał sobie sprawę, że jest całkiem sam. Owszem, miał chłopaków z zespołu, którzy byli dla niego jak bracia, ale to nie to samo co ukochana osoba. I pomyśleć, że jakoś wcześniej aż tak bardzo się nad tym nie zastanawiał dopóki los nie postawił na jego drodze tego dzieciaka.
- To jesteś już jedną nogą w grobie – powiedział poważnie młody, ale zdradzały go wesołe ogniki tańczące w zmęczonych oczach. Toshi wpatrywał się przez chwilę w jego bursztynowe tęczówki, zachwycony ich barwą.
- Dowcipne – burknął naprawdę już urażony. – No, to teraz ty, przyznaj się jaki już dorosły jesteś – zachichotał widząc naburmuszoną minę chłopaka, kiedy usłyszał słowo „dorosły”.
- Sugerujesz coś? – zapytał przechylając głowę na bok, a Toshiemu serce szybciej zabiło na ten widok. Ruiza był naprawdę śliczny. Wzruszył ramionami.
- Nie wiem – odpowiedział i uśmiechnął się ukazując swoje urocze uzębienie. Rui również się uśmiechnął.
- A ile byś mi dał? – wymamrotał zadziornie pochylając się troszeczkę do przodu i skrzywił się przy tym nieznacznie.
Toshiya przez chwilę był zbyt zaskoczony zachowaniem chłopaka by odpowiedzieć. Nagle jakby przestał się bać jego i tego co może mu się przytrafić. Jakby zapomniał o tym, co już mu się przydarzyło. To na pewno przez leki, przeszło mu przez myśl.
- Piętnaście? – parsknął śmiechem widząc minę Ruizy, chłopakowi ewidentnie nie spodobała się ta odpowiedź. – Szesnaście? – blondyn w dalszym ciągu był naburmuszony. – Dobra, niech ci będzie, osiemnaście.
Ruiza prychnął niczym rozdrażniony kociak.
- Mam dwadzieścia cztery – burknął i spuścił wzrok pod wpływem spojrzenia Toshiego, który był… w szoku. Poczuł się głupio, że tak bardzo odmładzał dorosłego właściwie mężczyznę. Nie chłopca jak do tej pory sądził. Skupił spojrzenie ciemnych oczu na twarzy chłopaka. Był wychudzony, posiniaczony i może właśnie dlatego Toshiemu wydawało się, że to jeszcze dzieciak? Teraz zaczął się obawiać swoich reakcji, zwłaszcza, jeśli Ruiza będzie w stosunku do niego taki jaki jest w tej chwili.
- Nie wyglądasz – mruknął cicho obserwując Ruizę, który wzruszywszy ramionami przytulił się do poduszki. Cała jego radość z przed paru minut zniknęła, a w jego oczach na nowo pojawił się smutek. Toshiya zastanawiał się czy to przez niego czy po prostu…
- Powiedz mi tylko… skąd się wzięła ta krew w korytarzu? – spytał wstając i zbierając się do wyjścia. Chłopak podniósł na niego zmęczony wzrok, odsunął kołdrę, podwinął nogawkę spodni i oczom Toshiego ukazał się bandaż na stopie, która swoją drogą była jedną z seksowniejszych stóp, jakie Toshi widział w życiu. Skinął głową i bez słowa wyszedł, klnąc na siebie w duchu. Co się z nim, do cholery, dzieje?!

CDN.
__________________________________
No tak, wiem, wiem, krótko. Ale tak mam podzielone rozdziały, czasu mi brakuje na połączenie ich w większą część, ale chyba najważniejsze jest to, że w końcu coś się pojawiło, prawda? ^^
Odpowiadać na komentarze już nie będę, bo nie mam siły, czasu i marzę tylko o tym by iść spać ;)
Jestem bardzo ciekawa czy jesteście zawiedzeni, że tajemniczym chłopakiem okazał się Ruiza (z zespołu D, jakby ktoś nie ogarniał xD) czy może wręcz przeciwnie? Zbliżają się Mikołajki, więc zróbcie Meg prezent i licznie skomentujcie :D A Meg się odwdzięczy kolejną częścią lub jakimś one shotem... o ile ktokolwiek skomentuje.
Aaa i zostałam otagowana w czymś o nazwie 'Liebster award'. Natknęłam się na to na parunastu blogach i nie sądziłam, że na mnie też trafi O_O ale dziękuję za otagowanie i zajmę się tym jak się wyśpię... czyli prawdopodobnie nie wcześniej jak za tydzień ^^" choć może uda mi się wcześniej ;) No i jeszcze czeka mnie zmiana bannerów do ficków na którch jest stara nazwa bloga, ale to mniej ważne xD